WIADOMOŚCI
RECENZJA: The League Of Youth, Theatre N16 ✭✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
julianeaves
Share
The League Of Youth (Liga Młodości)
Theatre N16
17 sierpnia 2016
5 Gwiazdek
Ostatni spektakl dziś wieczorem
Nareszcie! Nareszcie! Nareszcie! Niestrudzona i genialna trupa Whita Hertforda, Riot Act, wystawia rzadko prezentowane dzieło Henrika Ibsena (zaledwie trzy inscenizacje w Wielkiej Brytanii od 1877 roku...) pt. „The League of Youth”. Spektakl gości w progach coraz prężniej działającego Theatre N16 Balham w The Bedford.
Dla tych z nas, którzy – odkąd tylko sięga pamięć – wierzyli, że dramaty Ibsena muszą zawsze angażować damy w sukniach do samej ziemi (najlepiej czarnych) z długimi rękawami i wysokimi stójkami, spacerujące po salonach pełnych makaroników przy dźwiękach niewidzialnego zespołu kameralnego... słowem, dla tych, którzy stracili już nadzieję, że w jego sztukach znajdą cokolwiek bliskiego współczesnemu człowiekowi – mam dobrą wiadomość: te czasy właśnie odeszły w niepamięć.
Whit zaangażował błyskotliwą autorkę Ashley Pearson, by przekształciła tę opowieść o lokalnej polityce we współczesną bajkę o erze korporacyjnej. Pierwotne 15 postaci zostało zredukowane do 9, co daje efekt bardziej skondensowany i przejrzysty. Pięć aktów płynnie przechodzi jeden w drugi, tworząc 75-minutowy seans: od dzikich imprez po chłodne, bezwzględne machinacje i walkę o wpływy w zarządzie. Mamy tu alkohol, śpiew, nagość, maczyzm, przemoc i szybki seks, który nie odbiegałby od estetyki znanej z „Enronu”. Co najważniejsze, akcja na scenie kipi taką energią, że tchnie w idee Ibsena kinetyczną moc i ekscytację, o którą trudno w tych wszystkich grzecznych, XIX-wiecznych mieszczańskich wnętrzach, w jakich zazwyczaj go zamykamy.
Aby ożywić tę wizję, Whit starannie dobrał obsadę i wycisnął z niej to, co najlepsze. Martin South jako dyrektor generalny Norway, Inc. to postać kruszejącego patrycjusza, któremu władzę wydzierają drapieżna siostra Thora (Cheska Hill-Wood w wyśmienitej formie!), członkini zarządu Patricia (zawsze nienaganna Helen Bang) oraz żądny wpływów przedstawiciel pracowników i korporacyjny lowelas Stensgard (#NiallBishop). Wokół tego cyklonu prywaty i wzajemnych złośliwości krążą: dyrektor finansowy Fieldbo (Sean Earl McPherson, do którego należą wspaniałe ostatnie słowa – jakby sam Ibsen mówił prosto do nas, choć nie znajdziecie ich w oryginale), kierowniczka biura Dana (Sukh Kaur Ojla), początkowo słaby, uzależniony od narkotyków Erik (Jak Ford-Lane), przebojowy Monsen, którego los odmienia wygrana na loterii (Chris Spyrides) oraz redaktorka biuletynu Alex (Haeleigh Royall), upamiętniająca to wszystko dla potomności.
W precyzyjnie kontrolowanej, eleganckiej palecie czerni, bieli, szarości i pomarańczu (z domieszką zieleni i błękitu), bohaterowie miotają się między przyjęciem bożonarodzeniowym a sylwestrem, w chłodnych korytarzach biurowej władzy i toaletach, sugestywnie oznaczonych wiszącym pisuarem w stylu Duchampa, umieszczonym naprzeciw portretu starzejącego się patriarchy. Ben Jacobs operuje światłem z niezwykłym wyczuciem. Za dźwięk odpowiada sam utalentowany Hertford – ścieżka dźwiękowa idealnie dopowiada historię, od synthpopowych dźwięków disco (oczywiście w klimacie New Order), po pomruk wielkiego miasta zarabiającego pieniądze za oknami.
Geniusz tego dzieła polega na tym, że odkrywa przed nami to, co w Ibsenie naprawdę wielkie: jego wizję człowieczeństwa oraz kunszt twórcy lirycznych epopei o zmaganiach ludzi w świecie pełnym pułapek, zdrad i ślepych zaułków. Po tym spektaklu już nigdy nie spojrzycie tak samo na twórcę Peer Gynta czy Pani Alving. I będziecie z tego powodu bardzo, bardzo szczęśliwi. Nareszcie.
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności