WIADOMOŚCI
RECENZJA: Dry Land, Jermyn Street Theatre ✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
timhochstrasser
Udostępnij
Dry Land
Jermyn Street Theatre
05/11/15
4 Gwiazdki
Sztuka Dry Land zadebiutowała rok temu w nowojorskim Here Arts Centre, zdobywając uznanie zarówno krytyków, jak i publiczności. Zespół Damsel Productions zdecydował się wystawić brytyjską premierę jako swoją pierwszą produkcję. Misją ich firmy jest „prowokowanie, inspirowanie, szokowanie i... bawienie poprzez szczerą i prawdziwą reprezentację kobiecych doświadczeń”. W tych założeniach bez wątpienia odnoszą sukces.
Autorka, Ruby Rae Spiegel, to niedawna absolwentka Yale, mająca zaledwie 22 lata. Pierwszą rzeczą, którą należy podkreślić w przypadku tego wyjątkowo dojrzałego tekstu, jest niezwykle wiarygodny portret dorastania i towarzyszących mu dylematów. Niewiele jest sztuk, które tak trafnie oddają połączenie kruchości i często przesadnie manifestowanej pewności siebie, pod którymi kryją się wewnętrzne rozterki, zwątpienie i ból. Ten osiemdziesięciominutowy dramat robi to bezbłędnie. Pokazuje proces dojrzewania w sposób dosadny, lecz w pełni wiarygodny. To dzieło wybitne, choć niewątpliwie wstrząsające.
Akcja przenosi nas do szatni basenu w żeńskim liceum na Florydzie. Z jednym krótkim wyjątkiem, miejsce to pozostaje stałe przez cały spektakl. Prosta i efektowna scenografia autorstwa Anny Reid składa się z rzędu szafek, dwóch ławek na pierwszym planie oraz wyjść na basen i pod prysznice. Sceny rozgrywają się, gdy dziewczęta przygotowują się do treningów pływackich lub z nich wracają – obie główne bohaterki są utalentowanymi zawodniczkami z realnymi perspektywami na przyszłość. Kostiumy ograniczają się więc do strojów kąpielowych i codziennych ubrań. To niemal zamknięty świat, w którym tylko sporadycznie pojawiają się epizodyczne postacie męskie.
W swoim założeniu sztuka traktuje o aborcji i choć nie chcę zdradzać zakończenia, trudno rzetelnie omówić to dzieło bez przyjrzenia się temu wątkowi. Wieczór otwiera scena, w której Amy (Milly Thomas) prosi Ester (Aisha Fabienne Ross), by uderzała ją w brzuch coraz mocniej, próbując wywołać poronienie. Akcję przerywają kolejne, coraz bardziej rozpaczliwe próby przerwania ciąży, których kulminacją jest drastyczne przedstawienie wywołanego porodu martwego płodu. To moment niezwykle trudny do oglądania, a jednocześnie popis kunsztu aktorskiego Thomas i Ross, które wykazują unikalną więź w tej chwili ekstremalnej traumy.
Mam pewne zastrzeżenia co do sposobu ujęcia tego tematu. Oczywiście autorka ma pełne prawo przedstawiać materiał według własnej wizji, a tekstowi nie można zarzucić braku smaku czy nadmiernego dydaktyzmu. Uważam jednak, że niewykorzystaną szansą dramatyczną było całkowite pominięcie ewentualności, w której Amy decyduje się donosić ciążę. Nie chodzi tu o opowiadanie się po którejś ze stron debaty aborcyjnej, a jedynie o żal, że w tak bogato nakreślonej sytuacji nie zgłębiono kolejnej warstwy możliwości.
Nie można jednak odmówić wiarygodności samym postaciom. Detale z życia obu bohaterek zostały nakreślone z podziwu godną precyzją. To, co czyni ten debiut tak pamiętnym, to nie tyle surowe podejście do głównego tematu, ile fakt, jak wiele aspektów nastoletniego życia udało się naturalnie wpleść w tę stosunkowo krótką sztukę.
Podczas gdy nagłówki gazet skupiały się na widzach mdlejących podczas spektakli i amerykańskich teatrach, które odmówiły wystawienia sztuki, ja wyniosłem z tego doświadczenia przede wszystkim podziw dla sposobu, w jaki te dwie młode kobiety naturalnie łączą rozmowy o alienacji w rodzinie, zaburzeniach odżywiania oraz seksualnych poszukiwaniach i ambiwalencji. Nie był to też obraz wyidealizowanej przyjaźni: z jednej strony widzimy małostkowość i złośliwość, z drugiej – przejmującą szczerość i dojrzałą lojalność. Ani Amy, ani Ester nie są postaciami jednoznacznie budzącymi sympatię, ale są całkowicie autentyczne – tak jak dla poprzedniego pokolenia autentyczny był „Buszujący w zbożu” w całym swoim pogmatwaniu i emocjonalnym rozedrganiu.
W obu kreacjach, poza umiejętnościami technicznymi i wachlarzem emocji, zaimponowało mi subtelne zapowiadanie cech, które stają się w pełni zrozumiałe dopiero z perspektywy czasu. Agresywna, buńczuczna pewność siebie Amy okazuje się maską skrywającą wielką kruchość, podczas gdy pozorna nieśmiałość i wycofanie Ester wobec rówieśniczek skrywa twardość i determinację, której brak jej koleżankom.
Postacie drugoplanowe również mają znaczenie. Kluczowa dla równowagi spektaklu jest Reba (Charlotte Hamblin), całkowicie pozbawiona neurotycznej zawziętości głównych bohaterek. Czująca się dobrze we własnej skórze, pojawia się i znika, rozładowując napięcie i wprowadzając momenty specyficznego, „odurzonego” humoru. Równie subtelny jest Dan Cohen jako Victor; jego scena z Ester odbiega od głównej osi fabuły, a jednak jest ważna strukturalnie, rzucając nowe światło na pełną autogestii osobowość Amy. Choć jest to sztuka świadomie kobieca i o kobietach, jego rola pozwala nam spojrzeć na protagonistki z innej, odkrywczej perspektywy.
Moje drugie zastrzeżenie dotyczy zakończenia. To klasyczny przypadek problemu, jaki stwarza nieproporcjonalny punkt kulminacyjny. Jak domknąć historię, gdy widz wciąż jest w szoku po niezwykle trudnej i dosadnej scenie? Czy wyciszyć emocje, czy ukazać życie toczące się dalej zwyczajnym trybem, czy może postawić na gwałtowną zmianę nastroju, równie silną jak to, co właśnie widzieliśmy?
Pierwszy krok autorki jest bardzo odważny, niemal nawiązujący do sceny z Odźwiernym w Makbecie. Gdy próbujemy oswoić się z grozą, pojawia się dozorca (Mark Keegan), by posprzątać. Jest to niezwykle skuteczne – groza narasta w ciszy, pozostawiając pole do popisu wyobraźni widza. Jednak finałowa scena nie pozwala nastrojowi w pełni wybrzmieć i nie do końca wiadomo, do jakiego punktu zmierzała ta opowieść... Ester idzie do przodu, Amy również, ale wiele spraw między nimi pozostaje nierozwiązanych.
To był jeden z najbardziej wymagających wieczorów w teatrze, jakich doświadczyłem od dawna, zarówno jako recenzent, jak i widz, co w pełni uzasadnia siła rażenia tej sztuki. Z pewnością jeszcze usłyszymy o tej autorce i tych aktorach. Choć nieco więcej balansu w konstrukcji wyszłoby spektaklowi na dobre, nie sposób zaprzeczyć jego obezwładniającej mocy.
Spektakl Dry Land będzie wystawiany w Jermyn Street Theatre do 21 listopada 2015 roku
Udostępnij artykuł:
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności