WIADOMOŚCI
RECENZJA: Barber Shop Chronicles, National Theatre ✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
helenapayne
Share
Obsada Barber Shop Chronicles w National Theatre Barber Shop Chronicles Dorfman Studio
National Theatre
8 czerwca 2017
4 Gwiazdki REZERWUJ BILETY W społeczności afro-karaibskiej włosy to coś więcej niż tylko fryzura. Trudno więc o lepsze miejsce na ukazanie tego zjawiska niż salon fryzjerski. Produkcja w studio Dorfman w National Theatre to kronika splatających się losów i postaci odwiedzających salony w Londynie, Lagos i wielu innych miejscach. To studium czarnoskórej męskości i jej znaczenia w XXI wieku. Autor nie omija żadnego tematu: homoseksualizm, przemoc, kobiety, wychowywanie dzieci, biznes, semantyka, niewolnictwo, alkoholizm, przestępczość i nieobecni ojcowie – wszystko to zostaje wnikliwie omówione. Spektakl stanowi udany, wszechstronny obraz środowiska, które na co dzień odwiedza tylko specyficzna część społeczeństwa. Barber Shop Chronicles trwa godzinę i 45 minut bez przerwy; akcja toczy się wartko, zapewniając widzom zachwycający wieczór w teatrze. Radość i energia, z jaką występuje świetna obsada, są zaraźliwe, a reżyseria Bijana Sheibaniego sprawia, że tekst, który momentami wydaje się nieco młodzieńczy, zawsze brzmi zadziornie i porywająco.
Oprawa sceniczna od początku tętni życiem. Siedzimy po czterech stronach i na trzech poziomach sali Dorfman, otoczeni celowo splątanymi kablami i krzykliwymi szyldami barberów reklamujących najnowsze cięcia. Nad środkiem sceny zawisł ogromny, świetlisty globus z drutu, który pozwala nam zlokalizować miejsca akcji, gdy przeskakujemy z kontynentu na kontynent. Aktorzy są już w pełnym żywiole, gdy publiczność wchodzi na salę. Miałem (nie)szczęście zostać wyciągniętym na jeden z niepasujących do siebie foteli fryzjerskich, by poddać się „metaforycznemu” strzyżeniu. Interakcja między widzami a wykonawcami jest radosna i swobodna, a przy skocznych rytmach soca spektakl rozpoczyna się od wspólnych okrzyków obsady kibicującej meczowi piłki nożnej na telewizorze bez ekranu.
Anthony Welsh jako Winston w Barber Shop Chronicles. Fot: Marc Brenner
Sceny kręcą się wokół głównego wątku Samuela, granego przejmująco przez Fisayo Akinade, który pracuje w salonie The Three Kings z najlepszym przyjacielem swojego ojca (Cyril Nri) i energicznym jamajskim podrywaczem (Antony Welsh). Wokół nich Inua Ellams splata sieć salonów w Nigerii, Ghanie, Zimbabwe i RPA, pełnych mężczyzn potrzebujących czegoś więcej niż tylko strzyżenia. Na szczególną uwagę zasługują kreacje Patrice’a Naiambany jako rozgoryczonego alkoholika pomstującego na Mandelę i jego puste pojednanie, oraz Simona Manyondy jako hipstera, który zająkając się, dyskutuje o syntaktycznej różnicy między „nigger” a „nigga” i o tym, czy można te terminy „odzyskać”, a wszystko to gęsto cytując Tupaca. Hammed Animashaun wciela się w postać doskonale podpatrzonego lowelasa z południowo-wschodniego Londynu i całkowicie panuje nad sceną, doprowadzając widzów do łez ze śmiechu, podczas gdy tyrada Sule Rimiego o upadku języka pidgin skłania do refleksji. Jego uwaga, że pidgin to forma komunikacji jednocząca wszystkich pochodzenia afrykańskiego, pozwalająca porozumieć się użytkownikom ponad 500 języków, oraz smutek, że jego dziecko odpowiada mu w nienagannym brytyjskim akcencie (RP), są niezwykle poruszające. Fantastyczną oprawę muzyczną zapewnił Michael Henry, którego kompozycje a cappella punktują i nadają lekkości niektórym cięższym tematom.
Cyril Nri jako Emmanuel i Kwami Odoom jako Ethan w Barber Shop Chronicles. Fot: Marc Brenner Dla każdego, kto dorastał w południowo-wschodnim Londynie, ten spektakl wydaje się wręcz spóźniony. Afro-karaibskie salony fryzjerskie są tu takim samym stałym elementem krajobrazu jak „Kot z Catford” czy żaglowiec Cutty Sark. Wspaniale było zajrzeć do kultury, która jest wyraźnie czymś znacznie więcej niż tylko usługą fryzjerską, choć niektóre dyskusje o czarnej męskości wydały mi się nieco staroświeckie. Dobrze było usłyszeć, jak Mandela, Martin, Malcolm, Mugabe, Fela, Tupac i inni giganci kształtowali wizerunek czarnoskórego mężczyzny w kulturze, ale czekałem na odniesienie do Obamy i tego, jak on przełamał te archetypy dla pokolenia dorastającego w XXI wieku. Jak twierdzi postać Cyrila Nri w finałowej scenie, najważniejsze pytanie brzmi: „Jak pójść naprzód, co zrobimy dalej?”. Dzięki temu wieczór kończy się w bardzo pozytywnym i pełnym nadziei tonie.
REZERWUJ BILETY NA BARBER SHOP CHRONICLES W NATIONAL THEATRE
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności