WIADOMOŚCI
RECENZJA: The Libertine, Haymarket Theatre ✭✭✭
Opublikowano
Autor:
Matthew Lunn
Share
Ophelia Lovibond i Dominic Cooper w spektaklu The Libertine
Haymarket Theatre
27 września 2016
3 gwiazdki
KUP BILETY | WIĘCEJ INFORMACJI „Pozwólcie, że na wstępie postawię sprawę jasno. Nie polubicie mnie”.
Tak brzmią pierwsze słowa wypowiadane przez hrabiego Rochester (Dominic Cooper). Przełamuje on czwartą ścianę, zanim widzowie zdążą na dobre rozsiąść się w fotelach. Kolejne kwestie są pełne autokrytyki, cudownie obsceniczne, a co najważniejsze, cechuje je pewna siebie i błyskotliwa retoryka, która potwierdza reputację Rochestera jako jednego z najzdolniejszych satyryków swojej epoki. Choć bez wątpienia nie mamy go lubić ani tym bardziej naśladować, pozostaje on postacią dość niespełnioną – to przekonujący, momentami czarujący nałogowiec, ale jednocześnie bywa przewidywalny i dziwnie beznamiętny.
Wgląd w charakter Rochestera zyskujemy już na początku dzięki jego najbliższym towarzyszom, których poznajemy, gdy usiłują wskazać „dobre i złe strony” dzieła Drydena, ówczesnego nadwornego poety. George Etherege (Mark Hadfield), Charles Sackville (Richard Teverson) i Billy Downs (Will Merrick) reprezentują odpowiednio poetę, arystokratę i „młodego gniewnego”, podczas gdy jego ulubiona prostytutka, Jane (Nina Toussaint-White), mówi we własnym imieniu. Z kolei relacja z Karolem II (Jasper Britton), o której w programie czytamy, że król traktował go jak „przybranego syna”, którego często musiał wydalać z dworu za „złe sprawowanie”, świetnie ilustruje intrygujący i niebezpieczny sposób, w jaki Rochester funkcjonował na królewskich salonach.
Lizzie Roper i Ophelia Lovibond
To życie pełne przesady i spontaniczności zapewnia Rochesterowi paradoksalną stabilność – właśnie tego się od niego oczekuje, a on ma dość energii i uroku, by podołać tej roli. Sytuacja zmienia się dopiero, gdy w teatrze dostrzega Elizabeth Barry (Ophelia Lovibond), która budzi w nim nowe uczucie. Jej powszechnie krytykowany występ przemawia do niego jakąś głęboką prawdą; Rochester zostaje jej nauczycielem aktorstwa, próbując w ten sposób rozegrać własne namiętności.
W kreacji Coopera jest wiele elementów godnych uznania. Jego Rochester to dowcipny i energiczny lider „wesołej gromadki”, a cięte riposty wymieniane z cudownie ekspresyjnym Karolem II w wykonaniu Jaspera Brittona są stałym jasnym punktem spektaklu. Cooper znakomicie podaje też monologi i uwagi na boku, które zaspokajają Rochesterowską „miłość do języka” – to określenie mocno krytykowane w Męskiej historii Alana Bennetta tutaj wydaje się trafne ze względu na obfitość i rozkosz, z jaką jest on prezentowany. Niemniej jednak relacje Rochestera z kobietami są dziwnie nijakie, pozbawione złożoności i konsekwentnej pasji.
Mark Hadfield i Dominic Cooper
Wiele słyszymy o podwójnym życiu Rochestera; na prowincji, u boku żony Elizabeth (Alice Bailey Johnson), jest on wycofanym domatorem, co stanowi jaskrawy kontrast dla utracjusza krążącego po Londynie. Jednak „romantyczne” cechy Rochestera, o których Elizabeth mówi z tęsknotą i żalem, pozostają jedynie w sferze deklaracji – na scenie ich interakcje powielają ten sam rozpaczliwy schemat. Ona wciąż błaga go o odrobinę empatii, on traktuje ją z obojętnością. Elizabeth Barry również okazuje się mało satysfakcjonującą przeciwwagą. Lovibond gra dobrze, oddając frustrację związaną z zawodem aktorki i słuszny gniew na egocentryzm Rochestera, co odgrywa kluczową rolę w finale. Jednak ich namiętność zdaje się brać bardziej z introspektywnej ciekawości niż z empatii, co w żaden sposób nie powstrzymuje szybkiego upadku bohatera. Nadaje to ich romansowi poczucie bezcelowości, które choć spójne ze światopoglądem Rochestera, sprawia, że relacja ta niczym się nie wyróżnia, a jego koniec staje się mniej tragiczny.
Obsada spektaklu The Libertine. W The Libertine zobaczymy szereg znakomitych ról drugoplanowych. Jane w wykonaniu Niny Toussaint-White to poruszający obraz niepewnego losu siedemnastowiecznej prostytutki. Hadfield, Teverson i Merrick tworzą hałaśliwe trio, a ich pogoń za bachicznymi przyjemnościami jest równie fascynująca, co żałosna – stanowiąc skuteczną krytykę takiego stylu życia. Lizzie Roper i Cornelius Booth zachwycają w serii eklektycznych epizodów, Will Barton wykazuje się genialnym wyczuciem komizmu jako beznamiętny służący Rochestera, a Jasper Britton jest wyśmienity jako Karol II. Chemia między Brittonem a Cooperem, w połączeniu ze świetnie napisanymi dialogami Stephena Jeffrey’a, sprawia, że ta relacja jest autentyczna i ratuje nieco pospieszne zakończenie. The Libertine to sztuka przyjemna, choć pozostawiająca pewien niedosyt. Hrabia Rochester to postać intrygująca, a Dominic Cooper kreuje go z pasją i dowcipem. Mimo wysokiej klasy aktorstwa i świetnych dialogów – straciłem rachubę, ile razy pomyślałem sobie: „muszę to zapamiętać” – The Libertine wydaje się dziełem nieco pozbawionym celu. Pod warstwą filozofowania i zachłanności kryją się dwa niepasująco konwencjonalne wątki romantyczne. Mimo dobrych kreacji Ophelii Lovibond i Alice Bailey Johnson, nie udaje się sformułować pełnych wniosków na temat pragnienia Rochestera, by kochać siebie i innych, ani wyjaśnić, jak tak pełen pasji człowiek mógł pozwolić, by pragnienie życia wyciekło z niego niczym z pustych karafek.
Zdjęcia: Alastair Muir
REZERWUJ BILETY NA SPEKTAKL THE LIBERTINE W THEATRE ROYAL HAYMARKET
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności