WIADOMOŚCI
RECENZJA: Antoniusz i Kleopatra, Shakespeare's Globe ✭✭✭
Opublikowano
Autor:
stephencollins
Share
Antoniusz i Kleopatra Shakespeare's Globe 24 sierpnia 2014 3 gwiazdki
Czasem, zupełnie niespodziewanie, teatr na żywo serwuje całkowicie niezaplanowane i niezwykle zapadające w pamięć chwile czystej radości. Kleopatra jest na scenie, w połowie swego słynnego monologu „Gdzie on jest teraz, jak myślisz?”. Podchodzi do krawędzi sceny, wybiera jednego z widzów stojących pod sceną na chwilę intymności i całuje go. Gdy odchodzi, on wyciąga czerwoną różę na długiej łodydze i wręcza ją jej. Kleopatra jest kompletnie oszołomiona i nie może przestać się śmiać z zachwytu. Publiczność to uwielbia i również wybucha śmiechem, a ta wesołość udziela się aktorce tak bardzo, że całkowicie wypada z roli. W końcu odzyskuje rezon i składa kolejny, długi pocałunek prosto na ustach uszczęśliwionego widza. Ostatecznie śmiech cichnie, a sztuka toczy się dalej.
Cóż, być może właśnie tak to wyglądało.
Możliwe jednak, że było to w pełni zaplanowane i wyreżyserowane, stanowiąc kluczowy element wizji Jonathana Munby’ego w „Antoniuszu i Kleopatrze” Szekspira, którego wystawianie w Globe kończy się dzisiejszego wieczoru. Ten moment bowiem autentycznie przeciągnął widownię na stronę Kleopatry w sposób nagły i bezpowrotny. Biorąc pod uwagę, że postać ta jest istotą o wielu różnych i ciągle zmieniających się obliczach, osiągnięcie takiego celu tak wcześnie jest istotnym sukcesem.
Munby może nie ma jednej, szczególnie odkrywczej idei spajającej całą produkcję, ale z pewnością świetnie wykorzystuje kluczowe momenty sztuki. Burząc czwartą ścianę, reżyser nie czuje się ograniczony tekstem. Sceny są pocięte, poprzestawiane, przeplatane; postaci pojawiają się w momentach, w których ich nie zapisano. Porażka floty Pompejusza w starciu z połączonymi siłami Antoniusza i Kleopatry została przedstawiona za pomocą efektownych akrobacji powietrznych z flagami, a całe przedstawienie przenika bakchanalny taniec, osadzając je mocno w pierwotnym, seksualnym krajobrazie. Wszystko to sprawdza się zaskakująco dobrze.
Cierpi na tym jednak przejrzystość. Tak duży nacisk położono na komizm i wszechobecną potrzebę tworzenia pamiętnych, przykuwających wzrok obrazów scenicznych, że gdzieniegdzie zwroty akcji gubią się w tym chaosie.
Czy to naprawdę ma znaczenie?
Prawdopodobnie nie.
Bo jakkolwiek na to patrzeć, jest to świetny czas spędzony w teatrze. Może nie jest to popis wokalnej wirtuozerii (wystarczy obejrzeć fragment z jubileuszu 50-lecia National Theatre, by usłyszeć, jakie bogactwo kryje ten tekst, gdy Judi Dench rzuca na kolana swoim wykonaniem monologu „Śniłam, że był cesarz Antoniusz”), ale spektakl jest dynamiczny i wciągający.
W centrum wszystkiego stoi zaś Eve Best.
Seksowna, kapryśna, intrygująca, zdradziecka, wojownicza, dąsająca się, mściwa, pogrążona w żałobie – Kleopatra posiada wszystkie te cechy, a nawet więcej. Przemierzając scenę niczym zwinna pantera w rui, Best wcieliła się w egipską monarchinię każdą cząstką swego istnienia. Jej solidarność z dwórkami, pożądanie i miłość do Antoniusza, jej złośliwość i psotność w kontaktach z posłańcem (scena pełna humoru, radośnie dzielona z wytrzeszczającym oczy Peterem Bankolé), jej polityczna naiwność i finałowa, odważna odmowa poddania się rządom Oktawiusza: Best rzuca światło na każdy szlif tego królewskiego diamentu i pozwala mu{
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności