Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Anna, National Theatre, Londyn ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

Sophie Adnitt

Share

Sophie Adnitt recenzuje nową sztukę Elli Hickson pt. „Anna”, wystawianą obecnie na deskach Dorfman Theatre w National Theatre w Londynie.

Georgia Landers, Diana Quick, Nathalie Armin i Michael Gould w spektaklu „Anna”. Fot. Johan Persson Anna

National Theatre – Dorfman

Pięć gwiazdek

Zarezerwuj bilety „Anna” w National Theatre Dorfman prowokuje do niepokojącej refleksji: czy kiedykolwiek jesteśmy naprawdę sami? Czy nie jesteśmy, w pewnym sensie, stale obserwowani? Mimo historycznych realiów nowej sztuki Elli Hickson, idea bycia pod nieustannym nadzorem ma niezwykle współczesny wydźwięk, a wszystko to zamknięte w krótkiej, zwięzłej, a przy tym niesamowicie imponującej inscenizacji.

1968 rok, Berlin Wschodni. Anna Weber (Phoebe Fox) wydaje kolację dla kolegów z pracy swojego męża, Hansa, aby uczcić jego niedawny awans. Codzienne problemy gospodyni – próby nakłonienia Hansa (Paul Bazely) do założenia czystej koszuli, przygotowywanie przekąsek, uprzejmości wobec nazbyt wylewnego przyjaciela Dietera (Michael Gould w zaskakująco poruszającej roli) czy znoszenie obecności sędziwej Eleny (Diana Quick) – podszyte są czymś znacznie mroczniejszym. Anna jest śledzona. Tajemnicza postać uciekająca z jej mieszkania na początku wieczoru kładzie się cieniem na całym przyjęciu, natychmiast budując atmosferę strachu.

Obsada spektaklu „Anna” w National Theatre. Fot. Johan Persson Scenografia Vicki Mortimer jest zamknięta za grubą szybą, co pozwala widzom obserwować wydarzenia niczym przez okno. Dzięki słuchawkom dostępnym na każdym siedzeniu, widownia „Anny” zamienia się w agentów wywiadu, podglądających mieszkańców mieszkania, gdy ci tańczą, piją, flirtują i kłócą się. Rewelacyjna reżyseria dźwięku autorstwa Bena i Maxa Ringhamów (na której w zasadzie opiera się cała konstrukcja sztuki) całkowicie zanurza nas w przedstawionym świecie – od przytłaczającego zgiełku przyjęcia, po głosy cichnące za zamkniętymi drzwiami, gdy Anna odchodzi dalej. Kiedy bohaterowie szepczą Annie do ucha, słyszymy to bezpośrednio we własnych uszach – nie ma tu mowy o sztucznym szeptaniu scenicznym. Nawet gdy Anna jest sama na scenie, słyszymy każde jej westchnienie, mruknięcie pod nosem czy nucenie. Ten zabieg, choć będący pewnym „technicznym chwytem”, został wykonany po mistrzowsku. Tworzy voyeurystyczny dyskomfort, idealnie dopasowany do tematyki sztuki. Czujemy się równie osaczeni jak Anna, nie mogąc uciec od jej gości i wywieranej przez nich presji (co więcej, z bardziej prozaicznych zalet, technika ta skutecznie zagłusza pociąganie nosem, kaszel czy dźwięki zegarków na widowni).

Georgia Landers w spektaklu „Anna” w National Theatre. Fot. Johan Persson

Cała obsada spisuje się świetnie, na czele z Maxem Bennettem w roli budzącego grozę nowego szefa Hansa, który w przerażająco autentyczny sposób odgrywa postać postrzeganą przez wszystkich jako czarującą, choć w rzeczywistości niebezpieczną. Jednak sercem spektaklu jest Phoebe Fox w roli Anny. Jej błyskawiczne staczanie się w otchłań zagubienia i nieprzewidywalnych zachowań jest poprowadzone po mistrzowsku; gdy w panice biega po mieszkaniu w swojej czerwonej sukience, wzrok widza bezwiednie podąża za nią w tłumie.

Diana Quick i Max Bennett w spektaklu „Anna”. Fot. Johan Persson

Fabuła do samego końca pozostaje nieprzewidywalna. Za każdym razem, gdy wydaje się, że wiemy, w jakim kierunku zmierza akcja, scenariusz Hickson z satysfakcją udowadnia nam błąd, a napięcie ani na chwilę nie spada. Wiele można wyczytać ze strzępków podsłuchanych rozmów i pogaduszek między przyjaciółmi, które umiejętnie nawiązują do przeszłych wydarzeń. Reżyseria Natalie Abrahami sprawia, że nawet jeśli kogoś nie słyszymy, jego gesty jasno komunikują intencje, a domysły czynią historię jeszcze bardziej intrygującą.

Bywają momenty, w których tekst Hickson niebezpiecznie zbliża się do terytorium opery mydlanej, ale coś – być może znakomita obsada lub zawrotne tempo reżyserii (spektakl trwa 65 minut bez przerwy i pędzi na złamanie karku) – zawsze w ostatniej chwili przywraca go na właściwe tory. Trzymająca w napięciu do ostatniej sekundy „Anna” to wybitny dramat szpiegowski ze zniewalającą rolą główną.

KUP BILETY NA SPEKTAKL „ANNA”

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS