WIADOMOŚCI
RECENZJA: Blindness, Donmar Warehouse Londyn ✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
markludmon
Share
Mark Ludmon ocenia adaptację powieści „Miasto ślepców” José Saramago w opracowaniu Simona Stephensa – instalację dźwiękową autorstwa Bena i Maxa Ringhamów wystawioną w londyńskim Donmar Warehouse.
Zdjęcie: Helen Maybanks Miasto ślepców (Blindness)
Donmar Warehouse, Londyn
Cztery gwiazdki
Apokaliptyczna powieść José Saramago o epidemii ślepoty to przejmująco trafny wybór dla Donmar Warehouse w czasie, gdy teatr na żywo zmaga się z ograniczeniami światowej pandemii. To porywające arcydzieło z 1995 roku kreśli obraz gwałtownego rozpadu społeczeństwa i jego norm, obnażając kruchą, niewidzialną granicę między cywilizacją a chaosem. W dobie COVID-19 brytyjskie społeczeństwo w dużej mierze zachowuje swoją strukturę, mimo ogromnych strat w sektorze teatralnym i artystycznym, jednak adaptacja „Miasta ślepców” w Donmarze jest dowodem na niezmienną potrzebę wspólnego gromadzenia się, by słuchać opowieści.
Choć za kulisami czuwają technicy, „Miasto ślepców” nie jest spektaklem na żywo w ścisłym tego słowa znaczeniu. Opisywane jako „instalacja dźwiękowa”, zostało stworzone przez Stephensa (który rozpoczął pracę nad projektem jeszcze przed wybuchem pandemii) wraz z reżyserem Walterem Meierjohannem oraz czołowymi projektantami dźwięku, Benem i Maxem Ringhamami. Zasady dystansu społecznego pozwalają na obecność zaledwie 40 osób rozmieszczonych na parterze i balkonie – widzowie są rozproszeni, siedzą samotnie lub w parach, odizolowani od siebie słuchawkami. Sieć neonowych rurek zmienia kolory z czerwieni na błękit, zieleń i biel w ramach oprawy świetlnej Jessiki Hung Han Yun oraz scenografii Lizzie Clachan.
Zdjęcie: Helen Maybank
W słuchawkach rozbrzmiewa nagrany głos Juliet Stevenson, która prowadzi nas przez początek historii – od momentu, gdy pierwszy człowiek w nienazwanym kraju odkrywa, że jego wzrok utonął w mlecznym morzu bieli. W chwili, gdy zaczynasz się zastanawiać, po co fatygowałeś się do centrum miasta i wydawałeś pieniądze na bilet tylko po to, by posłuchać, jak Stevenson czyta książkę na Audible, zapada całkowita ciemność i pałeczkę przejmuje magia dźwięku binauralnego. Aktorka wciela się w postać kobiety, która w niewyjaśniony sposób zachowuje wzrok, lecz utrzymuje to w tajemnicy, by pozostać przy niewidomym mężu. W absolutnym mroku przenosisz się na ulice zniszczonego miasta i do szpitala, gdzie ofiary wirusa poddano kwarantannie. Głos Stevenson zdaje się szeptać prosto do ucha – jest tak blisko, że spodziewasz się poczuć ciepło jej oddechu na policzku. To szczególnie niesamowite uczucie w teatrze, gdzie rygorystycznie przestrzega się dwumetrowego dystansu. Człowiek mimowolnie odwraca głowę, by odnaleźć ją w ciemności, lub cofa stopy, by nie zastąpić jej drogi.
Wizja Saramago dotycząca kruchości porządku społecznego jest mroczna, a ta 74-minutowa adaptacja jest w stanie uchwycić jedynie fragmenty brutalnego, pełnego brudu świata, który wykreował portugalski noblista. Jednak spektakl wydobywa również te wzniosłe chwile nadziei pośród horroru, radość płynącą z drobnych detali życia, które przypominają nam o naszym człowieczeństwie. Podobnie jak książka, sztuka podkreśla, jak bardzo nasze społeczeństwo faworyzuje widzących – gdzie jedyna osoba, która nie straciła wzroku, staje się najmniej bezradna, mimo że „nie jest nikim szczególnym”. Adaptacja ta jednak przede wszystkim celebruje to, jak sam dźwięk może snuć sugestywne opowieści i budować zupełnie nowy sposób doświadczania świata.
Zdjęcie: Helen Maybank
Dzięki iluzji bliskości, ta dźwiękowa wersja „Miasta ślepców” stanowi swoiste antidotum na rzeczywistość panującą podczas wizyty w Donmarze. Byłem jedną z zaledwie dziesięciu osób na balkonie, oddzielonych od siebie wieloma pustymi fotelami, patrząc w dół na salę, gdzie widzowie byli rozsiani po „bezludnych wyspach” podwójnych siedzeń. Po przywitaniu przed wejściem przez personel w przyłbicach, jesteś powoli prowadzony – z zachowaniem dwumetrowego odstępu – przez teatr do swojego miejsca, zachęcany do regularnego korzystania z płynu do dezynfekcji (który, co ciekawe, pachnie tequilą). Nie zastąpi to w pełni teatru na żywo, ale wciąż jest to wspaniały i wyczekiwany sposób na obcowanie z żywą opowieścią wewnątrz gmachu teatralnego.
Spektakl trwa do 22 sierpnia 2020 r.
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności