WIADOMOŚCI
RECENZJA: Someone Who'll Watch Over Me, Minerva Theatre w Chichesterze ✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
stephencollins
Udostępnij
Someone Who'll Watch Over Me
Minerva Theatre, Chichester
15 września 2015
4 Gwiazdki
To mogłoby być gdziekolwiek. Nic w tej przestrzeni nie zdradza lokalizacji. Ogromna, butwiejąca betonowa płyta zwisająca nad głowami, z rurami zżeranymi przez gangrenę, które wypluwają ciecz ze swojego nieszczelnego, spoconego brzucha, rdzawymi zaciekami przywołującymi echa dawnych krzywd – wszystko to przytłacza i bacznie obserwuje. Jak trujący pająk, jadowicie czatujący na czarnych niciach zawieszonych nad ofiarą. Czeka. Jest tu. Budzi odrazę.
Poniżej jest jeszcze gorzej. Brudna, ohydna, odrażająca podłoga. Maź, żwir, szlam, cuchnąca woda, odchody, ślady zwierząt i nieczystości. Miejsce od którego cierpnie skóra, wilgotne i opuszczone. Bez światła. Ciężkie, zardzewiałe łańcuchy są przykręcone do czterech rogów tego mrocznego betonowego kwadratu. Wyglądają boleśnie, jakby miały zadawać rany, które nigdy się nie zagoją. Cienkie, nieprzyjemne maty udają pościel. Niemal widać czerwie pełzające w ciemności, słychać bzyczenie much, czuć odrzucający zapach wilgotnej, okrutnej betonowej celi.
Dwóch mężczyzn ćwiczy. Zarośnięci. Wynędzniali. Więźniowie. Przerażeni, uprowadzeni zakładnicy. W samym środku piekła.
Oto sztuka Franka McGuinessa z 1992 roku pt. „Someone Who'll Watch Over Me”, która właśnie powraca na deski Chichester w inscenizacji reżyserowanej przez Michaela Attenborough i ze scenografią Roberta Jonesa przygotowaną dla Minerva Theatre.
To niezwykłe dzieło teatralne, na zmianę ponure i tryskające nadzieją. Słowo „porywające” bywa dziś nadużywane w kontekście dramatów, ale tutaj idealnie pasuje do tej znakomicie wyważonej wznowionej produkcji. Porywającej i inspirującej.
W programie cytowany jest McGuinness, który mówi:
„Chciałem, aby ta sztuka opowiadała o tym, jak istoty ludzkie wytrzymują w strasznych warunkach. Choć te okoliczności są prawdziwie szokujące i zagrażające życiu, są one zrozumiałe i pozwalają pojąć naturę zła... Chciałem, aby sztuka skupiała się na tu i teraz tej trójki ludzi; chciałem zbadać, jak trwają, jak sobie radzą i jak się z tego wydostaną... między tymi mężczyznami rodzi się głęboka miłość. Nie boją się jej i nie chcą przed nią uciekać... Ponieważ ci ludzie są dosłownie przykuci do podłogi, muszą zmierzyć się ze swoją sytuacją, co oznacza, że ich zależność od siebie nawzajem się potęguje, a strata drugiego człowieka będzie absolutnie przerażająca”.
Precyzyjna i wnikliwa reżyseria Attenborough sprawia, że wizja McGuinessa wybrzmiewa w pełni. Sztuka obnaża pojęcia strachu i tożsamości, rozbija absurdalne role płciowe i uważnie analizuje, co to znaczy być człowiekiem oraz czego potrzeba, by przetrwać niewyobrażalne cierpienie.
Akcja toczy się w Libanie, w czasach zanim mnożące się grupy terrorystyczne uczyniły przypadkowe porwania niepokojąco powszechnymi. Gdy kurtyna idzie w górę, w klaustrofobicznej celi przebywa dwóch mężczyzn: Amerykanin i Irlandczyk. Amerykanin robi co może, by wspierać i dodawać otuchy towarzyszowi. Później dołącza do nich starszy mężczyzna, angielski naukowiec. Sztuka McGuinessa kreśli ich uwięzienie, mechanizmy obronne, które przyjmują, by znieść nudę niekończącej się niewoli, przyjaźń i zależność rodzącą się między trójką bohaterów, sposób, w jaki każdy z nich staje się dla pozostałych zarazem matką i ojcem, oraz druzgocącą rzeczywistość, gdy dochodzi do nieuniknionej rozłąki.
Intensywnie sugestywna scenografia Jonesa, cudownie oświetlona przez Paule Constable, która po mistrzowsku rzeźbi ponurą rozpacz w cieniach i rozproszonym świetle, odgrywa kluczową rolę w budowaniu nastroju i grozy utworu. Patrząc na tych mężczyzn, gdy czas pełźnie dla nich nieubłaganie, człowiek zastanawia się, jak można przeżyć choćby jeden dzień w takim miejscu, nie wspominając o nieskończonych miesiącach. Jones i Constable w pełni oddają potworną desperację uwięzionych ofiar.
Rory Keenan jest oszałamiająco dobry jako Irlandczyk, Edward. Pewny siebie, wygadany, agresywnie męski (jest reporterem) – Edward przechodzi najbardziej kompletną drogę spośród trójki jeńców. Obserwujemy go od początków uwięzienia, przez etapy urazy, strachu, buntu, złamanego serca, nudy, osamotnienia, nostalgii, histerii, załamania, aż po – co niezwykłe – moment rozstania, kiedy jest pełen napięcia, ale i nadziei. W rękach słabszego aktora ta droga mogłaby być niezauważalna, ale Keenan chwyta tę rolę za gardło i wyciska z niej każdy niuans i każdą drobinę mocy.
Keenan dostarcza wielu nadzwyczajnych momentów. Do najważniejszych należą: improwizacja o zwycięstwach w wyścigach konnych; potężna sekwencja otwierająca drugi akt, gdy Edward otwarcie przeciwstawia się oprawcom i odmawia jedzenia; absurdalna, lecz niezwykle wzruszająca scena z „Chitty Chitty Bang Bang”, w której wraz z Michaelem (granym przez Davida Haiga) udają, że lecą nad Europą do domu; oraz cicha, rozdzierająca groza, gdy ubiera się do wyjścia. Wszystkie te chwile są przez Keenana znakomicie wyważone, wnikliwe i pochłaniające uwagę. To, jak w trakcie spektaklu zmienia się spojrzenie jego oczu na coraz bardziej udręczone, jest wręcz niesamowite i pozostaje w pamięci na długo po wyjściu z teatru.
W spektaklu są dwie zapierające dech sekwencje z udziałem Keenana i Haiga. Pierwsza dotyczy prób odwrócenia uwagi przez postać Haiga. Zaczyna on odgrywać pantomimę finału Wimbledonu z 1977 roku, w którym Virginia Wade pokonała Betty Stôve, komicznie naśladując ustami dźwięk odbijanej piłki tenisowej. Postać Keenana początkowo jest zirytowana hałasem, ale po chwili przyłącza się i komicznie wciela w Elżbietę II, odgrywając ceremonię wręczenia trofeum. Łatwość, z jaką obaj mężczyźni wchodzą w role kobiet – po tak długim czasie bycia dla siebie nawzajem opiekunami i matkami (oraz dla Adama, ich amerykańskiego towarzysza) – mówi wiele o tym, jak czas i konieczność zburzyły mury społecznych więzień narzuconych płciom.
To idealnie zapowiada kolejny fragment. Haig opowiada Keenanowi o tym, jak Spartanie przed bitwą czesali sobie nawzajem włosy – był to akt intymności i zaufania, który przygotowywał ich do krwawej walki. Tuż przed tym, jak Keenan opuszcza celę po raz ostatni, wyjmuje grzebień i nieśmiało proponuje, że uczesze Haiga. Niezdarnie, delikatnie, obaj mężczyźni czeszą nawzajem swoje włosy. Tylko ktoś o sercu z tytanu nie wzruszyłby się tym objawiającym momentem bliskości. Bez słowa obaj aktorzy pokazują, jaką drogę przeszły ich postacie, jakie zmiany zaszły w ich wnętrzach i jaką solidarność zyskali poprzez strach i akceptację. To niezwykłe widowisko.
Haig również jest w szczytowej formie. Czasem jego manieryczna brytyjskość bywa przeszkodą w kreowaniu ról, ale nie tutaj. Jego pedantyczna, nieco „rozmiękczona” postać to idealny portret angielskiego naukowca poddanego ogromnej presji. Z całej trójki to on najchętniej przyjmuje rolę matki dla dobra towarzyszy, dzięki czemu jego męskość nie zostaje złamana przez więzienne doświadczenie. Haig, będąc w najlepszej formie w scenach z Keenanem, jest również wstrząsający w finałowej scenie, gdy niemal rozpada się od środka w obliczu mroku samotności.
Trzeci członek obsady, Adam Rayner, z klasą gra amerykańskiego jeńca. Nie hipnotyzuje może tak jak Keenan ani nie angażuje tak jak Haig, ale kiedy cała trójka jest w pełni sił, nie sposób im się oprzeć. Pod pewnymi względami McGuinness nie dopracował postaci Amerykanina z taką dbałością o szczegóły jak Michaela czy Edwarda. Nie mając takich możliwości jak jego koledzy, Rayner wydaje się grać w nieco innej lidze, lecz bezsprzecznie sztuka nie mogłaby wybrzmieć bez tej postaci, a Rayner dba o to, by całość działała bez zarzutu.
Cała trójka aktorów po mistrzowsku buduje podtekst i operuje technikami McGuinessa służącymi badaniu granic człowieczeństwa. Specyficzne problemy językowe trzech mężczyzn oraz ich indywidualne relacje z ojcami (które realnie ich definiują) dają im zarówno wspólne doświadczenia, jak i punkty palących różnic.
Minerva Theatre to idealna przestrzeń dla tak niesamowicie intensywnej i niepokojącej sztuki. Nie powinno to jednak być przeszkodą dla przeniesienia spektaklu na West End. To znakomite wznowienie dającej do myślenia sztuki; dzieła osadzonego w swoich czasach, ale z wyraźnym echem w dzisiejszym świecie buntu, terroryzmu i ewoluujących postaw wobec męskości. To sztuka o czymś, o czym niewielu wie z pierwszej ręki – a jednak ma wiele do powiedzenia każdemu, kto ją obejrzy. Produkcja jest pierwszej klasy, a Keenan daje popis iście gwiazdorskiego aktorstwa.
Idźcie to zobaczyć.
Ale przygotujcie się na konfrontację ze sobą. I na wzruszenie.
Udostępnij artykuł:
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności