WIADOMOŚCI
RECENZJA: Julie Madly Deeply, The Crazy Coqs ✭✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
timhochstrasser
Share
Zdjęcie: Steve Ullathorne Julie Madly Deeply
The Crazy Coqs, Brasserie Zedel
12/11/15
5 Gwiazdek
‘Jak uporać się z Marią? Jak zatrzymać w dłoniach promień księżyca?’
Większość z nas pamięta, co robiła w noc sylwestrową przełomu tysiącleci, a przynajmniej pamiętamy początek wieczoru, zanim alkohol, euforia, zmęczenie czy (nie)dyskrecja zaciągnęły kurtynę zapomnienia. W tamtym czasie prowadziłem duży akademik, w którym pod jednym dachem mieszkała niebywale zróżnicowana mozaika narodowości. Gdy zgasł ostatni fajerwerk, nadszedł czas na wspólne śpiewanie, a ja nie miałem pojęcia, co mogłoby zjednoczyć taką grupę. Nagle czyjś głos zaintonował nieśmiało „The Hills are Alive”, na co natychmiast odpowiedział chór: „With the Sound of Music”. Kolejne pół godziny upłynęło na spontanicznym, radosnym śpiewie, podczas którego mieszkańcy Seulu, Karaczi i Katmandu podali sobie ręce z gośćmi z Charleston, Kopenhagi i Copacabany w samym sercu Londynu, świętując fenomen, jakim jest Julie Andrews…
Zastanawiam się czasem, czy Dame Julie oraz duet Rodgers i Hammerstein nie zasługują na wspólną Pokojową Nagrodę Nobla bardziej niż niektórzy zapomniani już laureaci – taka jest bowiem siła globalnej rozpoznawalności Dźwięków muzyki.
Michael Roulston i Sarah-Louise Young to doświadczeni artyści kabaretowi z licznymi nagrodami i co najmniej dwiema płytami na koncie, ale wątpię, by nawet oni przewidzieli, jak bardzo postać Julie Andrews zdominuje ich życie, odkąd spektakl zadebiutował na trasie w Edynburgu w 2013 roku. Sukces był tak duży, że doczekali się sezonu w West Endzie (Trafalgar Studios) oraz tras koncertowych po Wielkiej Brytanii i Ameryce Północnej. Na szczęście ich powrót do Londynu nie wymaga od nich ani od publiczności „wspinania się na każdy szczyt” – no, może poza schodami do The Crazy Coqs, jednego z najbardziej nastrojowych lokali kabaretowych w centrum miasta.
Spektakl trwa około dziewięćdziesięciu minut i składa się z dwóch części: pierwsza towarzyszy Julie Andrews aż do progu Dźwięków muzyki, druga przenosi nas z Salzburga do Hollywood, aż po jej ostatnie, niestety naznaczone milczeniem lata. To, co uderza od pierwszej chwili, to precyzja, z jaką skonstruowano ten show. Young nie tylko po mistrzowsku radzi sobie z repertuarem, ale wykazuje się też głęboką znajomością biografii i mitologii otaczającej Andrews, snując opowieść z idealną proporcją oddania fanki i szczyptą ironicznego sceptycyzmu.
Istnieje wiele pułapek, które mogłyby pogrążyć taki spektakl: jak uchwycić ducha żyjącej legendy i „zatrzymać w dłoniach promień księżyca”? Oboje artyści zasługują na wielkie uznanie za to, jak zręcznie omijają te mielizny.
Wszyscy myślą, że znają Julie Andrews na wylot. Wyzwaniem jest więc podanie publiczności piosenek, które kochają, przy jednoczesnym przedstawieniu mniej znanych numerów z lat 50. i 60., kiedy Andrews była u szczytu swojej tytanicznej pracy. Young szybko burzy czwartą ścianę, sprytnie obiecując wspólne śpiewanie i angażując widownię, zachowując przy tym pełną kontrolę nad narracją, szczególnie w biograficznej pierwszej części. Nawet w półtoragodzinnym show nie ma miejsca na wykonanie wszystkich utworów w całości, więc kluczowe są tu inteligentne nawiązania. Roulston i Young wiedzą, że mają przed sobą publiczność, która „chwyta w mig”. Wystarczy fraza, akord czy riff, by przywołać wspomnienie wielkiego przeboju. Te fragmenty płynnie przeplatają się z anegdotami, skandalami i historiami, dzięki czemu przez dekady – od The Boy Friend po Victor/Victoria – mkniemy w zawrotnym tempie.
W słynnej blond peruce i kilku efektownych kostiumach Young wygląda znakomicie. Z wielką klasą i pewnością siebie przechodzi od roli rozentuzjazmowanej fanki do cudownego dziecka i wielkiej gwiazdy. Co istotne, artystka pamięta, że u Julie Andrews „łyżka cukru” służyła tylko osłodzeniu gorzkiego lekarstwa – z równą siłą akcentuje jej ciężką pracę i bezkompromisowy profesjonalizm, co radosny sentymentalizm utworów. Jej głos bez trudu radzi sobie z czystą, precyzyjną techniką i czterooktawową skalą Andrews, przy czym momentami odnajduje w nich więcej ciepła niż w oryginałach.
Pomijając umiejętności aranżacyjne, Michael Roulston to „kameleon klawiatury”, który bez wysiłku dopasowuje styl do partnerki. Widziałem go na scenie z różnymi wokalistami i gdybym słuchał tylko nagrania, przysiągłbym, że za każdym razem gra ktoś inny. Tutaj często tworzy subtelne, akordowe tło dla melorecytacji, by w pełnych numerach uderzyć z orkiestrowym rozmachem i tą rytmiczną precyzją, której Andrews zawsze od siebie wymagała, nawet w najprostszych piosenkach.
Może to małostkowe prosić o więcej przy tak bogatym programie, ale wychodząc, czułem, że spektakl byłby jeszcze lepszy, gdyby był nieco dłuższy. Zarówno My Fair Lady, jak i Mary Poppins prześlizgują się nieco zbyt szybko w gęstej pierwszej części, podobnie jak Victor/Victoria w drugiej. Chciałoby się usłyszeć więcej materiału z tych dzieł w tak błyskotliwym wykonaniu. Bez względu na to, co sądzimy o Dźwiękach muzyki, to właśnie te tytuły są szczytem kariery Andrews i zdefiniowały jej legendę. Dłuższy czas dałby też Young więcej pola do popisu w jej genialnych parodiach Audrey Hepburn, Barbry Streisand czy Lizy Minnelli.
To niezwykle dopracowany, profesjonalny i stylowy wieczór, który udowadnia, że współczesny kabaret wciąż potrafi odkrywczo łączyć słowo z muzyką. Roulston i Young chwytają urok i niewinność wizerunku Andrews, jednocześnie pokazując twardy, niemal budzący lęk profesjonalizm potrzebny do stworzenia ikony. To piękny i sprawiedliwy hołd dla artystki, której talent bywał w różnych momentach kariery zarówno przeceniany, jak i niedoceniany. Myślę, że Dame Julie – która w tym roku kończy 80 lat – byłaby zachwycona, gdyby kiedyś zajrzała na widownię.
...I swoją drogą, na koniec znów wszyscy śpiewaliśmy razem, w prawdziwie międzynarodowym gronie!
Więcej informacji o Crazy Coqs znajdziesz na ich stronie internetowej
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności