Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

WYWIAD: Ed MacArthur i Jeremy Legat o kulisach musicalu Murder For Two

Opublikowano

Autor:

redakcja

Share

Aktorzy Ed MacArthur i Jeremy Legat opowiadają o Murder For Two, musicalowym kryminale dla dwojga

Ed MacArthur i Jeremy Legat w Murder For Two. Zdjęcie: Scott Rylander Błyskotliwa i pełna energii muzyczna zagadka kryminalna, Murder For Two, to szalona opowieść z dreszczykiem i nietypowym twistem – dwóch aktorów wciela się w trzynaście postaci, akompaniując sobie na pianinie. Będące czułym hołdem dla klasyki kryminału, Murder For Two to komiczna mieszanka muzyki, chaosu i zbrodni. Po wyprzedanej europejskiej premierze w The Watermill Theatre i The Other Palace w 2017 roku, spektakl wraca do The Other Palace na limitowaną, pięciotygodniową serię przedstawień w grudniu. Rozmawiamy z Edem MacArthurem i Jeremym Legatem – którzy powracają jako „Oficer Marcus Moscowicz” oraz „Podejrzani” – o wyzwaniach związanych z wystawianiem dwuosobowego musicalu kryminalnego. Murder For Two nie jest typowym musicalem. Czy możecie przybliżyć nam jego założenia?

ED: „To parodia kryminału, w której ja gram detektywa, a Jeremy wszystkich podejrzanych. We dwójkę śpiewamy i uderzamy w klawisze pianina, dopóki nie znajdziemy mordercy”.

JEREMY: „Niewiele jest musicali, które opierają się wyłącznie na dwóch aktorach wcielających się we wszystkie postacie i jednocześnie wykonujących muzykę. Murder For Two prezentuje w pewnym sensie klasyczny format 'whodunnit', rzucając wyzwanie całej galerii ekscentrycznych podejrzanych – wszystkich gram ja – i ambitnemu młodemu detektywowi, który chce się wykazać. I tu właśnie zaczyna się cała zabawa…”

Jeremy Legat i Ed MacArthur w Murder For Two. Zdjęcie: Scott Rylander Spektakl był ogromnym hitem na Off-Broadwayu. Jak sądzicie, co sprawia, że cieszy się taką popularnością?

ED: „Wszyscy kochają zagadki kryminalne! Do tego Joe Kinosian i Kellen Blair napisali show wypełnione fantastycznymi piosenkami i totalnie zwariowanymi gagami”.

JEREMY: „Ten spektakl nie bierze jeńców. Murder For Two jest genialnie szalone od pierwszej minuty, a jednocześnie inteligentne. Piosenki są świetne i, jak sugeruje tytuł, mamy też morderstwo do rozwiązania! Postacie są tak dobrze nakreślone, że widzowie nie mogą przestać ich obserwować i po prostu zrywają boki ze śmiechu. Ludzie uwielbiają się śmiać, a Murder For Two dostarcza rozrywki w czystym wydaniu”. Jeremy, grasz dwanaście postaci w 90 minut. To musi być jedno z największych wyzwań aktorskich w Twojej karierze?

JEREMY: „Zagranie dwunastu postaci to bez wątpienia największe wyzwanie w moim dotychczasowym życiu zawodowym. Schodzę ze sceny czując się, jakbym stoczył dziesięć rund na ringu bokserskim. Czasami te postacie rozmawiają same ze sobą. Jest jedna piosenka, w której gram obie strony kłócącego się małżeństwa, jednocześnie im akompaniując! A wszystko to przy ciągłej zmianie kapeluszy, okularów i akcentów. Po tej trasie będę musiał porządnie i długo odpocząć”.

Jeremy Legat i Ed MacArthur w Murder For Two. Zdjęcie: Scott Rylander W jaki sposób budowałeś każdą z postaci, aby były od siebie wyraźnie odróżnialne? JEREMY: „Wraz z Lukiem (reżyserem) zaczęliśmy od moodboardu ze zdjęciami dla każdej postaci, by uchwycić ich wygląd, istotę i fizyczność. Nie sądziłem, że kiedykolwiek będę musiał czerpać inspirację z Panny Piggy, Bryana Cranstona, Audrey Hepburn i Alfa z Home and Away podczas jednego występu. Potem stworzyliśmy charakterystyczne rekwizyty, kostiumy oraz gesty czy postawy. W spektaklu są momenty, gdzie muszę zmienić postać w ułamku sekundy, więc potrzebny jest jasny, ostry gest, by publiczność od razu wiedziała, kim jestem. Luke był nieugięty i pilnował, bym nie był zbyt ogólnikowy, lecz precyzyjny. To było bardzo pomocne”. Czy masz swoją ulubioną postać?

JEREMY: „O rany, to ten moment, kiedy aktorzy mówią, że to jak wybieranie ulubionego dziecka, prawda? Spędzamy sporo czasu z Dahlią, wdową po ofierze, więc siłą rzeczy bardzo ją polubiłem. Ale są też dzieciaki o niewyparzonych językach – są bezczelne, niegrzeczne, a ich piosenka co wieczór wywołuje świetną reakcję. No i jest jeszcze ta dziwna, tajemnicza baletnica. Wszystkie te postacie ani trochę mnie nie przypominają, więc wcielanie się w każdą z nich to czysta przyjemność”.

Ed, oprócz grania Oficera Moscowicza zapewniasz też oprawę muzyczną, grając na żywo na pianinie. Czy używanie tych różnych obszarów mózgu jednocześnie jest trudne?

ED: „To ogromne wyzwanie – bardzo cieszymy się z powrotu spektaklu, ale jesteśmy też przerażeni! Śpiewanie i granie odbywa się w zawrotnym tempie, więc musimy znów wskoczyć na najwyższe obroty. Mi wystarczy granie jednej postaci – nie mam pojęcia, jak mózg Jeremy'ego radzi sobie z taką ilością ról i muzyką jednocześnie. Zastanawiam się, czy bierze jakieś suplementy z tranu. Muszę go zapytać. Jeśli powie, że nie, zapytam go, skąd ten zapach na scenie”.

Jak to jest występować w całym musicalu z tylko jednym partnerem scenicznym? Musicie mieć świetne relacje na scenie i poza nią?

ED: „To wymaga ogromnego zaufania! Czuję się niesamowitym szczęściarzem, mogąc pracować z kimś tak nieprawdopodobnie utalentowanym, zabawnym i hojnym jak Jeremy. Mam najlepsze miejsce na widowni podczas jego popisów, a on sam jest świetnym kumplem. I tak, jestem kontraktowo zobowiązany do mówienia tych wszystkich rzeczy zgodnie z jego riderem”.

JEREMY: „Praca w duecie to prawdziwe doświadczenie więziotwórcze, bo gdy już tam wyjdziemy, możemy liczyć tylko na nasze dwa umysły. Kolejka do czajnika podczas przerwy na herbatę też jest krótka, więc to kolejny plus. Uwielbiam tego gościa i uwielbiam z nim pracować. Doprowadza mnie do łez ze śmiechu i jest niezwykle zdolny”.

Ed MacArthur i Jeremy Legat w Murder For Two. Zdjęcie: Scott Rylander Nie zdradzając zbyt wiele, czy macie swój ulubiony moment w spektaklu? ED: „Kiedyś baliśmy się popełniania błędów – teraz to moje ulubione chwile, bo są nieuniknione i co wieczór inne. To tak szybkie tempo, że nie da się utrzymać idealnego wykonania – zawsze zdarzy się jakaś wpadka, pomylona nuta, kwestia czy nawet postać. I te momenty kocham najbardziej”. JEREMY: „Tak jak powiedział Ed, chodzi o te elementy, których nie da się zaplanować – gdy coś pójdzie nie tak, czy to pomyłka w tekście, czy fałszywy dźwięk pianina, albo gdy zapomnę, którą postacią akurat jestem – co się zdarzało – i reakcję publiczności na to. Daję słowo honoru, że nie aranżujemy tych wpadek specjalnie – to nie byłoby zabawne – ale kiedy już się pojawią, radzenie sobie z nimi to czysta radość”. Murder For Two bardzo różni się od większości nowych musicali w ofercie. Dlaczego warto go zobaczyć?

ED: „Bo wszyscy mamy ciężkie życie! A ten spektakl to okazja, byśmy mogli się porządnie powygłupiać, starając się rozbawić widzów. Przyjdźcie, kupcie sobie drinka i zapomnijcie o całym świecie na 80 minut przy porządnej dawce zwariowanej komedii muzycznej”.

JEREMY: „Patrząc na to, co dzieje się wokół nas, wydaje się, że nie mamy zbyt wielu powodów do śmiechu. Dlatego Murder For Two jest idealnym antidotum. Nieważne, czy jesteś kobietą, czy mężczyzną, młody czy stary, o poglądach prawicowych czy lewicowych, czy jesteś wiewiórką, czy głuptakiem niebieskonogim… Murder For Two uderzy prosto w Twoje poczucie humoru i będzie Cię rozśmieszać do łez przez solidne dwie godziny. To obietnica”. Murder For Two w The Other Palace od 12 grudnia do 13 stycznia.

BILETY NA MURDER FOR TWO

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS