WIADOMOŚCI
RECENZJA: Standing At The Sky's Edge, Gillian Lynne Theatre ✭✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
pauldavies
Share
Paul T Davies recenzuje West Endowy transfer musicalu Standing At The Sky's Edge w Gillian Lynne Theatre.
Zespół. Fot. Brinkhoff Moegenburg Standing At the Sky’s Edge (West End)
Gillian Lynne Theatre.
29 lutego 2024
5 gwiazdek
Przeniesiony prosto z National Theatre, wspaniały musical Richarda Hawleya i Chris Bush zachowuje swoją potężną, wzorcową narrację. Osiedle Park Hill w Sheffield. Jedno mieszkanie, trzy strefy czasowe. W 1960 roku, na fali optymizmu, Harry i Rose wprowadzają się do „ulic w chmurach” pełni nadziei i – jak później mówi Harry – wdzięczności za wyrwanie się ze slumsów. W 1989 roku wprowadzają się uchodźcy: Joy wraz z wujostwem; ostrzegani, by zawsze zamykać drzwi przed „zbirami”, bo osiedle stało się slumsem, z którego wszyscy chcieli uciec. Jednak budynek jest wpisany na listę zabytków i nie może zostać zburzony, przechodzi więc gentryfikację. W 2015 roku wprowadza się Poppy z dostawami z Ocado i ginem o smaku herbaty Yorkshire Tea, uciekając przed bolesnym rozstaniem, o którym nie potrafi zapomnieć. Kreśląc historię Wielkiej Brytanii – od niszczenia przemysłu przez politykę Thatcher po rozpacz i przetrwanie – spektakl jest w równym stopniu poruszający, co podnoszący na duchu. Góruje nad innymi musicalami na West Endzie i nie jest to tylko gra słów nawiązująca do architektury.
Lauryn Redding (Nikki), Laura Pitt Pulford (Penny) i zespół. Fot. Brainkhoff Moegenburg
Oglądając to po raz kolejny, uderza mnie bardziej niż kiedykolwiek wezwanie do tworzenia wspólnoty, poczucia przynależności i siły płynącej z jedności – wartości tak zagrożonych w dzisiejszym społeczeństwie. Splot piosenek, tekstów i libretta jest nierozerwalny, piękny i mocny jak stal z Sheffield. Obsada jest doskonała: świetny Joel Harper-Jackson jako Harry oraz wybitna Rachel Wooding jako Rose stanowią bijące serce spektaklu; ich wprowadzenie się i dziedzictwo wpływają na kolejne pokolenia. Ich syn, Jimmy, wiąże się z Joy, a ich córka, Connie (doskonała narracja Mel Lowe), jest agentką nieruchomości, która sprzedaje Poppy mieszkanie – lub raczej „dwupoziomowy duplex”. Gdy Wooding śpiewa „After the Rains Have Gone”, widownia wstrzymuje oddech, wspólnie opłakując nie tylko jej los, ale i utratę wspólnoty oraz nadziei. Elizabeth Ayodele jako Joy odnajduje wiele radości w miłości do Jimmy'ego, granego z niezwykłą lojalnością przez Samuela Jordana. Potrzebną dawkę komizmu zapewniają relacje między Poppy (znakomita Laura Pitt-Pulford) a wspaniałą Lauren Redding jako Nikki, która swoim pierwszym numerem „Open Up Your Door” porywa publiczność, próbując odnaleźć Poppy i błagać o wybaczenie oraz nowy start.
Zespół. Fot. Brinkhoff Moegenburg
Inscenizacja jest nieco bardziej ograniczona niż w ogromnym Olivier Theatre, ale bliskość akcji sprawia, że czujemy się częścią tej społeczności. Reżyseria Roberta Hastie jest płynna i mistrzowska. Zauważyłem, jak rzadko postaci są same na scenie – zazwyczaj w ruchu są członkowie chóru, co sprawia, że momenty osamotnienia wybrzmiewają z jeszcze większą mocą, nawet jeśli chór bywa chwilami rozpraszający. Całość oparta jest na solidnych fundamentach: finał pierwszego aktu „There’s A’Storm A’Comimg” uderza w zmysły, gdy osiedle pogrąża się w beznadziei, ale klamra w postaci „As The Dawn Breaks” przywraca nadzieję, wraz z migoczącym nad budynkami napisem graffiti „I Love You, Will You Marry Me”. Widok publiczności, która wspólnie wzdycha, płacze i cieszy się, to wciąż unikalne doświadczenie. Choć architektura osiedla jest brutalistyczna, sam musical jest jak czuły siniak – słodki i melancholijny zarazem. Wspaniały.
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności