WIADOMOŚCI
RECENZJA: The Witches, National Theatre ✭✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
pauldavies
Share
Paul T Davies recenzuje „Wiedźmy” Roalda Dahla, grające obecnie w National Theatre w Londynie.
Katherine Kingsley jako Wielka Mistrzyni Wiedźm. Zdjęcie: Marc Brenner The Witches.
National Theatre.
21 listopada 2023 r.
5 gwiazdek
Czasami jako krytyk warto odłożyć na bok głębokie analizy i po prostu cieszyć się spektaklem. Spodziewałem się, że będę pisał o niedawnych kontrowersjach wokół zmian w tekstach książek Roalda Dahla czy o rzekomej mizoginii w portretowaniu czarownic. Jednak porywający numer otwierający, „A Note About Witches”, rozwiewa te wątpliwości – nacisk położono na buty, rękawiczki i peruki ukrywające znaki rozpoznawcze wiedźm, bez fizycznych deformacji czy wielkich nosów. Dowiadujemy się też, co robią współczesne czarownice: „Ćwiczymy jogę, ćwiczymy pilates”. Od tego momentu przedstawienie staje się czystą radością, a czasem – tylko czasem – krytyk ma okazję być świadkiem czegoś naprawdę wyjątkowego.
Laura Medforth (Mama), Bertie Caplan (Luke), Richard David Caine (Tata) i zespół. Zdjęcie: Marc Brenner
To show, które serwuje jedną niespodziankę za drugą. Dziesięcioipółletni osierocony Luke łączy siły z Babcią, by powstrzymać sabat wiedźm obradujący w Majestic Hotel w Bournemouth. Czarownice planują podać Recepturę 86 w słodyczach każdemu dziecku w Anglii (Walia, Szkocja i Irlandia Północna są najwyraźniej bezpieczne) i zamienić je w myszy, które można łatwo rozdeptać. Podczas wieczoru prasowego Bertie Caplan był genialnym Luke’iem – typem młodego bohatera, o którym nie wiesz, że go potrzebujesz, póki nie wejdziesz do teatru. Jego wprowadzająca piosenka „Ready To Go” idealnie oddaje jego ducha. Po osieroceniu Luke’a na scenę wkracza Sally Ann Triplett jako babcia z Norwegii – paląca cygara pogromczyni wiedźm. To wybitna kreacja, a więź między nią a Caplanem ogląda się z zachwytem. Gdy akcja przenosi się do Majestic, Daniel Rigby wnosi niesamowitą, maniakalną energię znaną z jego roli w „Przypadkowej śmierci anarchisty” jako pan Skinner – menedżer wypierający istnienie myszy w swoim hotelu. Wszystkich jednak przyćmiewa Cian Eagle-Service jako kochający czekoladę Bruno. Jego popisowy numer „Bruno Sweet Bruno” wywołał prawdziwy entuzjazm. Chór wiedźm jest przezabawny (choć mógłby być nieco groźniejszy), a Katherine Kingsley to prawdziwa antagonistka jako Wielka Mistrzyni – dopieszczona, uwielbiana i przelewająca swoją nienawiść do dzieci na widownię. Jej solówka w drugim akcie, „Wouldn’t it Be Nice”, to apel do rodziców na widowni, by wyobrazili sobie, jak miłe byłoby ich życie bez ciągłego przeszkadzania ze strony pociech.
Ben Redfern (Roger), Ekow Quartey (Mr Jenkins) i Jacob Maynard (Kevin). Zdjęcie: Marc Brenner
Scenariusz i teksty piosenek autorstwa Lucy Kirkwood pozostają wierne duchowi oryginału – są dowcipne i pełne przymrużenia oka, a muzyka Dave’a Malloya doskonale oddaje zorganizowaną anarchię opowieści. Reżyserka Lyndsey Turner dba o dynamiczne tempo, a scenografia Lizzie Clachan tworzy bajkowy klimat i zmienia się równie szybko co akcja. Choć momentami przydałoby się więcej oddechu dla wzruszeń, spektakl działa wyśmienicie, bo cała obsada świetnie się bawi. To ogromna frajda i zdecydowanie najlepsze bożonarodzeniowe widowisko tego sezonu. To piękne zwieńczenie wspaniałego roku dla National Theatre i podejrzewam, że trzeba będzie szukać kolejnego teatru na West Endzie na przeniesienie tego tytułu.
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności