Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: The Distance You Have Come w Cockpit Theatre ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Share

Julian Eaves recenzuje musical „The Distance You Have Come” w Cockpit Theatre.

The Distance You Have Come Cockpit Theatre

18 października 2018 r.

3 gwiazdki

Zarezerwuj bilety Spektakl reklamowany jest jako wyjątkowy pokaz talentów artystów z West Endu i trzeba przyznać, że to prawda.  Mamy tu do czynienia z pierwszorzędną ekipą uznanych, jak i wschodzących gwiazd, występujących w swoim naturalnym środowisku. To zgrabnie połączona kompilacja utworów z okazjonalnymi fragmentami dialogów, w której artyści czynią cuda z nowym i mało znanym musicalowym materiałem.  W obsadzie znaleźli się m.in.: Dean John-Wilson, który konsekwentnie przełamuje wizerunek amanta o posągowej aparycji, by eksplorować bardziej surowe, męskie pokłady wrażliwości; Alexia Khadime, coraz częściej doceniana za swój ambitny dorobek zarówno w musicalu, jak i dramacie, dysponująca pięknym głosem i wielką inteligencją interpretacyjną; Jodie Jacobs – jedna z najsolidniejszych aktorek śpiewających, niezwykle rozchwytywana i regularnie firmująca swoim nazwiskiem nietuzinkowe projekty; Emma Hatton – wspaniała pierwsza dama sceny, która tutaj, podobnie jak reszta tego wybitnego zespołu, potrafi idealnie zderzyć potęgę swojego głosu z kameralną intymnością; a także Andy Coxon, który niedawno oczarował nas jako Berger w HAIR w The Vaults, oraz Adrian Hansel, regularnie występujący u boku największych nazwisk w branży.

Jak na razie – wszystko gra.  Sama obecność w jednym pomieszczeniu z tak znakomitymi wykonawcami to duża przyjemność.  Inscenizacja jest dyskretna, niemal eliptyczna, z oszczędną i czytelną reżyserią samego autora, eleganckim oświetleniem Andrew Ellisa oraz prostą, gustowną scenografią i kostiumami Simona Dawa.  Choć nie wymieniono autora projektu dźwięku, co dziwi ze względu na jego istotną rolę, za kwestie techniczne odpowiada Sophie Lyle – być może to ona stworzyła ten sprytny pejzaż dźwiękowy, który wita nas po wejściu.  Prawdopodobnie to ona zmierzyła się też z trudnym zadaniem nagłośnienia głosów w tej przestrzeni.  Nie do końca rozumiem celowość tego zabiegu.  Artyści śpiewają jedynie przy akompaniamencie fortepianu i skrzypiec, a sala Cockpit to przecież nie Albert Hall.  Choć wzmacnia to atmosferę szeptanego, drżącego wyznania, która przenika numery muzyczne, nie zauważyłem, by ułatwiało to kontakt z wykonawcami. Wręcz przeciwnie – nawet gdy stoją tuż przed nami w tej małej, otoczonej widownią z czterech stron sali, ich głosy zdają się dobiegać z zupełnie innego kierunku, co jest osobliwe i nieco dekoncentrujące.

Trzeba przyznać, że piosenki autorstwa Amerykanina Scotta Alana są – każda z osobna – warte wysłuchania.  Wielokrotnie cieszyłem się jego twórczością podczas różnych koncertów na przestrzeni lat.  Nigdy jednak nie widziałem jego pełnowymiarowego show ani nie doświadczyłem jego dorobku w tak skondensowanej i wyłącznej formie.  I tu, obawiam jak się, zaczynają się problemy.  Jest on kompozytorem uwielbianym przez wokalistów i przyciąga najlepsze głosy w branży, ale czy faktycznie trafia w gusta szerszej publiczności?  Mam wątpliwości.  Zestawienie tak wielu jego utworów w jednym zwartym programie, bez większych urozmaiceń w warstwie muzycznej, obnaża fakt, że jego skala jest dość wąska, a wachlarz nastrojów wyraźnie ograniczony.  Jeśli ktoś kocha ten specyficzny rodzaj ekspresji, będzie zachwycony.  Jeśli jednak oczekujecie większej rozpiętości tonacji i stylu, to menu – mimo nieocenionych starań wykonawców – może wydać się nieco zbyt monotonne.

Kierownictwo muzyczne i aranżacje Scotta Morgana (przy fortepianie) wydają się w pełni zestrojone z wizją autora i wierne jego intencjom.  Morgana dzielnie wspiera na skrzypcach Tom Crofton-Green.  Można się jednak zastanawiać, ile w tym wszystkim jest ich własnego „ja”.  Spektakl ten to Scott Alan w czystej postaci, wyłożony kawa na ławę przez wszystkich zaangażowanych. Jeśli więc szukacie ortodoksyjnej wizji jego twórczości, tutaj ją znajdziecie.  Jeśli jednak nie jesteście zagorzałymi fanami, możecie poczuć niedosyt czegoś, czego ten format po prostu nie jest w stanie zaoferować.

Gramy do 28 października 2018 r.

REZERWUJ BILETY NA THE DISTANCE YOU HAVE COME

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS