Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Still Alice, Richmond Theatre ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

Matthew Lunn

Share

Matthew Lunn recenzuje spektakl Still Alice, oparty na powieści Lisy Genovy, z udziałem Sharon Small, wystawiany w Richmond Theatre w ramach ogólnobrytyjskiej trasy koncertowej.

Sharon Small jako Alice. Fot. Geraint Lewis Still Alice

Richmond Theatre (Trasa po UK)

19 września 2018 r.

4 gwiazdki

Informacje o trasie po Wielkiej Brytanii

Czasem zdarza się rola tak porywająca, że zapada w pamięć na lata, stając się wzorem dramatu będącego źródłem prawdy. Gdy tylko wszedłem do teatru, natychmiast powróciły do mnie wspomnienia nagrodzonej Oscarem kreacji Julianne Moore z filmowej adaptacji „Still Alice” z 2014 roku – debiutanckiej powieści neurobiolog Lisy Genovy. Nastawiłem się na wieczór pełen porównań, ale moje obawy były płonne. Produkcja ta, oparta na scenariuszu powstałym rok przed filmem, oferuje głęboki wgląd w życie z wczesną odmianą choroby Alzheimera, w wyjątkowy sposób skupiając się na jej wpływie na ludzką tożsamość.

Eva Pope (Wewnętrzne „Ja”), Sharon Small (Alice) i Ruth Ollman (Lydia) w spektaklu Still Alice. Fot. Geraint Lewis

Alice Howland (Sharon Small) ma 50 lat i wiedzie życie, którego wielu mogłoby jej pozazdrościć. Jest wybitną akademiczką z Harvardu, której badania cenione są na całym świecie, oraz szczęśliwą żoną kolegi po fachu, Johna (Martin Marquez). Jej syn, Thomas (Mark Armstrong), odnosi sukcesy u progu kariery prawniczej, a jedynym powodem do niezadowolenia jest decyzja córki Lydii (Ruth Ollman), by porzucić rodzinne tradycje naukowe na rzecz aktorstwa. Jednak Alice zaczyna niepokoić się zawodzi jej pamięć. Z upływem miesięcy luki stają się coraz bardziej alarmujące, prowadząc do diagnozy, która zmienia jej świat na zawsze. Jej degradacja jest ukazana nie tylko przez pryzmat relacji z rodziną, ale także poprzez dialog z własnym umysłem – personifikowanym jako „Wewnętrzne Ja” (Eva Pope). Te rozmowy słyszy publiczność, ale pozostają one niedostępne dla pozostałych postaci.

Sharon Small (Alice), Mark Armstrong (Thomas) i Martin Marquez (John) w Still Alice. Fot. Geraint Lewis

Ta adaptacja odnosi sukces, ponieważ interakcja między Alice a jej „Wewnętrznym Ja” jest przejmująca i wiarygodna – w innych rękach mogłaby stać się jedynie tanim chwytem. Ten zabieg pozwala nam dostrzec rozdźwięk między uczuciami Alice a jej zachowaniem, co nadaje dramatyzmu scenom, w których jest traktowana protekcjonalnie przez rodzinę i lekarzy. Jak zauważa reżyser David Grindley, racjonalność jest fundamentem charakteru Alice, a postać grana przez Pope daje wzruszający wgląd w jej proces decyzyjny, nawet gdy ten budzi konsternację u jej bliskich. Kreacja Pope jest ciepła i subtelna; jej wypowiedzi stają się z czasem mniej kwieciste, a bardziej emocjonalne. Nigdy jednak nie traci energii i ciekawości świata, co przypomina o jej niezmiennym człowieczeństwie. Dopełnia to ekspresyjna rola Small, która po mistrzowsku oddaje nie tylko przerażenie i frustrację chorobą, ale także chwile prostej radości, których Alzheimer nie jest w stanie odebrać.

Spektakl trwa angażujące 90 minut, poruszając wiele istotnych wątków. Cierpi jednak nieco na fabularnych skrótach. Momenty ekspozycji bywają nieco rażące – na przykład gdy Thomas i John przypominają sobie nawzajem swój wiek, lub gdy Lydia i Alice wspominają, jak dawno się nie widziały. Choć Armstrong świetnie odgrywa mimowolne niedoskonałości Thomasa jako syna – jego powtarzające się pytania o godzinę premiery spektaklu Lydii to majstersztyk pasywnej agresji – jego rzekomo głęboka więź z matką dostaje zbyt mało czasu ekranowego.

Micah Balfour jako doktor Davis w Still Alice. Fot. Geraint Lewis

Z kolei relacja Lydii z Alice, stająca się coraz bardziej empatyczna w miarę postępu choroby, została zbadana znacznie wnikliwiej. Ollman po mistrzowsku portretuje znikającą niewinność młodej opiekunki, która musi odsunąć własne marzenia na bok. Rola ta bywa jednak momentami zbyt uproszczona – konflikt z matką czy nieobecność Lydii na rodzinnych uroczystościach wydają się raczej wymogiem narracyjnym niż naturalnym wynikiem ich relacji. Nie mogę jednak nachwalić się sposobu, w jaki oddano postać Johna. Marquez stworzył subtelną kreację, ukazując walkę między stoicyzmem a poczuciem straty. Wraz ze Small tworzą na scenie duet idealny – pokazują nie tylko intelektualne porozumienie pary, ale i głęboką potrzebę bliskości, co czyni losy Alice tak słodko-gorzkimi.

Still Alice to znakomita adaptacja powieści Lisy Genovy, która w przeciwieństwie do filmu z 2014 roku, mocniej koncentruje się na tym, jak choroba Alzheimera dotyka samej istoty ludzkiej tożsamości, a nie tylko więzi rodzinnych. Mimo kilku narracyjnych uproszczeń, to angażująca i pełna empatii sztuka, która skutecznie pokazuje człowieka ukrytego za diagnozą.

HARMONOGRAM TRASY STILL ALICE PO WIELKIEJ BRYTANII

 

 

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS