WIADOMOŚCI
RECENZJA: Nell Gwynn, Globe Theatre ✭✭✭
Opublikowano
Autor:
timhochstrasser
Share
Nell Gwynn
Shakespeare's Globe
24.09.2015
3 gwiazdki
Kiedy znajdziesz się w Długiej Galerii jakiejś angielskiej rezydencji wiejskiej, z dużym prawdopodobieństwem miniesz szereg portretów „piękności doby Restauracji” pędzla Lely'ego lub Knellera. To nużące i nieco przygnębiające doświadczenie – te kobiety, pozbawione osobowości i życia, wydają się jedynie seryjnie produkowanymi wersjami tego, co pożądliwe oko króla Karola II pragnęło oglądać. Aż nagle trafiasz na portret Nell Gwynn. Choćby malarze nie wiadomo jak się starali, nie zdołali stłumić jej indywidualności. Przekrzywiona głowa, zdecydowanie wyeksponowany dekolt, rezolutne i wyraźnie skore do dyskusji spojrzenie – Nell wyróżnia się z tłumu, gotowa odpowiedzieć ciętą ripostą na każdą krytykę czy pogardliwe prychnięcie.
W ostatniej sztuce wieńczącej surowy w przeważającej mierze sezon „Sprawiedliwość i Miłosierdzie”, Globe proponuje nam coś, co w terminologii greckiej nazwalibyśmy dramatem satyrowym. Spektakl próbuje uchwycić psotnego ducha Nell, oferując jednocześnie coś więcej niż tylko frywolną celebrację „złotych dni dobrega króla Karola”. Kryje się tu również poważniejszy cel: ukazanie narodzin i wczesnego rozwoju komedii restauracyjnej, w której Nell jawi się jako błyskotliwa i po części świadoma akuszerka nowego gatunku.
W każdym calu wygnano stąd „oszczędność” – w istocie, gdy król Karol (David Sturzaker) wprost ogłasza jej koniec, wywołuje największy (choć najbardziej przewidywalny) aplauz wieczoru. Przepych jest tu zasadą nadrzędną, co widzimy od samego początku w sposobie, w jaki udekorowano scenę Globe – zdobną w wystawne, drapowane kotary i jedwabne sznury. Całość skupia się wokół loży królewskiej na poziomie balkonu, opatrzonej pełnym ceremoniałem herbu królewskiego. Kostiumy i peruki są równie wierne epoce, aż po ostatnią turniurę, zawijas i skandalicznie wielki kapelusz – to wspaniały popis działu kostiumów Globe pod nadzorem Binnie Bowerman.
Autorką sztuki jest wielokrotnie nagradzana Jessica Swale, która rozwija dwa główne wątki przedzielone przerwą. Pierwszy akt skupia się przede wszystkim na drodze Gwynn z mrocznego dzieciństwa w londyńskim domu publicznym w Covent Garden i pracy na obrzeżach teatru jako sprzedawczyni pomarańczy w Drury Lane. To właśnie tam jej niespożyta energia przyciąga uwagę Charlesa Harta, jednego z czołowych aktorów tamtych lat, co otwiera jej drzwi do jednej z dwóch rywalizujących trup teatralnych, które zaczęły badać grunt u publiczności po przywróceniu monarchii i zakończeniu purytańskiego zakazu wystawiania sztuk.
Wielka szansa Gwynn – oraz innych ambitnych kobiet niskiego stanu – wynikała z faktu, że Karol poszedł o krok dalej niż samo przywrócenie teatru: pozwolił kobietom występować na scenie, wzorem Paryża, w którym przebywał na wygnaniu. Nell wykorzystała apetyt na zwiewne, lekkie, mitologizowane komedie, zwłaszcza te pióra Drydena, które faworyzowały aktorki potrafiące śpiewać i tańczyć, a nie tylko przyjmować wystudiowane pozy mające oddawać nastroje tekstu.
Oczywiście ówczesna widownia liczyła również na role w „spodniach”, gdzie kobiety mogły zaprezentować się w męskim stroju, co nieuchronnie prowadziło do odsłaniania nieco większej ilości ciała. Gwynn, w tej interpretacji (nieco podobnie jak Gypsy Rose Lee grana obecnie na innej scenie), po mistrzowsku dawkowała publiczności to, czego pragnęła – ale nie za dużo i nie za szybko. Tę samą strategię zastosowała wobec Karola II, gdy ten zauważył ją pewnego wieczoru podczas występu.
Druga część sztuki zgłębia, jak owa strategia sprawdziła się wśród raf i intryg polityki dworskiej. Gdy Nell schodzi ze sceny, jak radzi sobie ze sławą, zazdrością innych kochanek i fortelami królewskich polityków, zwłaszcza Arlingtona? Przede wszystkim: jak udaje jej się utrzymać uwagę samego Karola, gdy nowość i pierwsze zauroczenie mijają? Sztuka sugeruje, że poradziła sobie lepiej niż rywalki, dostrzegając jego głęboką samotność ukrytą za manierami i ciętym dowcipem. Starała się stymulować go intelektualnie i wspierać emocjonalnie, a nie – jak inne – polegać wyłącznie na seksie.
Lekcja historii i tej sztuki uczy, że w dużej mierze odniosła sukces. Była jedyną wieloletnią kochanką, która przetrwała bez niezależnego majątku i protekcji. Żadna inna faworyta nie zdołała wspiąć się tak wysoko z tak nizinnych początków. Dokonała tego głównie dzięki mądrości: nie domagała się tytułów dla siebie, a jedynie dla swoich synów, czym wyciszała zazdrość otoczenia. Był to triumf sprytu połączonego z autentycznym ciepłem – zwycięska kombinacja zarówno na scenie, jak i w życiu.
Ogólnie rzecz biorąc, pierwsza połowa spektaklu jest bardziej udana niż druga – ma jasną historię do opowiedzenia i trajektorię rozwoju, a Swale prowadzi osobistą narrację i historię teatru w eleganckim duecie. Po przerwie akcja siłą rzeczy staje się bardziej statyczna, oparta na nieco wymuszonych kłótniach i sformalizowanych sporach, których wynik wydaje się z góry przesądzony i mało istotny.
Kontrola tonacji wypada całkiem nieźle. Nie jest to pastisz komedii restauracyjnej, niemniej dialogi są cięte i momentami bardzo dowcipne. Wspierają je znakomite piosenki skomponowane przez Nigela Hessa, które trafnie oddają ducha epoki, nie będąc przy tym pretensjonalnymi ani nazbyt rubasznymi. Trzeba jednak przyznać, że prześmiewcze klimaty rodem z Czarnej Żmii są tu chwilami wyczuwalne, a aktorzy grają pod tę nutę zupełnie bezwstydnie. Publiczność to uwielbia i być może tak właśnie musi być – dla wielu z nas ta stylistyka jest dziś głównym punktem odniesienia w popkulturze.
Biorąc pod uwagę komediowy charakter sztuki i specyfikę sceny Globe, kreacje aktorskie były siłą rzeczy dość szerokie, ale bardzo skuteczne. Reżyser Christopher Luscombe utrzymał szybkie tempo, a sceny płynnie przechodziły jedna w drugą dzięki żwawej choreografii.
W roli tytułowej Gugu Mbatha-Raw prezentuje wiarygodną mieszankę tupetu i zadziornego uroku; dobrze śpiewa i tańczy, zachowując przy tym odpowiedni umiar. Wczesna scena, w której jowialny Hart (Jay Taylor) uczy ją podawania tekstu, to świetna lekcja tego, jak działał teatr restauracyjny i dlaczego żywy kontakt z widownią liczył się bardziej niż wyrafinowane niuanse interpretacji. Wśród aktorów „Kompanii Królewskiej” wyróżniali się Greg Haiste jako oburzony i skandaliczny odtwórca ról kobiecych, Edward Kynaston, oraz Nancy – garderobiana i „człowiek od wszystkiego”, która niemal kradła każdą scenę w roli przywodzącej na myśl Baldricka. Graham Butler jako młody John Dryden również zapadł w pamięć, mimo że jego rola była nieco skromniej napisana.
Na dworze, Karol w interpretacji Sturzakera zachował odpowiednią dozę niebezpieczeństwa i dystansu, by utrzymać autorytet ponad zgiełkiem, zaś David Rintoul mistrzowsko zaprezentował „pięćdziesiąt twarzy dezaprobaty” wobec otoczenia, realizując jednocześnie własne polityczne intrygi. Sasha Waddell stworzyła dwie kontrastujące role kochanek Karola – jadowitą Castlemaine oraz wyniosłą i łatwą do wyśmiania Louise de Keroualle. Z kolei Sarah Woodward była nie do poznania jako zgorzkniała królowa Katarzyna oraz matka Nell, Ma Gwynn – właścicielka domu publicznego. Anneika Rose jako siostra Nell stanowiła w kluczowych momentach głos rozsądku i przeciwwagę dla bohaterki.
Choć w sztuce znajdziemy poważniejsze wątki, zwłaszcza te dotyczące szans kobiet w nowym teatrze lat 60. XVII wieku, nie ma sensu doszukiwać się głębokiej metafizyki w tej lekkiej jak beza propozycji. Mistycyzm Nell Gwynn pozostaje równie nieodgadniony jak uśmiech na jej portretach. Spektakl stanowi jednak urocze zakończenie przeważnie poważnego i skłaniającego do refleksji sezonu w Globe i jest doskonałym sposobem na spędzenie jednego z naszych obecnych, złotych, jesiennych wieczorów.
Spektakl „Nell Gwynn” w Shakespeare's Globe wystawiany jest do 17 października 2015 r.
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności