Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: How To Succeed In Business Without Really Trying, Southwark Playhouse ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

Libby Purves

Share

Nasza własna feletonistka teatralna Libby Purves recenzuje musical Jak odnieść sukces w biznesie, zanadto się nie wysilając (How To Succeed In Business Without Really Trying), wystawiany obecnie w Southwark Playhouse.

Gabrielle Friedman i Tracie Bennett. Fotografia: Pamela Raith

Jak odnieść sukces w biznesie, zanadto się nie wysilając Southwark Playhouse 3 gwiazdki Zarezerwuj bilety

WSZYSCY WRACAJĄ DO BIURA!

Tak się składa, że w teatrze panuje obecnie pewien trend: kobiety z nieukrywaną radością wcielają się w role mężczyzn typu samiec alfa, popisując się niesamowitą skalą głosu – od sopranu i kontraltu po nagłe zejście w niemal barytonowy mruk. Widać to w oficerach MI5 w Operation Mincemeat i tutaj, w pomysłowej inscenizacji Georgiego Rankcoma, który wziął na warsztat musical Loessera o korporacyjnym świecie lat 50. Mamy więc nie tylko energiczną Gabrielle Friedman z Seattle jako sprytną i ambitną J. Pierrepont Finch, ale także niezrównaną Tracie Bennett – tak pamiętną w roli gasnącej Judy Garland dziesięć lat temu – która wnosi cały swój szyk i kunszt interpretacji klasycznych tekstów w rolę J.B. Biggley’ego, prezesa Worldwide Wickets. Jest ona prawdziwą ozdobą spektaklu, a jej pewność siebie niesie tę lekką, momentami wręcz naiwną rozrywkę.

Tracie Bennett. Fotografia: Pamela Raith

Wszystko zaczęło się od prześmiewczej książki Shepherda Meada z 1952 roku, potem był film, aż wreszcie powstał ten spektakl z librettem Abe'a Burrowsa, Jacka Weinstocka i Williego Gilberta oraz – co najważniejsze – piosenkami wielkiego Franka Loessera, twórcy Guys and Dolls (grają to tuż obok w Bridge Theatre, lećcie zobaczyć!). Sztuka nieco się zestarzała, ale wciąż bawi trafnymi żartami o nepotyzmie, nieszczerości i – po korporacyjnej katastrofie – chórem „ludzi sukcesu”, którzy śpiewają, że „bycie miernym to nie grzech śmiertelny”. Auć.

Elliot Gooch i zespół. Fotografia: Pamela Raith

Teksty piosenek są genialne, poczynając od pierwszego wielkiego numeru Rosemary (sekretarki granej przez Allie Daniel) o marzeniu wzorcowej żony z lat 50.: wyjściu za mąż za dyrektora, podrzewaniu mu kolacji i „pławieniu się w blasku jego w pełni zrozumiałego zaniedbania”. Podobnie sceny zbiorowe z życia biurowego: może to nostalgia – ukradkiem lustrowałam widownię na porannym spektaklu w poszukiwaniu tych wszystkich słynnych nałogowców pracy zdalnej. Przykładowo, fragment „jeśli nie zrobię sobie przerwy na kawę, coś we mnie umiera” to mantra Meada mówiąca, że zawsze należy wybierać tak dużą firmę, by nikt nie wiedział, co właściwie robią inni. Musical świetnie oddaje mechanizmy manipulacji, pasywno-agresywne złośliwości i potrzebę przypodobania się sekretarce prezesa, która trzyma klucze do gabinetu. Scena, w której Friedman brata się z Bennett nad wspomnieniami z college'u w numerze „Grand Old Ivy”, trąci elitarnym stylem rodem z Oksfordu, a wszystkie choreografie wykonywane przez zespół w kameralnym studio dają mnóstwo frajdy przez bliskość z wykonawcami.

Allie Daniel i Gabrielle Friedman. Fotografia: Pamela Raith

Moim jedynym zastrzeżeniem do inscenizacji jest jej niespójny ton – rozdarty między retro a współczesnością, z dość swobodnymi kostiumami (choć brązowy garnitur Tracie Bennett leży przynajmniej idealnie), przez co nie do końca wiadomo, jaka to epoka. Kilka tygodni temu ten ambitny teatr pokazał w mniejszej sali sztukę Josepha Charltona „Brilliant Jerks” o świecie tech-bros, która była w 100% o „tu i teraz” i przez to bezkompromisowo wciągała – tak samo jak „Guys and Dolls” wciąga byciem bezwstydnie osadzonym w latach 20. Ten spektakl kostiumowy – nieco przydługi, trwający blisko dwie godziny i czterdzieści pięć minut – ma z tym pewien problem. Ale piosenki są świetne, a Bennett rewelacyjna. Dobra zabawa.

W Southwark Playhouse do 17 czerwca 2023 r.

Zespół. Fotografia: Pamela Raith

CZYTAJ TAKŻE: Tracie Bennett gwiazdą musicalu Jak odnieść sukces bez wysiłku

 

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS