WIADOMOŚCI
RECENZJA: Faustaff, Cockpit Theatre ✭✭
Opublikowano
Autor:
Daniel Coleman-Cooke
Share
Faustaff
Cockpit Theatre
20 listopada
2 gwiazdki
Genialny tytuł spektaklu „Faustaff” zawiesza poprzeczkę bardzo wysoko; zapowiada połączenie mrocznej opowieści o Fauście z komizmem Falstaffa (który, niestety, w ogóle się nie pojawia). Niestety, ta brytyjsko-meksykańska koprodukcja nie dorównuje standardom ani Marlowe'a, ani Szekspira. Zamiast tego serwuje widzom rozczarowujący i momentami konsternujący wieczór.
Sam pomysł na sztukę jest błyskotliwy – przenosi mityczną postać Fausta prosto w czasy współczesne. Pisarka Gily Jacoby sprzedaje duszę Diabłu, który pod postacią złowrogiego ghostwritera pomaga jej tworzyć coraz bardziej makabryczne intrygi literackie. Kobieta nabiera przekonania, że życie naśladuje sztukę, gdy jej opowiadania zaczynają się ziszczać, niosąc śmierć jej bliskim.
Ten główny motyw to ciekawa refleksja nad ceną współczesnej sławy, jednak scenariusz Diego Sosy nie w pełni wykorzystuje ten potencjał. Dialogi wydają się wymuszone i ciężkie, zwłaszcza sceny romansowe, które brzmią, jakby wyjęto je wprost z nominacji do nagrody za najgorszy opis seksu w literaturze. Być może to kwestia przekładu, ale tekst zbyt często osuwał się w banał i przesadny dramatyzm.
Sztuka reklamowana jest jako „czarna komedia”, lecz powodów do śmiechu było jak na lekarstwo. Zamierzony efekt komiczny miał zapewne opierać się na duecie detektywów: jeden z nich to typ genialnego autystyka, który ślepnie, a drugi – niezdarny głupiec, który głuchnie. Żart ten bardzo szybko się wyczerpuje, a sceny z ich udziałem były bez wątpienia najsłabszymi punktami przedstawienia.
Lesley Lightfoot dwoiła się i troiła jako Gily Jacoby, przekonująco portretując udręczoną pisarkę; naturalnością wykazał się również Bernard O’Sullivan w roli detektywa Patersona. Jednak przez toporne dialogi reszta obsady ewidentnie miała trudności z nadaniem swoim postaciom głębi – dotyczy to zwłaszcza Jonsona Wilkinsona, którego liczne role męskie zlewały się w jedno.
Mimo tych wyraźnych problemów, Cockpit Theatre pozostaje fantastyczną przestrzenią, a gra świateł została umiejętnie wykorzystana do budowania napięcia. Zastanawiający był jednak fakt, że ktoś z zespołu uznał spektakl za odpowiedni moment na sesję zdjęciową – irytujący dźwięk migawki towarzyszył nam przez całe przedstawienie. To zadanie zdecydowanie lepiej zostawić na próbę generalną…
Opinia publiczności nie zawsze jest wyrocznią, ale fakt, że cztery osoby z i tak nielicznej widowni zdecydowały się wyjść w trakcie pokazu, mówi sam za siebie. Mało subtelna forma krytyki, ale łatwo zrozumieć jej powód: świetny punkt wyjścia został tu zrealizowany w sposób wysoce niesatysfakcjonujący.
Spektakl „Faustaff” można oglądać w Cockpit Theatre do 6 grudnia.
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności