Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Bitter Wheat, Garrick Theatre ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Share

Julian Eaves recenzuje Bitter Wheat, nową sztukę Davida Mameta z Johnem Malkovichem w roli głównej, wystawianą obecnie w londyńskim Garrick Theatre.

Alexander Arnold, John Malkovich, Ioanna Kimbrook i Doon Mackichan w Bitter Wheat. Zdjęcie: Manuel Harlan Bitter Wheat Garrick Theatre

19 czerwca 2019 r.

3 Gwiazdki

Zarezerwuj teraz

To będzie świetna sztuka, kiedy zostanie ukończona.  Na ten moment to raczej surowy szkic tego, co mogłoby – z czasem – stać się wartościową i fascynującą analizą skandalu Harveya Weinsteina (hollywoodzkiego producenta oskarżonego przez rzesze kobiet o wykorzystywanie seksualne) oraz ruchu #MeToo, który po nim nastąpił. (Program ostrzega nas: „To dzieło fikcji.  Imiona, postacie, miejsca i wydarzenia są wytworem wyobraźni autora lub zostały użyte fikcyjnie” itd.  Ale tylko prawnicy muszą zwracać na to uwagę).  Autor, David Mamet, który pisał już wcześniej – i to bardzo dobrze – o amerykańskim przemyśle filmowym, miał na koncie światowe premiery swoich sztuk wystawiane tutaj, ale zazwyczaj reżyserowali je inni – niektórzy z najwybitniejszych reżyserów na świecie.  Tutaj zdecydował się sam zasiąść na fotelu reżyserskim, co jest dyskusyjnym rozwiązaniem przy sztuce z tak licznymi wadami (konstrukcja postaci, fabuła, struktura – by wymienić tylko trzy dość poważne).  Do tego dochodzi znacznie trudniejszy problem w postaci wielkiej gwiazdy w roli głównej – Johna Malkovicha, powracającego na scenę po 30 bardzo, bardzo długich latach – który, choć gwarantuje sukces frekwencyjny, swoją sceniczną osobowością okazuje się biegunowym przeciwieństwem postaci stworzonej przez autora.  Inny reżyser mógłby ukryć niektóre z tych słabości, ale Mamet – hojnie – pozwala nam zobaczyć je wszystkie w zimnym, surowym oświetleniu Neila Austina, rozlanym na równie chłodnej i surowej scenografii retro-Bauhaus autorstwa Christophera Orama (uzupełnionej o dadaistyczną złotą lampę w kształcie karabinu maszynowego).

John Malkovich jako Barney Fein w Bitter Wheat. Zdjęcie: Manuel Harlan

Malkovich prezentuje jak zawsze bardzo przemyślaną, inteligentną, by nie rzec intelektualną grę, a fani ucieszą się na wieść, że jest na scenie niemal przez cały czas trwania spektaklu.  W obliczu scenariusza, do którego nie pasuje temperamentem, i pod okiem reżysera, który nie potrafi mu doradzić, jak uniknąć związanych z tym pułapek, robi to, co zrobiłby każdy aktor w jego sytuacji – sięga po to, co wie, że zadziała.  Musząc więc zagrać napędzanego obsesją, znęcającego się nad innymi filmowca, Malkovich przeszukuje swój katalog ról i znajduje... F.W. Murnaua, którego grał w filmie „Cień wampira”.  Problem z tym rozwiązaniem polega na tym, że Murnau i Weinstein (no dobrze, dobrze... Fein) wcale nie są ulepieni z tej samej gliny, a ta kreacja oddala nas od sedna sprawy, zamiast nas do niego przybliżać.  Mimo całej kreatywnej troski, jaką Malkovich otoczył tę rolę, to, co otrzymujemy, jest tak całkowicie pozbawione pasji, że po prostu nie możemy uwierzyć w jego mrok, w jego przyziemność, co czyni cały sens tego przedsięwzięcia nonsensem. Weinsteina zgubiło pożądanie, a jeśli w nie nie wierzymy, to nie mamy sztuki.

Zresztą to samo można powiedzieć o sposobie napisanego scenariusza.  Otrzymujemy ciąg scen, z których każda jest zdominowana przez Feina, ale uzupełniona o pojawienie się – dłuższe lub przelotne – jednej z wielu postaci orbitujących wokół niego.  Patrząc na całość, często można się domyślić, skąd te sceny się biorą, nie będąc w stanie ustalić, do jakiego wspólnego celu mają one zmierzać.  Być może Mamet dopracuje to w przeróbkach, które nastąpią przed premierą na Broadwayu.  Można też pobawić się w zgadywanie, kto mógłby zastąpić słynną i z pewnością przyciągającą tłumy gwiazdę: ja stawiam na Nathana Lane'a.  Przy obecnym kształcie scenariusza aktor taki jak on prawdopodobnie poradziłby sobie z tą rolą znacznie lepiej.

John Malkovich i Matthew Pidgeon w Bitter Wheat. Zdjęcie: Manuel Harlan

Reszta obsady radzi sobie nieco lepiej, niemal w odwrotnej proporcji do czasu spędzonego na scenie.  Doon Mackichan gra sekretarkę Feina, Sondrę, jako nieco bardziej wytworną wersję Birdie (Thelma Ritter, garderobiana Bette Davis i cyniczna, ale godna zaufania pomocnica w „Wszystko o Ewie”), z solidną domieszką Eve Arden (w niemal każdej roli, jaką kiedykolwiek zagrała).  Nawiązania do dawnego Hollywood są trafne, ponieważ ten spektakl sprawia wrażenie bardzo staromodnego.  Nawet scena otwierająca, w której „pisarz” Matthew Pidgeona jest rozszarpywany przez rottweilera o precyzji chirurga, jakim jest lodowaty potentat Malkovicha, wydaje się pochodzić z zupełnie innej bajki.  Szkoda, bo zawiera ważne informacje fabularne, o które powinniśmy (ale nie potrafimy) dbać.

Doon Mackichan i John Malkovich w Bitter Wheat. Zdjęcie: Manuel Harlan

Kolejny w kolejce jest skorumpowany medyk – doktor Wald w wykonaniu Teddy'ego Kempnera, który wydaje Feinowi dwa identycznie zapakowane, ale radykalnie różne zestawy tabletek. Wygląda to na zalążek farsowej pomyłki, ale ostatecznie nim nie jest.  Scenariusz ciągle to robi: ustanawia pewne konwencje, których dalszym zgłębianiem autor najwyraźniej traci zainteresowanie.  To irytujące.  Otrzymujemy też epizodyczny występ tylko częściowo słyszalnego Roberto (Alexander Arnold) w roli niekompetentnego stażysty.  Gdziekolwiek wydano pieniądze w tej produkcji, najwyraźniej nie poszły one na poprawę jego słyszalności.  I wreszcie, jako muza katastrofy, która powinna być wisienką na torcie tego westendowskiego przedstawienia, pojawia się naiwna i zagubiona młoda gwiazdka, Yung Kim Li (Ioanna Kimbook) – Koreanka z korzeniami w Kent, osamotniona w wielkim, złym hollywoodzkim świecie.  Głoduje ona, gdyż nieopatrznie odmówiła posiłku podczas 27-godzinnego lotu przed debiutem w światowej stolicy filmu (jedna z wielu dziur fabularnych w scenariuszu) i jest zmuszona ciągle o tym nawijać podczas tego ważnego spotkania, jakby nie miała nic lepszego do powiedzenia.  Pod tym względem bardzo przypomina pustą towarzyszkę z „The League of Gentlemen”, która ciągle próbuje coś zjeść i w zabawny sposób zawsze – nawet w ostatniej chwili – ponosi porażkę.  Ale i tutaj Mamet nie wywiązuje się z zadania tak sprawnie, jak robiono to w przeszłości. Dziewczyna musi wrócić na „miejsce zbrodni” w drugiej połowie, a ja nie dostrzegłem żadnej motywacji dla jej powrotu (czyżby nadal była głodna?).  W obecnej formie wydaje się to tylko piętnowaniem upokorzenia.

Cóż, tak to wygląda.  Powrót Johna Malkovicha na scenę.  Oceńcie sami.

REZERWUJ BILETY NA BITTER WHEAT

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS