WIADOMOŚCI
RECENZJA: Hamlet, Barbican Theatre ✭✭
Opublikowano
Autor:
stephencollins
Share
Hamlet
Barbican Theatre
14 sierpnia 2015
2 gwiazdki
Mijają dwie godziny. Ponury Klaudiusz właśnie wysłał swojego pasierba, Hamleta, do Anglii, powierzając widowni sekret, że poprosił tamtejsze władze o jego egzekucję. Brakuje tylko, by zaczął kręcić wąsem – co prawda go nie posiada, ale niemal można go dostrzec, tak samo jak czarną pelerynę pasującą do melodramatycznych czarnych charakterów z dawnych lat. Nagle na scenę wybucha gwałtowny podmuch wiatru. Purpurowa mgła atakujących sił natury w tajemniczy sposób uderza w mury Elsynoru.
Czy to – jak zauważył mój dowcipny towarzysz – tornado z „Czarnoksiężnika z krainy Oz” i w drugiej części możemy spodziewać się Dorotki? Czy ma to reprezentować ducha zmarłego ojca Hamleta, wyrażającego z zaświatów oburzenie planem Klaudiusza? A może to energia intelektualna morderczego Hamleta, pokazująca, że Hamlet jest w Danii wszędzie i Klaudiusz nie ucieknie od niego tak łatwo? Czy to po prostu godny ubolewania trik reżyserki, której brakuje prawdziwych pomysłów i która chwyta się efekciarstwa zamiast budowania autentycznego napięcia?
Oto wyczekiwane wznowienie „Hamleta” w reżyserii Lyndsey Turner, wystawiane obecnie w Barbican. Wieczór, o którym mowa, został określony przez producentów mianem „pokazu przedpremierowego” (preview), mimo że żadne materiały informacyjne o tym nie wspominały, kasa teatru w momencie rezerwacji nie potrafiła podać daty premiery prasowej, na samych biletach nie ma wzmianki o przedpremierze, a cena za wejście była identyczna jak za spektakle grane dwa miesiące później. Wyjaśnieniem jest tu jedynie chciwość producenta. Jeśli pobierasz pełną stawkę za spektakl, to nie jest to pokaz przedpremierowy. Kropka.
Oczywiście, produkcje czerpią korzyści z okresów przedpremierowych. Powinny być one jednak jasno określone od samego początku, zwłaszcza przy takich tytułach, które wyprzedają się na pniu i gdzie decyzje o zakupie biletów podejmuje się z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. Gdyby producentom zależało na rzemiośle teatralnym, zaznaczaliby, które pokazy są robocze, tłumacząc, że spektakl wciąż ewoluuje, i nie żądali za nie tyle samo, co za gotowy produkt. Ale gdy liczy się tylko zysk, sprzedają bilety po pełnej cenie, a potem próbują uciszyć każdego, kto odważy się wyrazić opinię o spektaklu, który nie był anonsowany jako próba otwarta. Tak jak tutaj. Coś tu rzeczywiście gnije.
Inscenizacja ta jest wyczekiwana – wręcz wyprzedana – nie dlatego, że reżyseruje ją Lyndsey Turner, ale dlatego, że w roli Hamleta występuje Benedict Cumberbatch. O nim za chwilę, choć można odnieść wrażenie, że to przedstawienie zostanie zapamiętane bardziej z tego, co Turner zrobiła Hamletowi i Cumberbatchowi, niż z tego, co Cumberbatch zrobił z najsłynniejszym udręczonym księciem Danii.
„Pokaz przedpremierowy”, na którym byłem, wyraźnie różnił się od tego recenzowanego przez „The Times”, więc okrzyki o „artystycznej pracy w toku” mają w sobie ziarno prawdy. W obsadzie zdarzała się niepewność w kwestiach, a można by wręcz pomyśleć, że niepewność dotyczyła też oświetlenia – tak absurdalne były momenty zaproponowane przez Jane Cox: wielkie połacie ciemności zmieszane z zimnym, ostrym białym światłem, które zabijały napięcie szybciej, niż zdążyło się pojawić. Na tym etapie jest to produkcja, która całkowicie błądzi po omacku, a żadna liczba pokazów przedpremierowych raczej tego nie zmieni.
To nie jest „Hamlet”, jakiego znamy. To coś innego, opartego na „Hamlecie”, co Turner sama ulepiła. To próba uszycia siermiężnego worka z jedwabnej sukni. Rzecz z łat i ochłapów. Wersja sztuki metodą „wytnij i wklej”, która jest uparcie mętna zamiast olśniewać jasnością przekazu. W antrakcie słychać było głosy typu: „Nie rozumiem ani słowa” i „Czy ty wiesz, co się dzieje?”. Dobra znajomość dramatu niewiele tu pomagała – decyzje reżyserskie były nielogiczne i pozbawione artystycznych walorów.
Zazwyczaj „Hamlet” zaczyna się od nastrojowej sceny z duchem ojca, która wprowadza grozę, ustanawia Elsynor jako twierdzę i czyni z Horacego postać, z którą widz może sympatyzować. Dziś tę scenę wyrzucono, a Turner zaczęła spektakl od Hamleta samego na scenie (zapewne by umożliwić burzę braw przy pierwszym pojawieniu się gwiazdy, choć tym razem takowa nie nastąpiła), wyciągającego przedmioty ze skrzyni transportowej, podczas gdy z gramofonu płynęło „Nature Boy”. Po tym osobliwym momencie następuje wymiana zdań między Horacym a Hamletem, która wyjęta z kontekstu służy jako dziwaczny anty-wstęp dla obu postaci.
I tak pierwsza połowa toczyła się dalej, mieszając kwestie i sceny, by stworzyć zagmatwany gobelin opowieści o zemście. Monologi są poprzesuwane, często umieszczone tak, by ich wartość malała zamiast rosnąć, jakby stanowiły kłopot lub były nieistotne. Sceny są często przerywane, czasem by wstawić monolog, czasem w innym celu, zazwyczaj wizualnym, rzadko dbając o klarowność opowieści. Pierwsza połowa kończy się dopiero na drugiej scenie czwartego aktu, ale po drodze zgubiono zbyt wiele. A to, co zostało w zamian, ma niewielką wartość.
„Nature Boy” stał się powracającym motywem, osiągając apogeum podczas pojedynku na rapiery między Hamletem a Laertesem w finale. Szermierka zostaje przerwana, przechodzi w zwolnione tempo, podczas gdy zespół wykonuje szarpane, choreograficzne ruchy, których nie powstydziłyby się kukiełki z „Thunderbirds”, a w tle gra orkiestrowa wersja „Nature Boy” – jakby działo się tu jakieś „domknięcie cyklu”.
Po przejściu purpurowego tornada Elsynor wygląda jak strefa klęski żywiołowej. Wszędzie zalega żwir, całe jego ciężarówki, jakby ziemia została wyrwana i wypluta do komnat zamkowych. A może jakby groby przybyły do Elsynoru po swoje ofiary. Wygląda to nadnaturalnie, wręcz apokaliptycznie – jakby w grę wchodziła magia – ale postacie zachowują się, jakby żwiru tam nie było.
„Hamlet” nie jest sztuką kojarzoną z magią. To Szekspir w swoim najbardziej hipnotyzującym wydaniu: mroczna opowieść o duchach pełna pytań o szaleństwo; kameralny, intensywny dramat rodzinny; krwawa tragedia zemsty; medytacja psychologiczna; thriller. Szekspir trzyma te wszystkie sroki za ogon, podczas gdy narracja nieubłaganie prze do przodu. Wielkie inscenizacje sprawiają, że każdy z tych elementów pulsuje energią.
Turner, niewytłumaczalnie, ignoruje je wszystkie. Jej podejście jest znacznie bardziej filmowe – to, jak coś wygląda, jest ważniejsze od tego, co zostaje powiedziane. Napomnienie Gertrudy skierowane do Poloniusza: „Więcej treści, mniej ozdób”, nie jest dewizą Turner w tym spektaklu.
Co ciekawe, to tekst piosenki „Nature Boy”, a nie słowa Szekspira, zdaje się kluczem do interpretacji Hamleta w wydaniu Turner:
Był sobie chłopiec, niezwykły, zaczarowany... / Mówią, że wędrował bardzo daleko, przez lądy i morza... / Nieśmiały, o smutnym spojrzeniu, lecz bardzo mądry... / I pewnego dnia, magicznego dnia, stanął na mej drodze... / A rozmawiając o wielu rzeczach, o głupcach i królach, rzekł mi: / „Największą rzeczą, jakiej się nauczysz, jest po prostu kochać i być kochanym”.
Obieżyświat, dziwny, mądry chłopiec, nieco nieśmiały i smutny, owładnięty miłością. Być może zaczarowany. W gruncie rzeczy to właśnie takiego Hamleta dostarcza Cumberbatch w tym osobliwym świecie stworzonym przez Turner. Hamleta zainspirowanego piosenką Nata Kinga Cole’a z 1947 roku. Nie jest to kreacja szczególnie heroiczna, udręczona, błyskotliwa czy męska, choć w interpretacji Cumberbatcha lśnią przebłyski wszystkich tych cech. Jednak jako całość, trudno uchwycić, jakim właściwie Hamletem stara się on być.
Brakuje jasnej linii przewodniej, która przyniosłaby zrozumienie. Zamiast tego mamy serię scen zszytych ze sobą w efekciarski sposób, czasem z dziwacznymi ozdobnikami – jak choćby zabawkowy zamek, który Hamlet wyciąga podczas rozmowy z Rozenkrancem i Gildensternem, czy absurdalna, niemal psychotyczna maska żołnierzyka w stylu Basila Fawlty'ego, którą Hamlet przybiera podczas spotkania z Poloniuszem. Humor jest tu narzucony postaci i sytuacji sztucznie, nie wypływa naturalnie z wnętrza, jak mógłby.
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności