Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: W całości męska obsada HMS Pinafore, Wilton's Music Hall ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Share

Julian Eaves recenzuje spektakl Sasha Regan’s All-Male HMS Pinafore w Wilton's Music Hall w Londynie.

Scott Armstrong (Little Buttercup) i zespół. Zdjęcie: Mark Senior

Sasha Regan's All-Male HMS PinaforeWilton's Music Hall, 22 marca 2022 5 Gwiazdek REZERWUJ BILETY Prawdziwie wybitną inscenizację poznaje się po tym, że przy ponownej wizycie wydaje się tak samo świeża, ekscytująca i zachwycająca, jak w dniu premiery.  Tak właśnie jest w przypadku wznowienia wyśmienitej interpretacji przeboju Gilberta i Sullivana w wykonaniu męskiej trupy Sashy Regan, która obecnie czaruje i dodaje energii publiczności w Wilton's Music Hall. Wybór miejsca jest wyjątkowo trafny: nadgryziony zębem czasu blichtr tego XIX-wiecznego gmachu stanowi idealną oprawę dla wizjonerskiej, oszczędnej scenografii Ryana Dawsona Laighta (przy współpracy Kingsleya Halla), która przenosi akcję do dusznej, huczącej ładowni pancernika z czasów II wojny światowej.  Tam znudzeni i napięci marynarze odgrywają historię, wykorzystując wszystko, co wpadnie im w ręce jako rekwizyty i subtelnie modyfikując kostiumy. Dzięki tym odważnym, prostym transformacjom przenoszą nas z jednego stulecia w drugie, zmieniają płeć, przechodzą od rzeczywistości do wyobraźni, a wreszcie realizują to, co najtrudniejsze – odsłaniają bijące serce samego teatru. Obsada Sasha Regan's All Male HMS Pinafore. Zdjęcie: Mark Senior Choć niektórzy mogą tęsknić za większym wyrafinowaniem i przepychem, nic na świecie nie zastąpi geniuszu – na przykład – choreografii Lizzi Gee: sposób, w jaki za pomocą jednej zmiany kroku przekształca męski zespół w przybywający chór „żeński”, wywołuje ciarki na plecach – to uczucie, którego się nie zapomina.  Raz po raz jej układy i gesty dostarczają widzom czystej przyjemności, sugerując, że pod powierzchnią surowości i prostoty kryje się opowieść pełna prawdy.  W świecie, w którym staje się ona towarem coraz rzadszym, już to samo jest wystarczającym powodem, by wybrać się do teatru. Ale to dzieło oferuje znacznie więcej.  Jako reżyserka, Sasha Regan – która od dekad w swoim Union Theatre i poza nim robi dla promowania nowoczesnego podejścia do teatru muzycznego w Wielkiej Brytanii więcej niż ktokolwiek inny – zręcznie bada konwencje oper sabaudzkich (Savoy Operas), by naświetlić ludzkie historie, które je napędzają.  Librecista W.S. Gilbert słynie jako satyryk, ale ilu z nas zastanawia się, co satyra tak naprawdę chce osiągnieć?  To nic innego jak obnażanie nieszczerości i braku rzetelności w pełnym blasku uzasadnionej drwiny.  I tutaj Regan umiejętnie pozwala swojej zwinnej, wysportowanej obsadzie właśnie to zrobić.  Josephine w wykonaniu Niesamowitego głosowo Sama Kiplinga jako pierwsza wzbudza w nas żywiołową reakcję, a jej porywające wysokie nuty w pełni oddają muzyczne ambicje Sullivana.  Z kolei nienaganny baryton Juana Jacksona przypomina o zakorzenieniu kompozytora w najlepszych tradycjach opery buffa.  W bardziej nowoczesnym tonie, David McKechnie wnosi rys przypominający Roberta Lindsaya do postaci próżnego, niekompetentnego i skorumpowanego Sir Josepha Portera, KCB (pewne rzeczy w tym kraju chyba nigdy się nie zmieniają, prawda?).  W rzeczywistości obsada całego spektaklu jest znakomita: Danny Becker jako Ralph Rackstraw rodem z West Endu, Jazz Evans jako niemal pantomimiczny Dick Deadeye, Scott Armstrong jako rozkosznie sprytna Szkotka Little Buttercup i weteran zespołu Richard Russell Edwards jako precyzyjna do bólu Kuzynka Hebe – wszyscy oni wzbogacają swoje role nadzwyczajną mieszanką fantazji i szczerości. Sam Kipling (Josephine) i Juan Jackson (Captain Corcoran). Zdjęcie: Mark Senior Dzięki pomysłowemu oświetleniu Bena Bulla, nadszarpnięta czasem neoklasycystyczna przestrzeń pasuje do komicznej formuły opery G&S niczym ulał (odniosłem to samo wrażenie, widząc to samo dzieło w Hackney Empire kilka lat temu – jako produkcja objazdowa jest to spektakl nie do przebicia).  Bull miesza nieco oniryczną, niemal ulotną wizualizację „realnych” lat 40. z odważnie bezpośrednimi, płaskimi plamami barwnymi w scenach „z epoki”; następnie – początkowo prawie niedostrzegalnie – stopniowo splata je w spójną całość, która przemawia równie mocno do intelektu, co do duszy.  Przez cały czas dyrektor muzyczny Ashley Jacobs przy delikatnie nagłośnionym pianinie pewnie steruje pośród rozlicznych muzycznych perełek partytury, będąc akompaniatorem idealnym – czy to dla śpiewu, tańca, czy akcji dramatycznej. Przed laty, gdy ten budynek był nowy, marynarze (i ich „znajome”) stanowili kluczowy element publiczności, lecz byli odizolowani na balkonie, wśród gipsowych liści akantu, podczas gdy wytworniejsza klasa średnia za dopłatą dwóch pensów cieszyła się większym szacunkiem na parterze.  Oglądając ten spektakl dzisiaj i widząc jego bezpośrednią konfrontację z tymi samymi podziałami społecznymi, można się zastanawiać, czy ich duchy wciąż tu są, by patrzeć i być może rzucać własne komentarze.  Cokolwiek by nie mieli do powiedzenia, ja wiem swoje. Sasha Regan’s All-Male HMS Pinafore jest grany w Wilton’s Music Hall do 9 kwietnia, a następnie w Theatre Royal Winchester od 21 do 27 kwietnia 2022 roku.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS