Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: I Loved Lucy, Jermyn Street Theatre ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

Daniel Coleman-Cooke

Share

I Loved Lucy

Jermyn Street Theatre

5 lutego

3 Gwiazdki

Wystawiana obecnie w West End’s Jermyn Street Theatre sztuka „I Loved Lucy” to autobiograficzne dzieło Lee Tannena, zaadaptowane na podstawie jego wspomnień o przyjaźni z Lucille Ball.

Tannen, mający obsesję na punkcie celebrytów copywriter i wielki fan gwiazdy komedii, wykorzystuje odległe więzi rodzinne, by poznać znacznie starszą od siebie Ball i nawiązać z nią relację. Z czasem staje się jej powiernikiem podczas partii tryktraka, stopniowo wydobywając z niej opowieści o życiu i najbardziej intymne emocje.

Jako osoba, której nie było jeszcze na świecie, gdy Ball zmarła, podejrzewam, że nie należę do głównej grupy docelowej tego spektaklu. Duża część sztuki opiera się na lekko skandalizujących anegdotach o celebrytach, które są wprawdzie zabawne, ale nie popychają fabuły do przodu w żaden istotny sposób.

O wiele ciekawsze wątki, takie jak jej starcia z FBI pod zarzutem sprzyjania komunizmowi, pozostały niezbadane na rzecz czegoś, co momentami wydawało się jedynie powierzchownymi plotkami ze świata show-biznesu.

Mimo to scenariusz Tannena jest często błyskotliwy, dostarcza wielu powodów do śmiechu i kilku wzruszających chwil. Druga połowa spektaklu jest mocniejsza – skupia się na momencie, w którym Ball uświadamia sobie, że jej sława przygasa, a lata świetności ma już za sobą.

Jak to bywa w przypadku wielu biografii, twórcy wpadli momentami w pułapkę nadmiernej ekspozycji; dialogi narracyjne są przeładowane nazwiskami i datami. Kilka zdecydowanych cięć edytorskich mogłoby skrócić tę nieco przydługą produkcję do odpowiednich rozmiarów.

Dotyczy to zwłaszcza ostatnich dziesięciu minut, których akcja toczy się po śmierci Ball w specyficznej, niebiańskiej utopii. W zamierzeniu miało to być pewnie przejmujące, ale w rezultacie wydało się dość niepokojące i niepotrzebnie wydłużyło spektakl poza naturalny punkt końcowy, jakim było odejście głównej bohaterki.

Wiedząc, że autorem scenariusza jest sam Tannen, trudno nie postrzegać go jako niezbyt wiarygodnego narratora. To prawda, że nie boi się on wytykać własnych słabości (momentami można wręcz odnieść wrażenie, że Ball niewiele zyskiwała na tej przyjaźni).

Jednak obraz, jaki maluje autor, sugeruje, że Tannen był najbliższą osobą w życiu gwiazdy – ważniejszą niż jej dwaj mężowie czy dzieci. Być może to prawda, ale warto byłoby dowiedzieć się więcej o tym, dlaczego pozostali bliscy byli tak nieobecni, zwłaszcza dzieci, o których ledwie wspomniano.

Mimo tych zastrzeżeń, duet aktorski spisuje się znakomicie. Sandra Dickinson jest rewelacyjna jako Lucille Ball; bezbłędnie oddaje jej maniery i tubalny śmiech. Potrafi być żywiołowa, ale świetnie oddaje też poczucie przemijania i osamotnienia. Jej wyczucie komizmu jest nienaganne, dzięki czemu z łatwością serwuje liczne cięte riposty i uwagi Ball.

Stosunkowo nowy na scenie Matthew Bunn był równie świetny w roli neurotycznego i łatwo ekscytującego się Lee Tannena. Bunn wciela się także w szereg innych ról męskich, m.in. irlandzkiego taksówkarza, komika Boba Hope'a czy hotelowego recepcjonistę, co pozwoliło mu wykazać się dużą wszechstronnością.

Reżyseria Anthony'ego Biggsa dobrze wykorzystuje niewielką przestrzeń, a skromna scenografia Gregora Donnelly'ego została pomysłowo wzbogacona projekcjami na jednej ze ścian teatru.

Lucille Ball powiedziała kiedyś o komedii: „albo to masz, albo nie”, ale ta zabawna produkcja plasuje się gdzieś pośrodku. Obfituje w śmiech i dowcip, ale wymagałaby bardziej dopracowanego scenariusza, by widzowie mogli ją prawdziwie pokochać, a nie tylko polubić.

„I Loved Lucy” można oglądać do 27 lutego 2016 roku w Jermyn Street Theatre.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS