Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: All-Male Pirates Of Penzance (Męski zespół Piratów z Penzance), Wilton's Music Hall ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Udostępnij

Julian Eaves recenzuje „Piratów z Penzance” Sashy Regan w męskiej obsadzie w Wilton's Music Hall

The Pirates of Penzance

Wilton's Music Hall

26 lutego 2019

4 gwiazdki

Zarezerwuj bilety Dziesięć lat po premierze w Union Theatre w Southwark – znacznie skromniejszym miejscu niż to, które gości ich teraz – ta inscenizacja zapoczątkowała przełomową serię męskich wersji dzieł Gilberta i Sullivana w reżyserii Sashy Regan. Dzięki niej zobaczyliśmy już „HMS Pinafore” i „Iolanthe” w wersjach mniej lub bardziej osadzonych we współczesności. Spośród tej trójki, „Piraci” wydają się mieć najbardziej „tradycyjny” sznyt dzięki scenografii Robyn Wilson-Owen, serwującej nam kostiumy z epoki w nowym, muślinowym wydaniu. Z kolei nowoczesna choreografia Lizzie Gee emanuje siłą i energią, jaką potrafi wykrzesać jedynie zgrany zespół młodych wykonawców. To, że potrafią oni śpiewać zarówno operując tenorami, barytonami i basami, jak i w szerokiej skali falsetu, a przy tym tak świetnie się ruszają, jest największym atutem produkcji. Pozwala to przymknąć oko na oszczędną dekorację i brak orkiestry w kanale. Ben Bull dopełnia całości prostym, lecz nastrojowym oświetleniem.

Gwiazdami wieczoru są tu jednak zespół oraz samo miejsce. Od energetycznego wejścia chóru męskiego przez widownię, przez opanowanie sceny i oczarowanie nas klarownością wokalu – gdzie każda sylaba tekstów Gilberta jest wypowiadana z najwyższą dbałością (podziękowania dla kierownika muzycznego Richarda Bakera, sprawnie akompaniującego akcji na pianinie), aż po wejście kokieteryjnych „dam” (co wywołało salwy śmiechu u starszej części widowni, zapewne przyzwyczajonej do tradycyjnej formy) – otrzymujemy popis precyzji, który zachwyci każdego miłośnika teatru wykonanego z pasją i ogromną starannością.

Tom Senior prezentuje się jako romantyczny i postawny Frederic (choć Regan, co nietypowe, postanowiła potraktować jego arię „O is there not one maiden breast” humorystycznie, co nieco osłabia sentymentalny wydźwięk finału). Jest to jednak rola heroiczna, w której w pełni wykorzystuje swój atrakcyjny głos i świetnie wpisuje się w postać. Z kolei Mabel w wykonaniu Toma Balesa wypada słabiej – wysoka tessitura wyraźnie go forsuje, co skutkuje często cienkim i bladym brzmieniem. Zupełnie inaczej prezentuje się fenomenalna Ruth Alana Richardsona. Warto zauważyć, że aktor ten był pierwszą Mabel w tej inscenizacji dekadę temu i porównania z jego następcą rzadko wypadają na korzyść Balesa.

W innych rolach David McKechnie jako Major-General błyszczy błyskawicznym tempem w najtrudniejszych partiach Gilberta i Sullivana, z lekkością pokonując wszelkie wokalne pułapki. Równie przekonujący jest James Thackeray jako Pirate King, mimo że wydaje się odrobinę za młody do tej roli. Kwartet ról żeńskich – Isabel (Dominic Harbison), Kate (Connor Hughes), Edith (Sam Kipling) i Connie (Richard Russell Edwards) – przypomina nam, że oglądamy spektakl, który w równym stopniu dotyczy pierwiastka kobiecego, co męskiego. Regan udaje się uniknąć gatunkowych pułapek, nadając postaciom nowoczesność i godność, której często brakuje w konwencjonalnych wystawieniach tej opery. Warto też wyróżnić komiczną rolę Samuela, w którego wcielił się Benjamin Vivian-Jones. Jest tu naprawdę wiele powodów do radości.

Drugi akt wprowadza nową postać – sierżanta policji (Duncan Sandilands), który wyśmienicie bawi się swoją rolą, podobnie jak wszechstronny chór przeobrażony w policjantów. Czarująca i płynna choreografia Gee tworzy piękne obrazy, wspierając go z dużą dozą dowcipu. To bardzo potrzebna energia po przerwie, bo – jak wiedzą doświadczeni bywalcy operetek G&S – najlepsze kąski często znajdują się w pierwszej części. Mając tu nieco skromniejszy materiał, Regan nie zwalnia tempa i pewnie zmierza do finału, pozostawiając nas z lekkim poczuciem słodko-gorzkiego niedosytu w tym nieco mniej angażującym akcie.

Podsumowując, po dziesięciu latach spektakl jest w doskonałej formie, zaledwie z kilkoma drobnymi zastrzeżeniami. To, co w nim dobre, jest naprawdę świetne i warte poświęcenia tych dwóch godzin. Obsada bawi się doskonale i Wy również będziecie.

Gramy do 16 marca 2019 r.

KUP BILETY NA „PIRATÓW Z PENZANCE” W MĘSKIEJ OBSADZIE

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS