Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Everyman, National Theatre ✭✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Share

Everyman

Olivier Theatre

29 kwietnia 2015

2 gwiazdki

Sprzątaczka, wyraźnie zmęczona, patrzy prosto w oczy widowni i pyta, jak nam minął dzień. Czy smakuje nam Prosecco? (Słychać porozumiewawcze chichoty, w końcu to wieczór premierowy). Ostrzega, że zanim noc się skończy, będzie sprzątać prezerwatywy, ale obiecuje, że nie będzie to najgorsza rzecz, z jaką przyjdzie jej się zmierzyć.

Mężczyzna w eleganckim niebieskim garniturze, lecz bez butów, spada z nieba i znika w czarnej dziurze o kształcie półkola. Pojawia się rozkrzyczany tłum i w dość wystylizowany sposób naśladuje zabawę, przyjaźń i szał. Ten, który spadł, zostaje odnaleziony i uroczyście powitany. Kończy właśnie 40 lat. „Happy Fucking Birthday” staje się wkrótce hałaśliwym refrenem. Pojawiają się torebki z kokainą, które zostają rozprute, a biały proszek ląduje na blatach stołów. Wszyscy biorą, raz za razem, a po wciągnięciu kreski nadchodzą kolejne fale wesołości, brawury, pożądania i przemocy.

Powraca sprzątaczka. Imprezowicze wychodzą, zostawiając mężczyznę w błękicie – tego, który spadł z nieba – przywiązanego do ławki policyjną taśmą odgradzającą miejsce zbrodni. On budzi się i wymiotuje do jej przezornie podstawionego wiadra. Okazuje się, że sprzątaczka to Bóg, i nie jest ona zadowolona. Przywołuje Śmierć. Ta okazuje się być lakonicznym irlandzkim realistą.

Oto Everyman, pierwsza produkcja Rufusa Norrisa jako dyrektora artystycznego National Theatre. Ta wersja średniowiecznego moralitetu została napisana przez Carol Ann Duffy i jest zapowiadana w programie jako sztuka „na miarę ery antropocenu”.

Uczona Kristen Shepherd-Bush z wydziału anglistyki Uniwersytetu Oksfordzkiego zauważa:

„Jej współczesna interpretacja przenosi pierwotne lęki o brak wiary i dobrych uczynków w sferę nowoczesności, skłaniając nas do refleksji nad kondycją ludzkości w tej skrajnie konsumpcyjnej i świeckiej erze oraz nad sposobem odnalezienia sensu w świecie bez Boga. W obliczu śmierci planety, odejście Everymana wydaje się wręcz błahe. Ale, podobnie jak postacie Peer Gynta, Willy'ego Lomana czy Emily, on jest wszystkim, co mamy. Przyszłość planety zależy niepewnie od ludzkości i jej bilansu słabości i mocnych stron, krótkowzroczności i pomysłowości, egoizmu i współpracy. Dopóki nie sprostamy temu wyzwaniu, Everyman będzie tak samo aktualny, jak był dla średniowiecznej widowni”.

Trudno z tym polemizować. Adaptacja Duffy jest zarazem liryczna i współczesna. Jest też zabawna, tak jak życie, czasem w bardzo nieoczekiwany sposób.

Nie, problem wcale nie tkwi w tekście. Tkwi on w samej inscenizacji.

Norris wrzuca do tej produkcji absolutnie wszystko: liczną obsadę, akrobacje na linach, śpiewanie musicalowych szlagierów, kaskady brokatu, maszynę do wiatru wdmuchującą fałszywe banknoty i powietrze na widownię, zażywanie kokainy, opady deszczu, chodzenie po stłuczonych butelkach, multimedia, wulgaryzmy, orgię (w pewnym sensie) angażującą wszelkie możliwe kombinacje seksualne, mnóstwo gigantycznych złotych posągów, neonowe kostiumy, strumienie baniek mydlanych i pstre złote stroje. Wygląda to tak, jakby reżyser nie ufał, że sam materiał literacki jest w stanie obronić się własną siłą.

Rezultat jest krzykliwy, gówniarski i nieznośnie nudny. Zbyt dużo popisu, za mało stylu i treści. Owszem, to śmiały, klarowny manifest o stanie świata, ale sama inscenizacja kompletnie nie angażuje widza, jest nużąco pasywna i nieodwracalnie kiczowata.

Jako Everyman, Chiwetel Ejiofor mężnie stara się przebić przez nużące okowy psychodelicznej wizji Norrisa. Momentami mu się to udaje, a jego zaangażowanie i pasja nie budzą wątpliwości. Chwilami jego wspaniały głos tchnie w tekst Duffy tętniące życie.

W granicach narzuconych przez Norrisa, zarówno Dermot Crowley (Śmierć), jak i Kate Duchêne (Bóg) wypadają tak dobrze, jak tylko można się było spodziewać. Na uwagę zasługuje też ciekawa kreacja Sharon D Clarke oraz chłopca grającego Everyboya.

Javier De Frutos z dużą energią prowadzi choreografię, a Paul Anderson odpowiada za wyjątkowe oświetlenie.

Jednakże... jak na debiutancką produkcję, która miała wyznaczać nowy kierunek, ten Everyman nie wróży National Theatre najlepiej. Zwłaszcza po rozczarowaniu, jakim był inny wybór repertuarowy Norrisa – Light Shining in Buckinghamshire.

Mamy dwa pudła. Teraz uwaga skupia się na nadchodzącym The Beaux' Stratagem. Czy czeka nas rozczarowujący hat-trick Rufusa Norrisa?

Everyman jest wystawiany w Olivier Theatre w National Theatre do 30 sierpnia 2015 roku

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS