Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: A Lesson From Aloes, Finborough Theatre ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

timhochstrasser

Share

Tim Hochstrasser ocenia sztukę Athola Fugarda „A Lesson From Aloes”, którą można obecnie obejrzeć w londyńskim Finborough Theatre.

Dawid Minnar i Janine Ulfane w spektaklu „A Lesson From Aloes”. Fot. Alixandra Fazzina A Lesson from Aloes

Finborough Theatre

5 marca 2019 r.

4 gwiazdki

Bilety Athol Fugard tworzy dla teatru od ponad pół wieku, a w jego dorobku znajdziemy mnóstwo sztuk, które aż proszą się o wznowienie i nową interpretację. Tej wiosny w Londynie goszczą dwa takie tytuły: pochodzący z początku jego kariery „Blood Knot” oraz „A Lesson from Aloes” – dzieło z końca lat 70., okresu środkowego w twórczości autora, tuż przed jego wielkim międzynarodowym przełomem. „A Lesson from Aloes” nie jest dramatem otwarcie konfrontacyjnym, jednak o czasach, w których powstał, najlepiej świadczy fakt, że niemal został zakazany przez południowoafrykańskie władze, stosujące wówczas najostrzejsze represje apartheidu. To pierwsza londyńska produkcja tej sztuki od 35 lat.

David Rubin w spektaklu „A Lesson From Aloes”. Fot. Alixandra Fazzina

To dramat rozpisany na trzy postacie i dwa akty. Przenosimy się do surowego, nieco zaniedbanego domu na przedmieściach Port Elizabeth, zamieszkanego przez ekscentryczne małżeństwo w średnim wieku. Jest rok 1963. Piet Bezuidenhout (Dawid Minaar) i jego żona Gladys (Janine Ulfane) z różnych powodów sięgnęli właśnie kresu swojej wytrzymałości. Piet, niegdyś tradycyjny afrykanerski rolnik, został wygnany z ziemi przez lata suszy. Skończył jako kierowca autobusu, po cichu angażując się w liberalną politykę i obrzeża ruchu oporu przeciwko reżimowi. Symbolicznym ukojeniem jest dla niego kolekcja aloesów – sukulentów, które zdają się reprezentować jego upór w trudnych chwilach i determinację, by nie dać się wyrwać z korzeniami. Jego żona, Gladys, balansuje na znacznie cieńszej linie – właśnie wróciła ze szpitala psychiatrycznego i wciąż zdradza oznaki silnego niepokoju oraz narastającej paniki.

Janine Ulfane w spektaklu „A Lesson From Aloes”. Fot. Alexandra Fazzina

Większość pierwszego aktu to ekspozycja – momentami być może zbyt niespiesznie kreśląca tło wydarzeń. Fabuła koncentruje się wokół przygotowań do wizyty zaprzyjaźnionej rodziny o mieszanym pochodzeniu rasowym, na której czele stoi Steve (David Rubin). Steve właśnie wyszedł z więzienia po tym, jak informator doniósł policji o działaniach grupy nacisku, do której należeli obaj mężczyźni. Drugi akt buduje napięcie wokół samotnego przybycia Steve'a i dyskusji – początkowo zawoalowanej, a później bezceremonialnej – o tym, czy to Piet był owym informatorem. Innym kluczowym tematem, niezwykle aktualnym w 1978 roku, jest dylemat: zostać i walczyć z reżimem, czy wyjechać, tak jak planuje Steve, po uzyskaniu wizy do Anglii.

Choć jest to ewidentnie sztuka polityczna, tym, co zachwyca i w pełni uzasadnia jej wznowienie pod czujnym okiem reżyserskim Janet Suzman, jest nieoczywiste i dramatycznie angażujące podejście do tematu. Fugard nie stara się udowadniać zła apartheidu – co już wtedy nie wymagało dodatkowych komentarzy – lecz pokazuje jego niszczycielski wpływ na psychikę jednostek. Neurotyczne ucieczka Gladys w obłęd to najbardziej bezpośrednia reakcja na strach przed systemem; wyjazd Steve'a na emigrację to kolejna. I choć Piet wciąż trwa na posterunku, jego opór jest bezsilny, sprowadzony do symbolicznych gestów w towarzystwie ukochanych aloesów.

Dawid Minnar i Janine Ulfane w spektaklu „A Lesson From Aloes”. Fot. Alixandra Fazzina Przed popadnięciem w całkowity mrok i rozpacz sztukę ratuje werwa i humor języka Fugarda, szczególnie w drugiej części, gdy dramat nabiera tempa. Do tego dochodzi wybitne aktorstwo – każdy z trojga wykonawców tworzy kreację tak intensywną, że momentami wydaje się niemal zbyt potężna jak na kameralną przestrzeń Finborough. Minaar świetnie oddaje surowy indywidualizm Pieta oraz jego nieporadną czułość wobec cierpienia żony i niesprawiedliwości świata. W jego roli jest też na tyle dużo niejednoznaczności, że jesteśmy w stanie uwierzyć w teorię o jego zdradzie. Ulfane po mistrzowsku portretuje kruchą psychikę Gladys – dwie sceny jej załamania nerwowego na scenie są niezwykle bolesne w odbiorze, dokładnie tak, jak zaplanował autor. To jednak nie karykatura; w jej roli jest mnóstwo niuansów i melancholijnych ucieczek we wspomnienia, przywodzących na myśl bohaterki Tennessee Williamsa. Rubin ma przed sobą najtrudniejsze zadanie: musi wejść z impetem w drugim akcie i błyskawicznie nadać postaci głębi. Jego Steve jest pełen uroku, ale też narastającej podejrzliwości i bólu. Cała trójka dokonuje cudów, dynamicznie wykorzystując ograniczoną przestrzeń (nasz recenzent w pierwszym rzędzie musiał mocno pilnować kolan!).

Jak to często bywa w Finborough, ograniczenia techniczne stały się dla twórców inspiracją. Norman Coates stworzył niezwykle nastrojową scenografię (co jest tym trudniejsze, gdy trzeba oddać aurę nijakości). Podwórze i wnętrze domu zasugerowano oszczędnymi, ale wymownymi środkami, a honorowe miejsce słusznie zajęły same aloesy. Projekt dźwięku Rachael Murray subtelnie kreśli domowy świat wyobcowanej pary i odgłosy ulicy, a reżyseria światła Manniego Manima mistrzowsko oddaje nie tylko upływ czasu, ale i specyficzną atmosferę południowoafrykańskiego żaru i zapadającego zmierzchu.

Podsumowując, to poruszające i głębokie studium politycznego ucisku i jego skutków ludzkich, dotykających nawet tych na marginesie konfliktu. To opowieść o tym, jak strach potrafi zatruć dobroć mimo najlepszych intencji. Niewielu współczesnych dramaturgów politycznych potrafi tak umiejętnie operować cieniami i niuansami jak Fugard. Już choćby z tego powodu warto odświeżyć sobie jego wczesną twórczość.

KUP BILETY NA SPEKTAKL „A LESSON FROM ALOES”

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS