WIADOMOŚCI
RECENZJA: Judy Kuhn w cyklu Seth Concert Series, transmisja online ✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
julianeaves
Udostępnij
Julian Eaves recenzuje występ gwiazdy Broadwayu, Judy Kuhn, która pojawiła się online u boku Setha Rudetsky'ego w ramach cyklu Seth Concert Series.
Seth Rudetsky i Judy Kuhn The Seth Concert Series: Seth Rudetsky i Judy Kuhn
Niedziela 20 i poniedziałek 21 września, online
4 Gwiazdki
Utwór „The Best Is Yet to Come” (Cy Coleman/Carolyn Leigh) był urokliwym otwarciem kolejnego spotkania z nowojorskim znawcą tematu, Sethem Rudetskym, oraz jego najnowszą broadwayowską syreną, Judy Kuhn. Jej mocny głos, z pulsującym rytmem w klatce piersiowej zdradzającym lata wyśpiewywania musicalowych szlagierów, ma w sobie rubinowe ciepło i niebezpiecznie balansuje na granicy utraty kontroli, choć nigdy jej nie przekracza. Zapowiedziana jako sopranistka, brzmiała tutaj raczej jak ciemne mezzo. Ale chwileczkę: oto nadchodzi „I Said No” (Frank Loesser/Jule Styne), uroczy walc, swego czasu świetnie zinterpretowany przez Tommy'ego Dorseya, lecz Judy przenosi go z powrotem do edwardiańskich salonów, wyśpiewując go pełnym sopranem wraz ze wszystkimi trylami. Boskie.
Jeszcze większym wyzwaniem był utwór Dicka Rodgersa „Hello, Young Lovers” (słowa Oscar Hammerstein II) z musicalu „Król i ja”: doczekał się on refleksyjnej, nostalgicznej, wręcz dymnej interpretacji. Jednak to snuta opowieść przebijała się przez emocje, ba, zdawała się wręcz je napędzać lub pospieszać. I znów to drżenie, trzepoczące w jej środkowym rejestrze. Zawsze to samo vibrato. Cóż, albo się to kocha, albo nie. Niektórym to nie przeszkadza. Inni woleliby usłyszeć czysty dźwięk zapisany przez kompozytora, chętnie rezygnując z tych wszystkich pobocznych tonów.
Najokrutniejsze w ludzkim głosie jest jednak to, że nie zawsze chce nas słuchać. Czy nie słyszeliśmy tej prawdy już wiele razy z ust rzeszy innych artystów występujących w tym cyklu? W tak surowym, obnażającym formacie, jeśli cokolwiek nie zagra w aparacie głosowym gościa, nic nie jest w stanie tego ukryć. Absolutnie nic. W takich momentach zauważyliśmy, że Seth porzuca swoje zwyczajowe, żartobliwe przekomarzanie się i z minuty na minutę staje się coraz bardziej troskliwy i delikatny. Im większe trudności ma jego gość, tym milszy staje się on. To niemal tak, jakby telepatycznie słyszał sygnały wokalistki: „Mam problemy, POMÓŻ MI PRZEZ TO PRZEJŚĆ!”. I robi wszystko, co w jego mocy, by tak się stało. Ten koncert okazał się przykładem na to, jak ta strategia działa – i odnosi sukces.
Mając klasyczne wykształcenie, można zdziałać cuda w teatrze z orkiestrą i bogatym rezonansem w dużej sali. Ale gdy ten sam głos umieści się w salonie z jednym mikrofonem, efekt jest zupełnie inny. W ten sposób przy „Blame It On The Summer Night” z musicalu „Rags” (Charles Strouse i Stephen Schwartz) otrzymaliśmy nieco sprytnej techniki mikrofonowej przeplatanej z mocnym, piersiowym głosem, który miałby rezonować aż po ostatnie rzędy balkonu. W teatrze byłoby to wspaniałe – w kabarecie być może nieco przytłacza. Są wokaliści, którzy potrafią zachować formę przez dekady sukcesów i nie peszą się trudnymi zadaniami, ale są też ci nieco mniej nadludzcy, których głos pada ofiarą nawyków, manieryzmów, a nawet uszkodzeń. W obliczu takiego wyzwania piosenkarz może albo zmienić repertuar, albo twardo trwać przy swoim, dając fanom to, czego oczekują, i modląc się, by upływ czasu nie rzucał się zbytnio w uszy.
Promotorzy i agenci namawiają takich artystów do kontynuowania kariery, przekonując, że najwierniejsi fani nie będą dbać o kondycję ich głosu – po prostu ucieszą się, widząc ich żywych na scenie. Natomiast nieświadomy nowicjusz i tak nie będzie wiedział, co zostało utracone. Na tej drodze można zarobić pieniądze, a zarabiać trzeba. Lub po prostu, trzeba występować. (Dla znawców trzeciego aktu „Opowieści Hoffmanna” to „Kompleks Antonii” w najczystszej postaci). Jakkolwiek było tym razem, nie zabrakło dyskretnych kaszlnięć, odchrząkiwania i kilku niezbędnych łyków chłodnej wody. Być może po prostu miała gorszy dzień. To się zdarza.
Tymczasem Kuhn świetnie opowiada anegdoty – usłyszeliśmy ich całkiem sporo, poznając smaczki z kuluarów amerykańskiego teatru muzycznego – co doprowadziło nas do niezwykle obnażonego, wrażliwego i emocjonalnego utworu „Someone Else's Story” (Andersson, Ulvaeus, Rice) z musicalu „Chess”. Piosenka ta, niemal proroczo, stała się trafnym komentarzem do artystycznej drogi. Co więcej, okazało się, że utwór ten napisano specjalnie dla niej. Cóż, podejrzewam, że nikt nie śpiewa go tak jak ona. Podobnie było z „The Colors of the Wind” z „Pocahontas” (Alan Menken/Stephen Schwartz): tutaj Kuhn całkowicie przeczy swoim 62 latom – w tym materiale jej głos brzmi znacznie młodziej, jest elastyczny i niewinny, a jednocześnie stanowczy. To czysta przyjemność. Tak jak „Ring of Keys” z „Fun Home” (Lisa Kron, Jeanine Tesori). To dla niej idealny teren, pozwalający na swobodny, parlando-konwersacyjny styl narracji, do którego jej głos jest obecnie stworzony, przeplatany wybuchami mocniejszego brzmienia i sporadycznym blaskiem szlachetnych wysokich tonów.
Potem płynne przejście do piosenki Sondheima „Anyone Can Whistle”, którą Kuhn zmienia w czyste złoto. „W życiu tej pani będzie jeszcze więcej Sondheima”, stwierdził Seth. I ma rację. Następnie uderzyli w tony „Skrzypka na dachu” (Jerry Bock i Sheldon Harnick), wykonując duet „Do You Love Me?” w sposób niezwykle słodki i przemyślany. „Scena muzyczna”, jak podsumował to Seth. I wreszcie finał. Numer z „She Loves Me” (również Bock i Harnick): „Vanilla Ice Cream”. To przywołało jej lekki, operetkowy repertuar subretki. Wesoły koniec zwieńczony błyskotliwym wysokim H. Seth pozostał jak zawsze czarujący, ogłaszając, że był to ich pierwszy koncert „wolny od katastrof”. Cóż, może faktycznych katastrof nie było, ale zdarzyło się parę wybojów. Pojawił się jednak niesamowity profesjonalizm, który przeprowadził tę wybitnie uzdolnioną parę – i nas – przez te trudności.
Przeczytaj naszą recenzję Norma Lewisa Przeczytaj naszą recenzję Megan Hilty Przeczytaj naszą recenzję Audry McDonald Przeczytaj naszą recenzję Cheyenne'a Jacksona Przeczytaj naszą recenzję Liz Callaway Przeczytaj naszą recenzję Stephanie J Bloch Przeczytaj naszą recenzję Jeremy'ego Jordana Przeczytaj naszą recenzję Karen Olivo
Udostępnij artykuł:
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności