Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Monstersongs, The Other Palace ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Share

Julian Eaves recenzuje „Monstersongs” Roba Rokickiego w studiu The Other Palace.

Monster Songs

The Other Palace Studio

6 listopada 2018 r.

5 Gwiazdek

Rob Rokicki może nie jest jeszcze powszechnie znanym kompozytorem w Wielkiej Brytanii, ale zdecydowanie powinien nim być.  Podczas kilku występów w tym tygodniu mieliśmy okazję zobaczyć i usłyszeć koncertową prezentację najnowszego dzieła tego amerykańskiego artysty: cyklu 12 piosenek opartych na motywach znanych czarnych charakterów z mitów, baśni i horrorów, z których każda eksploruje inną epokę, postawę i styl muzyczny.  To dojrzałe podsumowanie wieloletniej pracy twórczej, częściowo inspirowane współpracą z artystą grafikiem Davidem O'Neillem, którego ilustracje wypełniają piękny album (zawierający również płytę CD z utworami) i które były wyświetlane na ścianie studia dla tłumnie zgromadzonej publiczności. To jedna z najmocniejszych nowych partytur, jakie słyszeliśmy od dawna, oferująca mnóstwo doznań.

I rzeczywiście, była to czysta przyjemność.  Rokicki współpracował tutaj z doskonałym reżyserem Ryanem Watsonem oraz niezwykle obiecującą młodą producentką Denise Koch, której wizja i przedsiębiorczość doprowadziły do realizacji tego przedsięwzięcia.  Wspólnie zebrali asów polskiej sceny, by wykonali te rewelacyjne nowe utwory.  Sam Rokicki, świetny wykonawca, kierował całością przy pianinie, wspierany przez znakomitą rockową sekcję: Amy Davis na lirycznych skrzypcach, Connora Arnolda i Johna Caddicka na potężnych, stadionowych gitarach oraz Garetha Thompsona nadającego rytm na perkusji.

Wschodzące gwiazdy West Endu, Tyrone Huntley i Cleopatra Higgins, poprowadzili otwierający zespół w utworze „Monsterbaby” – brudnym, mocnym wstępie, który idealnie nadał rześki, ale mroczny ton z Frankensteinowskim refrenem „We made a monster, baby”.  Rokicki operuje słowem z zadziwiającą precyzją i dowcipem, oszczędnie budując efekty słowne z niezwykłą dyscypliną i pewnością siebie – niewielu jest tekściarzy, o których można to powiedzieć.  Podobnie jak u Oscara Hammersteina II, to, co na papierze może wydawać się proste, w połączeniu z jego muzyką nagle staje się olśniewająco zapadające w pamięć i celne.  Co więcej, jego wyczucie tempa jest bezbłędne: każda piosenka opowiada kompletną historię, ale żadna nie trwa ani sekundy za długo.

Jego interpretacja „Mumii” (jednej z tych kiczowatych franczyz, które nie chcą odejść do lamusa) była animowanym parodią: w „Unravel” sam Rokicki szeroko wykorzystał grę słów zawartą w tytule, mieszając stan emocjonalny z groteską rozwijających się lnianych bandażów upiora.  Ta sprytna kombinacja humoru i intelektu jest typowa dla jego twórczości: sytuacje nas bawią, a jednocześnie czujemy empatię do postaci.

Nic nie mogło stanowić silniejszego kontrastu niż przerażające „Say Goodbye” w wykonaniu Sinead Wall jako wzorcowej femme-fatale w roli Meduzy, wykorzystujące legendę o kobiecie, której spojrzenie zamieniało mężczyzn w kamień.   Wall jest z każdym występem coraz lepsza, a ta partia była wręcz genialna: odnajduje nieskończenie subtelne i wrażliwe odcienie głosu, odkrywając najbardziej intymne myśli i najwspanialsze dramatyczne gesty, zawsze w sposób naturalny, nie pozwalając przewidzieć, dokąd zmierza.

Cudownie inny świat wyczarowało „Down and Under” – lekkomyślny duet Huntleya i zaledwie 16-letniego Bradleya Richesa, wcielających się w parę psotnych troli.  Riches to nazwisko, które warto zapamiętać, ponieważ na scenie pełnej uznanych artystów poradził sobie znakomicie.  Uwodzicielska inwencja harmoniczna Rokickiego zawsze trzymała nas po ich stronie, a Huntley był wyśmienicie zgrany z każdą zmianą intonacji czy odcieniem znaczenia.

Amanda Flynn przejęła scenę wraz z Wall w mrocznej opowieści o dwóch zombie, „Blood and Brains”: radosny, antyfonalny duet dziewczęcy, będący mieszanką rock'n'rolla lat 50. z twistem lat 60.  Absolutnie nie do odparcia!  Następnie młody i fenomenalnie uzdolniony George Damms poraził nas swoją narracją inspirowaną „Nędznikami”, przefiltrowaną być może przez brzmienia Bon Jovi: „The Plans” opowiada historię stworzenia monstrum barona Frankensteina z perspektywy Igora.

Potem otrzymaliśmy pełną dawkę energii od Higgins w „Right Through You”, kolejnym dowcipnym ujęciu zgranego motywu – tym razem ducha.  Artystka przeszła od nastrojowego, wolnego numeru do zaskakująco żywego, entuzjastycznego finału („I’ve got nothing but time”), który w pełni zaprezentował jej rockową charyzmę, potężną fizyczną obecność i emocjonalną głębię.

Riches powrócił z chłodnym rockiem rodem z Zachodniego Wybrzeża (z nutą „Malcolm in the Middle”?) w „Reluctantly”, opowieści o smoku.  Po czym Damms diametralnie zmienił nastrój, mrożąc krew w żyłach przerażającym „I'm Sorry” – kolejnym dwuznacznym tytułem będącym spowiedzią doppelgängera. Damms śpiewał swoim „angielskim” głosem, zaczynając od lekkiego akompaniamentu gitary akustycznej i płynnie przechodząc w dynamiczny thrash rock.

Wszystko to przyćmił drugi numer Flynn, „Hell Hath No Fury”, w którym wystąpiła jako wiedźma wyjęta prosto z parafraz literatury dziecięcej autorstwa Angeli Carter.  Następnie usłyszeliśmy „Footprints” (napisane wspólnie z Joe Iconisem), z duetem Yeti (Huntley) i Wielkiej Stopy (Rokicki) – niezwykła fuzja melancholii i blichtru w stylu spotkania Nicka Cave’a z Eagles, z refrenem „Two lost souls” (gra słów zamierzona).  W tym smutku zawsze kryje się u Rokickiego figlarny, cierpki uśmiech.

Cała obsada zebrała się ponownie na świetnie wyważony wielki finał: „It's Over/The Return of Monsterbaby” to wielowarstwowy hymn w stylu Jonathana Larsona, pełen polotu i szczypty filozofii, który porwał serca publiczności aż do wspaniałego zakończenia.  Trudno przewidzieć, jakie będą dalsze losy tego spektaklu: cykle piosenek bywają u nas trudnym towarem, nawet ze znanymi nazwiskami.  Nie wiadomo więc, co stanie się z tym projektem dalej.  Poczekamy.  Zobaczymy.

DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ O MONSTERSONGS

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS