Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Sirens, Mercury Theatre Colchester ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

pauldavies

Share

Paul T Davies recenzuje sztukę Sirens autorstwa Kenny'ego Emsona, wystawianą obecnie w Mercury Theatre w Colchesterze.

Jesse Akele w spektaklu Sirens. Fot. Pamela Raith Sirens. Mercury Theatre, Colchester.

2 listopada 2021

5 Gwiazdek

Strona internetowa Mercury Theatre

Sztuki Kenny'ego Emsona są silnie osadzone w robotniczym Essex, gdzie tanie wino kupuje się w lokalnym monopolowym, kochankowie i potencjalni partnerzy dzielą się papierosem, miłość może narodzić się w warsztacie samochodowym, a wieżowce wyśpiewują pieśń o wielkich możliwościach i zaprzepaszczonych szansach. To teatr autentyczny i poetycki, a Sirens może okazać się jego najlepszym jak dotąd dziełem.

Simon Darwen i Tanya Loretta Dee. Fot. Pamela Raith

Mając po 17 lat, Rory i Gemma włamują się do stacji ratownictwa morskiego RNLI na wyspie Mersea. On chce uciec i zostawić wyspę za sobą, ona pragnie, by zauważył, że przestała pić. On ukradł pieniądze ze zbiórki charytatywnej, by sfinansować ucieczkę. Czas migocze i w drugiej scenie przenosimy się o siedemnaście lat później, obserwując konsekwencje tamtej nocy. Rory jest teraz – i w oczach lokalnej społeczności na zawsze pozostanie – byłym więźniem, który próbuje nawiązać trudną, acz czułą relację ze swoją 17-letnią córką, Islą. Trzecia scena to kolejne siedemnaście lat przerwy – Rory i Gemma są już w średnim wieku, mierząc się ze stratą i więzami, które trzymają ich przy wyspie i jej mieszkańcach.

Simon Darwen i Jesse Akele. Fot. Pamela Raith

To przepięknie zagrana produkcja; cała trójka aktorów całkowicie utożsamia się ze swoimi postaciami, oddając mnóstwo niedopowiedzeń, złamanych obietnic i emocji gwałtownych jak zimowe sztormy. Simon Darwen jest wybitny jako Rory, genialnie chwytając niezręczność nastoletniego buntu i miłości, by później przeistoczyć się w kruchego mężczyznę w średnim wieku, który rozumie, że życie toczy się w prozie codzienności i że być może uda mu się po prostu przetrwać. Doskonała Tanya-Loretta Dee jako Gemma świetnie oddaje potrzebę miłości w pierwszym akcie oraz postać kobiety złamanej stratą w scenie końcowej. Jesse Akele jest wspaniała jako Isla – zadziorna, wyszczekana i niewinna siedemnastolatka, gotowa wyrwać się z wyspy do wielkiego świata Chelmsford.

Tanya Loretta Dee i Simon Darwen. Fot. Pamela Raith

Sztuka ta zachwyca swoją delikatnością; finałowa scena rozdziera serce właśnie dlatego, że bohaterowie nie buntują się przeciwko „gaśnięciu światła”, i dlatego, że – jak ujął to Dylan Thomas – czas mija. Reżyserka Bethany Pitts pozwala tej opowieści oddychać, rytm spektaklu jest równie idealny jak szum fal uderzających o brzeg, a scenografia to prawdziwy triumf. Wypełnia ona przestrzeń studyjną czasem i życiem, gdzie wgłębienie w podłodze jest nie tylko łodzią ratunkową, ale i przepaścią, która stale dzieli bohaterów. To znakomity początek sezonu Mercury Originals – gorąco zachęcam do zakupu biletów, zanim trzeba będzie o nie walczyć!

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS