Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: The Wife of Willesden, Kiln Theatre ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

Libby Purves

Share

Nasza redakcyjna koleżanka z theatreCAT, Libby Purves, recenzuje sztukę Zadie Smith „The Wife of Willesden” w Kiln Theatre.

Scott Miller (Ryan) i Clare Perkins (Alvita) w spektaklu „The Wife Of Willesden”. Fot. Marc Brenner The Wife Of Willesden

Kiln Theatre

4 Gwiazdki

Do 15 stycznia 2022 r.

Zarezerwuj bilety

Zadie Smith skromnie określa swoją pierwszą sztukę raczej jako „pracę domową” niż klasyczny dla powieściopisarzy lęk przed pustą kartką. W końcu Chaucer nakreślił tę opowieść, schemat i postawy już 600 lat temu w „Opowieści żony z Bath”. Zabawia ona współtowarzyszy pielgrzymki do Canterbury długim, osobistym prologiem o swoich pięciu mężach, radosnym podejściu do seksu i trzeźwym spojrzeniu na męskie złudzenia. Dla tych, którzy czytali Chaucera (pewne dawno temu), uderzające będzie, jak blisko ducha i fabuły oryginału trzyma się Smith w tej zręcznej i radosnej modernizacji.

Clare Perkins (Alvita). Fot. Marc Brenner

Rewelacyjna Clare Perkins w obcisłej czerwonej sukience, mówiąca dialektem londyńsko-jamajskim, może i wspomina o Wi-Fi, autobusach, Jordanie Petersonie i innych filarach czy plagach współczesności, ale wciąż pozostaje wspaniale chaucerowska. Postawy wobec duchownych, św. Pawła, męskich teoretyków i purytanek, uciążliwych mężów oraz – co podkreślone z mocą – prawo kobiety do przyjemności seksualnej, wszystko to tam jest. Zwłaszcza to ostatnie: gdybym była mężczyzną, jej kwestia „Twoje ciało to mój plac zabaw!” sprawiłaby, że drżałabym z niepokoju. Ma w sobie coś z rubasznego humoru Donalda McGilla. Jednak u podstaw tej postaci leżą inteligencja, miażdżąca kobieca spostrzegawczość i realizm.

Sceneria jest zachwycająca. Bohaterka dominuje w pełnym butelek, wyłożonym wysłużoną wykładziną londyńskim pubie (scenografia Roberta Jonesa), przywołując każdego męża, przyjaciółkę i pobożną ciotkę spośród bywalców lokalu. Przez pierwszą godzinę wykłada historię swojego życia i bezkompromisowe poglądy, by w ostatnim kwadransie zamienić ich wszystkich – ubranych w karnawałowe kostiumy – w postacie z samej opowieści, którą snuje. To ta dawna legenda o rycerzu zmuszonym do poślubienia „szpetnej baby”, która potem staje się piękna, przeniesiona z dworu króla Artura do XVIII-wiecznej Jamajki z towarzyszeniem poetyckiego patois.

Marcus Adolphy (Winston Mandela Black Jesus), George Eggay (Pastor Eldridge), Andrew Frame (Ian Socrates Bartosz) i Clare Perkins (Alvita). Fot. Marc Brenner

To radosne zaproszenie Kiln Theatre skierowane do lokalnej, wielokulturowej społeczności, by powrócić do teatru i wspólnie świętować. Mam wielką nadzieję, że poza stałymi bywalcami premier pojawi się tu wielu mieszkańców. Bilety sprzedają się jak świeże bułeczki, liczę na to, że duże lokalne grupy korzystają ze zniżek, ale ceny są tu zawsze przystępne i zaczynają się od 15 funtów. Szczerze mówiąc, i tak wybrałabym galerię lub tył parteru dla lepszego widoku, omijając boki, jeśli nie uda się zdobyć miejsca przy stolikach barowych. Szkoda byłoby przegapić te niemal pantomimiczne wygłupy lub musieć co chwilę wyciągać szyję, tak jak ja to robiłam.

Gdziekolwiek jednak usiądziecie, to świetna zabawa, odświeżająco wierna dawnej plebejskiej radosności robotniczej Anglii. W zespole towarzyszącym wspaniałej Perkins szczególnie polubiłam Ellen Thomas jako Ciocię P i Starą Żonę oraz Marcusa Adolphy'ego jako m.in. czarnego Jezusa. Andrew Frame, jako jedyny biały mężczyzna z klasy średniej wśród jej mężów, jest bezwstydnie zabawny w swoich upokorzeniach. Wszyscy są świetni, a reżyseria Indhu Rubasingham (konsultanci od ruchu i scen walk wykonali kawał dobrej roboty) jest kreatywna, szybka i dowcipna. Czuć, że frajda, jaką mają aktorzy, obejmuje i zaprasza także widza. To naprawdę wiele znaczy.

KASA BILETOWA KILN THEATRE

 

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS