Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Itch, Holland Park Opera ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

timhochstrasser

Share

Tim Hochstrasser recenzuje światową premierę opery „Itch”, zamówioną i wystawioną przez Opera Holland Park.

Adam Temple Smith (Itchingham), James Laing (Berghahn) i Natasha Agarwal (Jack). Zdjęcie: Craig Fuller Itch

Opera Holland Park

5 Gwiazdek

Strona internetowa Opera Holland Park

Choć z zasady nowe opery należy zawsze witać z entuzjazmem, rzeczywistość bywa czasem bardziej obowiązkiem niż przyjemnością. Żadne takie obawy nie dotyczą jednak tej światowej premiery w Opera Holland Park. Ogromne uznanie należy się Jamesowi Cluttonowi i całemu zespołowi za zamówienie tego nowego dzieła na ich główną scenę. Pokładane w projekcie zaufanie zostało w pełni wynagrodzone – ta opera zasługuje na wiele kolejnych szans, by na stałe zagościć w repertuarze.

„Itch” powstał na podstawie powieści Simona Mayo, które Alasdair Middleton zaadaptował na błyskotliwe, dowcipne i przystępne dwuaktowe libretto. Jonathan Dove oprawił je w zapadającą w pamięć, zróżnicowaną stylistycznie muzykę, wykorzystującą kameralny skład orkiestrowy. Wpływy Britten’a, Mozarta czy Philipa Glassa są wyraźnie wyczuwalne, jednak Dove nadaje całości własny rys, tworząc giętką partyturę, która płynnie przechodzi od tła do efektownych arii i rozbudowanych scen zbiorowych.

Natasha Agarwal jako Jack. Zdjęcie: Craig Fuller

Fabuła skupia się na przygodach rodzeństwa – Itchinghama Lofte’a („Itcha”) oraz jego siostry Jack – i jest prowadzona głównie z ich perspektywy, choć poruszane kwestie, zwłaszcza te dotyczące ochrony środowiska, są istotne dla nas wszystkich. Itch pasjonuje się kolekcjonowaniem wszystkich 118 pierwiastków z układu okresowego, co regularnie wpędza go w kłopoty i irytuje rodzinę. Podczas wakacyjnej pracy w starej kopalni cyny poznaje plażowego wagabundę, który znalazł próbki mogące być uranem. Znalezisko budzi zainteresowanie nauczycieli Itcha – jeden z nich widzi w nim szansę na przypodobanie się lokalnemu gigantowi komercyjnemu „Greencorps”. Korporacja wyczuwa okazję do wykorzystania nowego pierwiastka w pogoni za czystą energią, ignorując zagrożenie chorobą popromienną. Finał dramatu zmienia się w rasowy thriller, gdy chciwe grupy próbują wzbogacić się na odkryciu, a Itch i jego siostra starają się zwrócić kruszec naturze, zakopując znaleziska głęboko w kopalni.

Jak sugeruje to streszczenie, akcja opery jest niezwykle zagęszczona. Aby to zadziałało na scenie, potrzeba precyzyjnej reżyserii i scenografii – tutaj brawa należą się Stephenowi Barlowowi oraz Frankie Bradshaw za genialnie proste, a zarazem eleganckie rozwiązanie. Wszystkie pierwiastki układu okresowego są reprezentowane na scenie przez serię pudełek z pleksiglasu, ułożonych w charakterystyczny wzór. Niektóre z nich wysuwają się, tworząc wielopoziomowe podesty służące za laboratorium, biuro korporacji, a nawet wnętrze samochodu. Przedscenie wokół orkiestry wysypano skalnym rumoszem, który sugestywnie udaje kopalnię, plażę i inne plenery. Reżyser światła, Jake Wiltshire, operuje na tym tle barwami i symbolami pierwiastków, tworząc spójną i czytelną przestrzeń dla wartkiej akcji.

Spektakl Itch w Opera Holland Park. Zdjęcie: Jake Wiltshire

Z kanału orkiestrowego dowodzi dyrygentka Jessica Cottis, która z ogromną precyzją spaja liczne warstwy wokalne i instrumentalne. Orkiestracja Dove’a jest, jak zawsze, starannie wyważona, by nie przytłoczyć śpiewaków, jednak wymaga niezwykłej koordynacji, aby wydobyć wszystkie barwy i linie melodyczne – co Cottis robi z wielką klasą. Muzycy City of London Sinfonia również spisują się znakomicie, a wielu z nich ma okazję zaprezentować ważne partie solowe w trakcie wieczoru.

Obsada ma przed sobą trudne zadanie, zwłaszcza że niektórzy aktorzy wcielają się w kilka postaci. W roli tytułowej Adam Temple-Smith fenomenalnie oddaje wiek bohatera, dysponując jednocześnie tenorem o sile wystarczającej, by udźwignąć tę ogromną partię. Wymagania fizyczne są równie wysokie – w ostatnich dziesięciu minutach artysta musi śpiewać, będąc częściowo zanurzonym w zalanym szybie kopalnianym. Temple-Smith do tej pory robił karierę głównie w Niemczech, ale po tym występie miejmy nadzieję, że będziemy go częściej oglądać na brytyjskich scenach.

Adam Temple Smith (Itchingham) i Eric Greene (Nicholas). Zdjęcie: Craig Fuller Dzielnie sekunduje mu Natasha Agarwal, która po wcześniejszych rolach w Opera Holland Park tym razem tworzy kreację zadziorną i buntowniczą, świetnie kontrastującą z początkową powściągliwością brata. Kolejną wyróżniającą się kreację tworzy Rebecca Bottone, grająca podwójną rolę – matki rodzeństwa oraz szefowej Greencorps, Roshanny Wing. Ta druga postać jest ozdobiona karkołomnymi partiami koloraturowymi, które pod względem przebiegłości i barwy przywodzą na myśl mozartowską Królową Nocy. Bottone wykonała je z iście brawurową pewnością siebie.

Dla przeciwwagi, stała bywalczyni sceny Holland Park, Victoria Simmonds, wcieliła się w postać życzliwej nauczycielki troszczącej się o losy planety. Równie ciepłą i uspokajającą postać ojca, Nicholasa Lofte’a, stworzył Eric Greene, kończąc spektakl poruszającą oracją. Ale każda opowieść przygodowa potrzebuje przekonującego czarnego charakteru – i tu niezastąpiony Nicholas Garrett zasłużył na rytualną porcję buczenia przy ukłonach. Jego portret sfrustrowanego, zgorzkniałego naukowca Flowerdewa był najbardziej niuansową i dopracowaną kreacją wieczoru.

Itch w Opera Holland Park. Zdjęcie: Jake Wiltshire

Obsadę dopełnia kolejna dwójka artystów w podwójnych rolach – Robert Burt świetnie odróżnił typowego „osiłka” od idealistycznego właściciela kopalni, a kontratenor James Laing, dzięki charakteryzacji i operowaniu głosem, był niemal nie do poznania jako włóczęga Cake oraz elegancki korporacyjny „cyngiel”, Berghahn.

Koniecznie zobaczcie ten niezwykły, dający do myślenia spektakl w tej znakomitej, zespołowej realizacji, póki jest jeszcze na afiszu. A jeśli nie zdążycie, miejmy nadzieję, że produkcja szybko powróci na scenę lub pojawi się w innych teatrach.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS