Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Zamek Sinobrodego, Green Opera, Arcola Theatre ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

timhochstrasser

Share

Tim Hochstrasser recenzuje operę Bartóka „Zamek Sinobrodego” w wykonaniu Green Opera w londyńskim Arcola Theatre.

Julian Debreuil i Anastasia Inniss. Fot. Nick Rutter. Zamek Sinobrodego, Festiwal Grimeborn Arcola Theatre

31 sierpnia 2022

5 Gwiazdek

Strona internetowa Green Theatre

Jedyna opera Bartóka, pochodząca z 1910 roku, to znakomity wybór do repertuaru festiwalu Grimeborn. Choć trwa zaledwie godzinę, oferuje ogromne bogactwo nastrojów, przepełnionych mroczną intensywnością, którą intymna przestrzeń Studio 1 w Arcola Theatre tylko potęguje. Wyśmienita produkcja Green Opera nie zawiodła – uderzyła z wielką siłą dzięki dwóm świetnym rolom głównym oraz przeszywającej, sugestywnej warstwie orkiestrowej pod sprawną dyrekcją Johna Paula Jenningsa.

James Corrigan. Fot. Nick Rutter

Fabuła jest tu śladowa i trudna do streszczenia: wszystko opiera się na atmosferze i niedopowiedzeniach. Sinobrody wprowadza Judytę do swojego monumentalnego, mrocznego zamku – tutaj zaaranżowanego na pracownię artysty. Kobieta, mimo jego ostrzeżeń, nieustępliwie dąży do rozświetlenia mroku, otwierając siedmioro zamkniętych drzwi. Każde z nich odsłaniają imponujące lub uderzające widoki, lecz każdy splamiony jest krwią. Styl wokalny obu postaci jest głównie deklamacyjny, a funkcja ilustracyjna przypada w udziale orkiestrze, mistrzowsko zredukowanej tutaj do dziesięciu instrumentów – paleta barw okazuje się aż nadto bogata jak na tę ograniczoną przestrzeń.

Najbardziej nowatorskim elementem pomysłowej reżyserii Eleanor Burke jest wypełnienie sceny przedmiotami z odzysku i upcyklingu, pochodzącymi głównie z brytyjskich plaż. Sploty butelek powiązane linkami wędkarskimi, pęki piór i tkanin tworzą atrakcyjne instalacje, które odgrywają kluczową rolę w akcji. Pojawiają się też – nieuniknione – zniszczone drzwi, girlandy wodorostów zastępujące kwiaty oraz wspaniały, puszysty żyrandol opuszczany z góry jako skarbiec Sinobrodego. Finałowa peleryna narzucona na ramiona Judyty, gdy ta zostaje odprowadzona do rezydencji wspomnień Sinobrodego, porusza tym bardziej swą postrzępioną i fragmentaryczną formą.

April Frederick i James Corrigan. Fot. Nick Rutter

Nie brakuje też momentów grozy, płynącej zarówno z obrazu, jak i dźwięku. Rozwijające się prześcieradło, które z bieli przechodzi w krwawe plamy, trafnie oddało nastrój szóstych drzwi. Orkiestra, zwieńczona krzykiem Judyty, sprostała majestatowi piątych drzwi, ukazujących pełnię królestwa Sinobrodego pod groźnym niebem. Aby to dzieło wybrzmiało w pełni, potrzeba, by zmysłowa groza zamku płaczącego krwią pobudziła wyobraźnię widza – ta produkcja z pewnością wyzwoliła ten impuls u piszącego te słowa.

Obsady występują zamiennie; pierwszego wieczoru James Corrigan i April Frederick wykazali się autentyczną chemią – podszytą pożądaniem i lękiem – co pozwoliło utrzymać napięcie. Sceneria, mniej apokaliptyczna niż zazwyczaj, sugerowała, że Corrigan jest samotnym artystą, który „kolekcjonuje” i chłonie swoje muzy; bardziej solipsystą niż mordercą. Przekonująco oddał zarówno tęsknotę za bliskością, jak i niechęć do porzucenia swojej drapieżnej przeszłości. Frederick idealnie wyważyła śmiałość i odwagę, ulegając dreszczowi ciekawości. Poruszająco ukazała też rozczarowanie kogoś, kto nagle uświadamia sobie, że zyskał wiedzę, której wcale nie chciał, a może i nie potrzebował.

April Fredrick i Jasmes Corrigan. Fot. Nick Rutter

Biorąc pod uwagę kluczową rolę muzyki, należy wspomnieć o orkiestrze. John Paul Jennings prowadził całość z polotem i wyczuciem – w momentach popisowych pozwalał znakomitym instrumentalistom na pełną ekspresję, lecz potrafił też precyzyjnie wyciszyć brzmienie, by wspierać głosy solistów. Dzięki obsadzie jednoosobowej w każdej partii, wszyscy muzycy (szczególnie instrumenty dęte) mieli okazję zabłysnąć, choć gdy zachodziła potrzeba, zespół brzmiał z dużą siłą.

Ta inscenizacja całkowicie przekonała mnie do kameralnego wykonania tego dzieła – brak wielkiej orkiestry wcale nie osłabia wydźwięku, a bliskość potęguje dramaturgię. Samą operę można odczytywać na wielu poziomach: jako symbolizm pod wpływem ekspresjonistycznego Straussa lub jako przypowieść o tym, jak głęboko powinniśmy wnikać w psychikę nawet najbliższych nam osób. Spektakl zostawia widza z wieloma przemyśleniami oraz wspomnieniem rygorystycznego, technicznie imponującego i wymagającego – w najlepszym tego słowa znaczeniu – występu. Warto go zobaczyć w Arcoli lub jeszcze w tym miesiącu w Asylum Chapel w Peckham. Dodatkowym atutem jest fakt, że za każdy kupiony bilet zostanie zasadzone drzewo.

Zamek Sinobrodego jest grany w Arcola Theatre w Londynie do 3 września, a następnie w ASYLUM w Londynie od 13 do 18 września 2022 r. Zapisz się do naszego newslettera. Inne recenzje z festiwalu Grimeborn 2022

Przeczytaj także recenzję „Czarodziejskiego fletu” w Arcola Theatre

Przeczytaj także recenzję „The Boatswain's Mate” w Arcola Theatre

 

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS