WIADOMOŚCI
RECENZJA: Mosquitoes, National Theatre ✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
markludmon
Share
Olivia Williams i Olivia Colman w spektaklu Mosquitoes. Fot. Brinkhoff Mogenberg
Mosquitoes
Dorfman Theatre, National Theatre
25 lipca 2017
Cztery gwiazdki
W najnowszej sztuce Lucy Kirkwood pt. „Mosquitoes” metafory sypią się gęsto. Po sukcesie fenomenalnej „Chimeriki”, w której autorka zajęła się chińską kulturą i polityką, tym razem osadza akcję w świecie fizyki cząstek elementarnych, by opowiedzieć historię rodziny zmagającej się ze stratą. Alice jest fizyczką pracującą przy Wielkim Zderzaczu Hadronów w genewskim CERN-ie. Samotnie wychowuje zdolnego, lecz chwiejnego emocjonalnie 17-letniego syna – jej mąż zniknął bez śladu dziewięć lat wcześniej po załamaniu psychicznym. Dołącza do nich Jenny, wolny duch i siostra Alice, która boryka się z własnymi problemami, oraz ich matka, Karen – genialna fizyczka stawiająca czoła wyzwaniom starości.
Scena z Mosquitoes. W centrum – Paul Hilton. Fot. Brinkhoff Mogenberg
Wątki rodzinne przeplatane są lekcjami fizyki dla laików, wzbogaconymi o niesamowite efekty wizualne. Podobnie jak rozdziały o wielorybnictwie w „Moby Dicku”, stanowią one ciągły komentarz do losów bohaterów. Dowiadujemy się o rozpadzie cząstek, co rymuje się z lękiem Karen przed rozpadem własnego ciała i umysłu. Obie siostry i syn Alice muszą wziąć odpowiedzialność za swoje czyny, tak jak naukowcy muszą mierzyć się z konsekwencjami swoich odkryć, niezależnie od tego, jak bardzo są one odległe. Rozważania o trudach tłumaczenia nauki osobom postronnym trafnie oddają barierę komunikacyjną, na jaką bohaterowie napotykają, próbując wyrazić własne uczucia.
Tłem historii jest eksperyment w Wielkim Zderzaczu Hadronów badający zderzenie dwóch protonów – co stanowi zgrabną metaforę konfrontacji dwóch skrajnie różnych sióstr. Jedna jest racjonalną naukowczynią i kwakierką, druga zaś przesądną przeciwniczką szczepionek i ateistką, wierzącą, że „uczucie jest silniejsze niż fakt”. Tytuł sztuki odnosi się właśnie do tego eksperymentu – protony zderzają się przy równie nikłym hałasie i widowiskowości co dwa małe komary.
Olivia Colman i Joseph Quinn w Mosquitoes. Fot. Brinkhoff Mogenberg
Wszystkie te idee są w sztuce obecne niemal na każdym kroku, choć momentami podane bez większej subtelności. Nie odbiera to jednak spektaklowi walorów rozrywkowych, głównie dzięki błyskotliwym dialogom, które wystrzeliwują z prędkością protonów. Całość nabiera rumieńców przede wszystkim dzięki wybitnym kreacjom aktorskim. Olivia Colman jako Jenny jest fenomenalna – to kłębek emocji próbujący odnaleźć życiową drogę po bolesnej stracie, za którą czuje się odpowiedzialna. Olivia Williams równie mocno wypada w roli siostry, rozpiętej między problemami z synem a niezrozumieniem dla siostry. Amanda Boxer jako Karen jest jednocześnie zabawna i przejmująca w roli kobiety, która nigdy nie wybaczyła środowisku naukowemu wykluczenia jej z powodu płci. Joseph Quinn jako syn Alice, Luke, świetnie oddaje nastoletni lęk, sprawiając, że śmiejemy się z jego egzaltacji, czując jednocześnie autentyczny ból po jego własnej stracie.
Paul Hilton angażuje widza jako naukowiec wykładający nam fizykę, wspierany przez pomysłowe efekty świetlne Paule Constable, projekcje wideo Finna Rossa i Iana Williama Gallowaya oraz przeszywającą oprawę dźwiękową Paula Ardittiego. Scenografia Katriny Lindsay umieszcza akcję pod gigantycznym, okrągłym okulusem, który zdaje się obserwować bohaterów niczym pod mikroskopem. Sprawnie wyreżyserowane przez Rufusa Norrisa „Mosquitoes” to spektakl, który bawi i uczy, choć – trzymając się naukowych metafor – brakuje mu nieco siły przebicia.
Spektakl grany do 28 września 2017
BILETY NA MOSQUITOES
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności