WIADOMOŚCI
RECENZJA: Hedwig And The Angry Inch (Michael C Hall), Belasco Theatre ✭✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
stephencollins
Share
Michael C. Hall w musicalu Hedwig And The Angry Inch. Fot. Joan Marcus Hedwig and the Angry Inch
Belasco Theatre
1 listopada 2014
Zmiany w obsadzie na Broadwayu dzielą się zasadniczo na dwie kategorie. Pierwsza to podejście utożsamiane z Halem Princem i Cameronem Mackintoshem: zastępca gra rolę tak blisko oryginału, jak to tylko możliwe. W końcu, jeśli coś działa, po co to naprawiać?
Druga kategoria, dziś niemal tak rzadka jak panda wielka, pozwala nowemu aktorowi odcisnąć własne piętno na roli, znaleźć własną drogę i dać postaci to, co tylko on może zaoferować, a czego być może nie potrafił przekazać pierwowzór.
W ostatnich sezonach na Broadwayu te „pandy wielkie” bywały rzadsze niż nagrody Tony za całokształt twórczości. Ale wciąż się zdarzają.
Gdy Marin Mazzie przejęła rolę po Alice Ripley w Next To Normal, znalazła zupełnie nowe podejście do postaci matki z chorobą afektywną dwubiegunową: bardziej subtelne, pełne wewnętrznego niepokoju, niezwykle harmonijne. Kiedy Darren Criss zastąpił Daniela Radcliffe’a w How To Succeed In Business Without Really Trying, pokazał, dlaczego Radcliffe był w tej roli idealny. Gdy Bernadette Peters przejęła pałeczkę po Catherine Zeta-Jones w A Little Night Music, wydobyła z Desiree więcej przygasłego blasku, autentycznych relacji z partnerami scenicznymi oraz prawdziwej więzi matki z córką. Will Chase, zastępując Matthew Brodericka w Nice Work If You Can Get It, był diametralnie inny – tchnął w postać playboya życie, energię, wigor i styl, a melodyjną partyturę Gershwina wyśpiewał z pełną mocą.
Nie oznacza to, że twórcy tych ról byli pozbawieni talentu – wręcz przeciwnie. Cóż, przynajmniej niektórzy. Jednak nie zawsze pierwszy wybór producentów okazuje się najlepszym; czasem nowi członkowie obsady potrafią, o ile im się na to pozwoli, odkryć teatralną magię, która była nieosiągalna dla pierwotnej obsady.
Choć oczywiście częściej bywa tak, że zastępcy nie dorównują oryginałowi i bez względu na ich talent, po odejściu twórcy roli coś nieuchwytnego bezpowrotnie znika.
Inscenizacja Hedwig And The Angry Inch w reżyserii Michaela Mayera, wystawiana obecnie na Broadwayu w Belasco Theatre, powstała z myślą o Neilu Patricku Harrisie. Choć wydawał się nieoczywistym wyborem, okazał się genialny, serwując potężną dawkę kampowej chwały, przaśnych interakcji z widownią i wokalnej dynamiki, która doprowadzała publiczność do szaleństwa i zapewniła Harrisowi nagrodę Tony 2014 dla najlepszego aktora w musicalu.
Jego występ otrzymał 5 gwiazdek w recenzji na BritishTheatre.com.
Michael C. Hall, znany z seriali Six Feet Under i Dexter, gra teraz Hedwig i choć produkcja pozostaje ta sama, jest to kreacja zupełnie inna od tej, którą stworzył Harris.
Hall nasyca spektakl mrokiem, nieprzyjemną smugą lepkiego, instynktownego wstydu i surowej rozpaczy, co jest równie frapujące, co niepokojące. Wszystko staje się bardziej brutalne, alarmujące, bolesne i przygnębiające.
Hall z całą mocą podkreśla męski pierwiastek w Hedwig.
To znacznie bardziej męska interpretacja niż u Harrisa, a jednocześnie rola naładowana posępną energią seksualną, alarmującą, dominującą kobiecością i namacalnym poczuciem prawdziwej straty oraz poświęcenia. Ból Hedwig jest tu mistrzowsko obnażany, warstwa po warstwie.
Hall śpiewa wibrującym, mocnym głosem; bez trudu radzi sobie z wyzwaniami wokalnymi. Co więcej, jego finałowe Midnight Radio jest wręcz olśniewające – to cudowna fuzja wokalnej sprawności, zdumiewającego aktorstwa i gwiazdorskiego magnetyzmu.
Sugar Daddy i Hedwig’s Lament to kolejne wybitne numery w wykonaniu Halla, choć aktor podejmuje liczne i różnorodne wyzwania tej roli, błyszcząc w każdej scenie.
Może nie jest w tak sportowej formie jak Harris, ale jest też o dwa lata starszy, a i tak wygląda znakomicie. Kiedy pojawia się w swoich obcisłych, czarnych, winylowych szortach, z pewnością nie rozczarowuje publiczności.
Jeśli można mieć jakiekolwiek drobne zastrzeżenie, to tylko jedno: Hall wydaje się czuć swobodniej jako mężczyzna, który zniszczył Hedwig, niż jako sama Hedwig; z kolei Harris lepiej czuł się w skórze Hedwig niż Tommy’ego. Prawda jest jednak taka, że wykonawca musi udźwignąć obie te postaci – i Hall, podobnie jak Harris, robi to znakomicie.
To trochę jak różnica między Ianem McKellenem a Patrickiem Stewartem w filmach X-Men: obaj są wybitni, ale każdy wnosi do roli zupełnie inne umiejętności.
Harris był bardziej improwizującą showgirl; Hall woli głęboko wgryźć się w mrok duszy Hedwig i uwolnić go w gęstym, wszechobecnym szaleństwie. Obie interpretacje są w pełni uzasadnione i obie działają spektakularnie.
Lena Hall wydaje się teraz znacznie pewniejsza siebie, bardziej asertywna i po prostu wspaniała niż u boku Harrisa. Może to zasługa zdobytej nagrody Tony, a może czegoś innego. Odnosi się wrażenie, że powaga i ciężar gatunkowy, jakie wnosi C. Hall, wyzwalają w niej to, co najlepsze; jej Yitzhak jest lepszy niż kiedykolwiek.
Nie spodziewałem się, że ta odsłona Hedwig And The Angry Inch spodoba mi się tak bardzo jak wersja z Neilem Patrickiem Harrisem. A jednak – zachwyciła mnie pod każdym względem.
Jak pisał Sondheim: „There Are Giants In The Sky” – i właśnie teraz, na Broadwayu, w Belasco Theatre, mamy taką „pandę wielką” u szczytu formy. To Michael C. Hall. I choć nie przyćmiewa on blasku kreacji Harrisa, to stawia ją w zupełnie nowym świetle.
Musicie to zobaczyć – nie pożałujecie. Ekstrawagancki, genialny i po prostu cholernie dobry teatr.
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności