WIADOMOŚCI
RECENZJA: Lord Dismiss Us, Teatr Above The Stag ✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
julianeaves
Share
Julian Eaves recenzuje „Lord Dismiss Us” w Above The Stag i odnajduje błyskotliwie napisaną komedię obyczajową, która wyjątkowo mocno rezonuje z dzisiejszymi czasami.
Lord Dismiss Us
Above The Stag
28 października 2017
4 Gwiazdki
Dla tych z Państwa, którzy szukają godnego następcy „The History Boys” Alana Bennetta czy „Another Country” Juliana Mitchella – błyskotliwie napisanej, spójnie skonstruowanej komedii obyczajowej osadzonej w przesyconej homoerotycznym napięciem atmosferze męskiej szkoły z internatem – oto ona. Glenn Chandler wziął na warsztat nieco kampową powieść Michaela Campbella o tym samym tytule, napisaną w czasie, gdy Raport Wolfendena zalecał częściową depenalizację kontaktów homoseksualnych między dorosłymi, i przekształcił ją w porywającą rozrywkę. Spektakl kipi od ciętych ripost i wyśmienitych gier słownych, przeplatanych piosenkami, modlitwami czy amatorką teatralną, a wszystko to doprawione szczyptą grozy, uwodzenia, poczucia winy, przemocy, zdrady i odkupienia poprzez twórczość. W tej oszczędnej, lecz niezwykle dynamicznej inscenizacji w kameralnej przestrzeni, Chandler z dużą pewnością siebie i stylem reżyseruje własny scenariusz – rozbudowaną wersję tekstu pokazywanego wcześniej tego lata na Edinburgh Fringe.
Główną metaforą tego, jak społeczeństwo próbuje regulować ludzką seksualność, jest tu życie w katolickiej szkole z internatem. Nowy dyrektor, Philip Crabtree (David Mullen, uosobienie kaledońskiej, kalwińskiej surowości, pozostający jednak pod pantoflem swojej żony Cecilii – w tej roli lodowata Julie Teal), przybywa, by wyrwać Weatherhill School z dekadenckiego letargu. Jego celem jest wytępienie „perwersji i występku” oraz oczyszczenie placówki z wszelkiej skazy. Żywo przypomina to powojenną krucjatę mającą na celu wykorzenienie „plagi” homoseksualizmu z brytyjskiego społeczeństwa. W tych działaniach jego najbliższym sojusznikiem jest spięty prefekt Steele – Matthew McCallion w bardzo imponującym profesjonalnym debiucie. Jednak nawet Steele wzdryga się przed bezwzględną, obsesyjną jednowymiarowością dyrektora, zwłaszcza gdy polowanie na czarownice – jak to zwykle bywa – wymyka się spod kontroli.
Na scenie pojawia się również inny nowy przybysz, uczeń z Eton – przeniesiony do tańszej szkoły z powodów ekonomicznych – w postaci niewinnego Nicholasa Allena (Joe Bence). Bence, niezwykle doświadczony, jest rozkoszą dla oka; jego błyskawiczne reakcje sprawiają, że każda chwila spędzona na scenie staje się ekscytującą przygodą. Dla kontrastu, Terry Carleton (Joshua Oakes-Rogers) to znudzony rutyniarz, którego z apatii wyrywa nagła i obezwładniająca fascynacja Allenem. To spycha na boczny tor – z opłakanymi skutkami – jego poprzedni obiekt westchnień, Petera Naylora (Jonathan Blaydon, który z wyraźną przyjemnością oddaje się aktorskiej swawoli). Grono pedagogiczne uzupełnia troskliwy Eric Ashley (Lewis Allcock, świetnie kreujący postać będącą „okiem cyklonu”) oraz David Mullen w swojej drugiej, drastycznie innej roli – wielebnego Cyrila Starra. To niezwykłe, że zaledwie siedmioosobowa obsada potrafi ukazać tak bogaty wycinek szkolnego życia, łącznie ze szkolnym przedstawieniem dla kuratorów i buntem uczniów.
Zadanie ułatwia nam scenografia Davida Shieldsa – elegancka, choć przytłaczająca monotonią dębowych paneli, ozdobiona herbami i obramowana neogotyckimi przejściami. Dowiadujemy się, że szkoła istnieje od około 200 lat, co plasuje jej początki w XVIII-wiecznym odrodzeniu i przypomina, że sztuka tak naprawdę traktuje o kondycji całego narodu. Inscenizacja wciąż w dużej mierze opiera się na kufrach podróżnych, które były jedynym elementem scenografii w Edynburgu; można polemizować, czy w tej skromnej przestrzeni są one nadal niezbędne w aż tak dużej liczbie. Reszta produkcji nabrała teraz bardziej naturalistycznego charakteru. Będąc dzieckiem lat 60. i ówczesnego buntu przeciwko narzuconym tradycjom, sztuka raz po raz wykazuje, że jednostki żyją w społeczeństwie, które kompletnie ich nie rozumie. Jedynym wyjściem jest odrzucenie tego systemu i wyruszenie na poszukiwanie czegoś lepszego. I to właśnie dzieje się w tym dramacie. W momencie, gdy kraj wydaje się nie wiedzieć, w którą stronę zmierzać, wznowienie tej sztuki nie mogło trafić w lepszy czas.
Zespół Chandlera, Boys of the Empire Productions, wykonał kawał świetnej roboty, przypominając nam o tym błyskotliwym i inteligentnym pisarzu. Warto pamiętać, że reformy społeczne zapoczątkowane Raportem Wolfendena zostały podjęte przez Parlament często wbrew opinii publicznej. To także aktualne przypomnienie, że rząd powinien wiedzieć, na czym polega mądre przywództwo i dążyć do naprawy społeczeństwa jako całości. Warsztat pisarski Chandlera imponuje, zwłaszcza w mistrzowskim skondensowaniu powieści do około 20 krótkich scen, między którymi przejścia realizowane są z godnym podziwu wyczuciem teatru. Choć zdarzają się momenty mniej precyzyjne, przez całą sztukę towarzyszy nam nieodparte wrażenie, że każde słowo nieuchronnie prowadzi do kulminacji – do chwili, w której młodzi ludzie odkrywają w sobie ducha buntu, zrzucają okowy opresji i przejmują kontrolę nad własnym życiem. To porywający i podnoszący na duchu moment. Po tych wszystkich latach siła tego humanistycznego przesłania nie straciła nic na ważności. Odważne, mądre wznowienie, za które należą się twórcom wielkie gratulacje.
KUP BILETY NA LORD DISMISS US
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności