WIADOMOŚCI
RECENZJA: Arcadia, Theatre Royal Brighton i trasa objazdowa ✭✭✭
Opublikowano
Autor:
stephencollins
Share
Dakota Blue Richards i Wilf Scolding w Arkadii. Fot. Mark Douet Arcadia
Theatre Royal Brighton, występy gościnne
7 lutego 2015
3 gwiazdki
W programie do swojej inscenizacji Arkadii Toma Stopparda, reżyserka Blanche McIntyre pisze: „Idee są olśniewające, a Arkadia ufa widzowi, że je zrozumie; zaprasza go do wspólnej rozmowy. Ale ma też w sobie bardzo ludzkie akcenty. Jest poruszająca, momentami wręcz rozdzierająca, a jednocześnie niesamowicie zabawna. To jedyna znana mi sztuka, która dociera do wszystkich czterech stron świata, rzec by można. Jest intelektualnie śmiała i ma odwagę przekazywać widzom złożone argumenty. Ma też w sobie człowieczeństwo i dowcip, a rzadko zdarza się znaleźć sztukę o wszystkich tych cechach... Pokochałam Arkadię tak bardzo, że nie mogłam znieść myśli o tym, co inny reżyser mógłby z nią zrobić. Wyobraźcie sobie, gdybyście zobaczyli ją zrobioną źle...”
Wyobraźcie sobie.
Produkcja w reżyserii McIntyre, która właśnie rozpoczyna trasę po Wielkiej Brytanii, ma za sobą tydzień premierowy w Theatre Royal Brighton.
Sztuka Stopparda kipi od pomysłów: natura pamięci; to, kto i jak pisze historię; zderzenia nauki ze sztuką; przypadek i rola, jaką odgrywa w życiu; teoria chaosu; rygory (lub ich brak) pracy naukowej; druga zasada termodynamiki; klasycyzm i romantyzm; konsekwencje i komplikacje cielesnych uciech; życie żółwia; ogrody, pustelnik i egzotyczna dalia.
Wszystkie te idee wybrzmiewają w jednym wielkim salonie Sidley Park, rodowej siedziby rodziny Croom/Coverley, lecz w różnych epokach. W roku 1809 trzynastoletnia Thomasina pobiera nauki u jurnego Septimusa Hodge'a, którego przyjaciel, Lord Byron, gości tu przez weekend. Współcześnie dwójka naukowców próbuje dociec, co wydarzyło się podczas tamtego odległego weekendu i czy – a jeśli tak, to jak – zamieszany był w to Byron.
To symfonia dowcipu i mądrości ujęta w formę zagadki, która zostaje rozbita, a następnie, niczym piekielnie trudne puzzle, złożona kawałek po kawałku. Na końcu nie pozostają pytania bez odpowiedzi, żadne narracyjne łamigłówki nie męczą głowy. Stoppard dba o to, by wszystko do siebie pasowało, a najtrwalszym wrażeniem po spektaklu był humor i humanizm dzieła.
Koncepcje teoretyczne, zwłaszcza teoria chaosu, ożywają w tej sztuce. Sama obecność Septimusa Hodge'a w Sidley Park wywołuje serię reakcji łańcuchowych, które odbijają się echem w przyszłości. Thomasina, uczennica Septimusa, pod wpływem impulsu dorysowuje pustelnika na szkicu nowego ogrodu, który planuje założyć jej matka; wizerunek tego pustelnika zainspiruje pracę współczesnej badaczki, Hannah. Lady Croom pożycza Lordowi Byronowi książkę należącą do Septimusa, rozpoczynając tym samym ciąg zdarzeń, który doprowadzi do przedwczesnej publikacji artykułu naukowego przez współczesnego wykładowcę z Sussex, Bernarda Nightingale'a. Czy to odkrycie sekretnych schadzek, pożyczenie książki, namalowanie pustelnika, ugryzienie przez małpę czy pożar – przypadkowe zdarzenia z przeszłości kształtują przyszłość. Teoria chaosu w czystej postaci.
Stoppard obiera też inny kierunek: pokazuje, jak działania w przyszłości próbują przekształcić przeszłość – jeśli nie faktycznie, to teoretycznie. Podczas gdy naukowcy w sztuce są pewni, że raz zamieszanego w owsiance dżemu nie da się odizolować, a wystygła herbata sama z siebie się nie nagrzeje, humaniści, biorąc fakty i snując teorie o ich powiązaniach, dochodzą do wniosków, które w efekcie ten dżem z owsianki „wyjmują”. Intuicja czy przebłysk geniuszu – różnica leży w dowodzie, czy będzie to seria równań matematycznych, czy zapis w księdze polowań.
Akcję rozpoczyna pytanie o akt cielesny, a kończy odpowiedź na inne pytanie w tym samym temacie w ostatniej scenie, co pieczętuje los jednego z bohaterów i tym samym zmienia bieg ludzkiego poznania. Seks jest w tej sztuce stałym, chaotycznym bohaterem – elementem zmieniającym wszechświat, któremu Newton i jego następcy poświęcili niewiele uwagi. To innego rodzaju ciepło; takie, które może odnowić się naturalnie lub pojawić się tam, gdzie wcześniej panował chłód.
To fascynujący i wciągający materiał, który w innych rękach mógłby być suchy jak pieprz, ale skrzące się dialogi Stopparda i jego zręcznie nakreślone, nieszablonowe postacie ożywiają całość. Te elementy łączą się w teatralną alchemię – to doświadczenie bliskie czystej radości, jaką może dać współczesna literatura.
Często zastanawiałem się, czy Arkadia jest odporna na błędy aktorów lub reżysera. Niektóre sztuki takie są. Są tak dobrze skonstruowane i napisane, tak wewnętrznie spójne, że nawet w rękach nudziarzy czy amatorów wciąż dostarczają niesamowitej rozrywki. Inscenizacja Blanche McIntyre niemal potwierdza tę teorię.
Nie znaczy to, że McIntyre wyreżyserowała spektakl źle. Problemem jest jednak niefortunny dobór obsady w kilku kluczowych miejscach, co powstrzymuje produkcję przed osiągnięciem olśniewających wyżyn, na które stać ten tekst. Wielka szkoda. Mimo to sporo elementów działa znakomicie i w tych fragmentach widać, co McIntyre mogłaby osiągnąć z bardziej wyrównanym zespołem.
Szczególnie podobał mi się sposób, w jaki reżyserka płynnie połączyła dwie płaszczyzny czasowe, pokazując ich przenikanie się i splatanie. Pozwala bohaterom z jednej epoki pozostać przez chwilę na scenie po zmianie czasu, co podkreśla nierozerwalny związek obu rzeczywistości. Możliwości przeszłości i teraźniejszości – ulotne, a jednak wymowne.
Sekwencja walca na końcu sztuki jest przepiękna, a zestawienie ostatniego tańca Thomasiny i Septimusa z dźwiękami nowoczesnej muzyki to pomysł genialny. Jednak niektóre obrazy sceniczne są niezgrabne i zakłócają odbiór: teczka Bernarda na środkowym stole zasłania rysunki renowacji ogrodów Lady Croom jednej trzeciej widowni, przez co ten wątek staje się trudniejszy do śledzenia.
Scenografia Jonathana Fensoma jest dobra i pasuje do obu epok. Nie zastosowano tu horyzontu, więc poza salonem, w którym toczy się akcja, nie ma ogrodu – tylko szara/czarna ściana teatru. Początkowo wydało mi się to dziwne, ale w rzeczywistości jest dość błyskotliwe: stale przypomina nam, że życie i sztuka (spektakl) toczą się we wszechświecie opartym na regułach, w świecie nauki. Ogród wyobrażamy sobie sami, tak jak Thomasina wyobraża sobie swoje teorie, a Hannah i Bernard czyny z przeszłości. Wszystko ma swoją strukturę.
Oświetlenie Johanny Town jest doskonałe, a przejścia czasowe poprowadzone po mistrzowsku. Kostiumy Fensoma są bardzo udane w przypadku postaci dziewiętnastowiecznych, lecz o dziwo mniej przekonujące u postaci współczesnych.
Stoppard oferuje sześć głównych ról, z których każda w rękach utalentowanych wykonawców daje szansę na popis wirtuozerii: Septimus, Lady Croom, Valentine, Hannah, Bernard i Thomasina. Pozostałe postacie są również świetnie nakreślone. Jednak tutaj casting zaprzepaścił wiele z tych możliwości.
Wiele, ale na szczęście nie wszystkie.
Wilf Scolding jest rewelacyjny jako Septimus. Wysoki, przystojny i obdarzony bogatym, dźwięcznym głosem, pasuje idealnie do roli guwernera w typie byronicznym. Jest ironiczny, dowcipny i swawolny; Scolding błyszczy w trudnych językowo partiach i wnosi do swojej gry prawdziwego ducha XIX wieku. Jego postawa i sposób bycia są bezbłędne, a szczera sympatia do Thomasiny i Lady Croom została oddana bardzo wiarygodnie. Słuchanie słów Stopparda w jego wykonaniu to czysta przyjemność.
Równie doskonała jest Kirsty Besterman jako wybuchowa Lady Croom – kobieta o wielkich apetytach, z poczuciem wyższości wypisanym w każdym ruchu, potrafiąca z niesłychaną celnością rzucać aforyzmami. Kokietuje, flisuje i mrozi spojrzeniem z magnetyczną pewnością siebie. Ona również dysponuje wspaniałym głosem i wie, jak go użyć. To kreacja pełnokrwista i porywająca.
Valentine, współczesny student nauk ścisłych, to trudna, ale kluczowa rola. Reprezentuje naukowy dystans wobec rozterek literaturoznawców i historyków sztuki. Rozwiązuje problemy i dostarcza kluczy do największych zagadek, ale rzadko udaje się tę postać zagrać spójnie. Ed MacArthur jest jednak znakomity – to najlepszy Valentine, jakiego widziałem. Wnosi do roli wyniosły chłód, jednocześnie wyraźnie pokazując ludzkie emocje ukryte pod spodem. Znakomite.
Rola Hannah Jarvis to prezent dla każdej aktorki, a Flora Montgomery wykorzystuje go, by stworzyć postać zapadającą w pamięć. Twarda, lecz empatyczna, błyskotliwa, ale pozbawiona buty, uszczypliwa, gdy trzeba, a przy tym pełna pasji – Montgomery świetnie oddaje złożoność Hannah. Bez pudła pokazuje naukową pasję i głód wiedzy, ale zawsze kładzie nacisk na prawdę jako fundament odkryć. Jej więź z ludźmi jest wręcz namacalna.
Charlie Manton jest uroczy jako Gus, milczący młodszy brat Valentine'a. Przez cały czas zachowuje czujność i nieśmiałość, a jego finałowa scena z Hannah jest idealnie wyważona. Podobnie dobrze radzi sobie jako Augustus, brat Thomasiny. Tom Greaves jest przekonujący jako nerwowy kapitan Brice, a David Mara fantastycznie służbisty i krytyczny jako plotkarski Jellaby.
Jako trzeci członek współczesnej rodziny Croomów (Coverleyów), Chloe, Ria Zmitrowicz jest energiczna i pełna życia. Ma świetne wyczucie sceny i nie raz trudno było zrozumieć, dlaczego to nie ona gra Thomasinę zamiast Dakoty Blue Richards. Richards może sprawdza się w filmie, ale brakuje jej umiejętności niezbędnych, by taka partia jak Thomasina rozbłysła w teatrze. Często niesłyszalna, nie radzi sobie z emisją głosu; w jej sposobie mówienia nie było czuć XIX-wiecznego genialnego dziecka. Na tle Scoldinga i Besterman Richards wypada blado i nazbyt współcześnie – brak jej wizjonerskiej inteligencji i wdzięku. To zupełnie nietrafiona obsada.
Podobnie Robert Cavanah, którego irytujący Bernard mija się z tym, co Stoppard zapisał w tej postaci. Nudny i pozbawiony uroku, Cavanah nie jest wystarczająco ekscentryczny ani wystarczająco narcystyczny. Spektakl potrzebuje Bernarda jako „czarnego charakteru”, którego porażka przynosi satysfakcję. Tam, gdzie powinna być potoczysta mowa i duma z odkryć, Bernard w wykonaniu Cavanaha jest bezpłciowy i męczący. Bardziej jak wróbel niż paw.
Ponieważ Stoppard pisał role Hannah i Bernarda jako duet, bezbarwna gra Cavanaha odbija się negatywnie na występie Montgomery. Podobnie jest z duetem Thomasiny i Septimusa – braki Richards ograniczają Scoldinga. To, że Scolding i Montgomery zdołali stworzyć tak dobre kreacje przy braku wsparcia ze strony partnerów, świadczy o ich wielkim talencie.
Nakay Kpaka marnuje świetną rolę Ezry Chatera, postaci kluczowej dla wydarzeń z przeszłości. Larrington Walker nie wywiera większego wrażenia jako Noakes – kolejna niepotrzebna strata w tkance spektaklu.
Arkadia to genialna sztuka, arcydzieło współczesnego teatru. McIntyre stworzyła rzetelny spektakl, ale niefortunne wybory obsadowe sprawiają, że to, co powinno być rewelacyjne, jest „zaledwie” poprawne. Ale nawet poprawny Stoppard to wciąż pozycja obowiązkowa. Jeśli nie znacie tej sztuki, wybierzcie się i oceńcie sami. Jak mówi Hannah: „To chęć wiedzy czyni nas ważnymi”.
ARCADIA – DATY TRASY 2015
9 – 14 lutego 2015
Theatre Royal Bath
Saw Close, Bath BA1 1ET
Zarezerwuj bilety online 16 – 21 lutego 2015
Churchill Theatre
High Street, Bromley BR1 1HA
Zarezerwuj bilety online 23 – 28 lutego 2015
New Victoria Theatre
Peacocks Centre, Woking, Surrey GU21 6GQ
Zarezerwuj bilety online 2 – 7 marca 2015
Aylesbury Waterside Theatre
Exchange Street, Aylesbury, Bucks HP20 1UG
Zarezerwuj bilety online 9 – 14 marca 2015
Hall for Cornwall
Back Quay, Truro, Cornwall TR1 2LL
Zarezerwuj bilety online 23 – 28 marca 2015
New Alexandra Theatre
Station Street, Birmingham B5 4DS
Zarezerwuj bilety online 30 marca – 4 kwietnia 2015
Cambridge Arts Theatre
6 St Edward’s Passage, Cambridge CB2 3PJ
Zarezerwuj bilety online 6 – 11 kwietnia 2015
Festival Theatre
Grange Road, Malvern, Worcs WR14 3HB
Zarezerwuj bilety online 13 – 18 kwietnia 2015
Oxford Playhouse
11-12 Beaumont Street, Oxford OX1 2LW
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności