Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: There She Goes, Headline Publishing ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

Sarah Day

Share

Sarah Day recenzuje powieść Lynne Shelby zatytułowaną There She Goes, kolejną część serii The Theatreland.

There She Goes

Lynne Shelby

Headline Publishing Group

ISBN: 9781786156556 „‘Teatr na żywo’, powiedział Zac. ‘To tylko grupa mężczyzn i kobiet stojących na deskach w sztucznym świetle, wypowiadających słowa napisane przez kogoś innego, a mimo to potrafią sprawić, że tysięczna widownia śmieje się lub płacze. Jak to się dzieje?’” ‘Czym się zajmujesz?’ Sama nie wiem, co budzi we mnie większy dyskomfort: to nieuniknione pytanie przy poznawaniu kogoś nowego, czy moja odpowiedź. ‘Jestem aktorką’. Odsuwając na bok syndrom oszusta – każdy, kto tego doświadczył, wie, że kolejna rzecz, jaką usłyszy od nowo poznanej osoby, to albo ‘Czy widziałem cię w czymś...?’, albo ‘Wow! Ależ musisz prowadzić luksusowe życie!’

Jeśli kochacie teatr tak mocno, jak nasza społeczność BritishTheatre.com, z pewnością nie są Wam obce światła rampy, kostiumy i magia oglądana z perspektywy czerwonych, pluszowych foteli. Książka Lynne Shelby There She Goes przenosi nas za czwartą ścianę, niczym przez lustro Alicji, i pokazuje, jak naprawdę wygląda życie aktora oczami świeżo upieczonej absolwentki, Julie Farrell.

Książka jest szczera, a kiedy po raz pierwszy wzięłam ją do ręki, poczułam lekki niepokój. Czy byłam gotowa czytać o najważniejszych wydarzeniach z ostatnich 6 lat mojego własnego życia, strona po stronie?:

Otwarte castingi typu ‘cattle-call’, stanie w kolejce przed studiem tańca w deszczu, ‘podłoga strasznie się lepi’ (to mnie szczerze rozbawiło!), ryzykowanie zwyczajnej pracy dla cienia szansy na przesłuchaniu w ostatniej chwili, branie numerka – odzyskasz nazwisko dopiero, gdy zaproszą Cię na kolejny etap, i oczywiście to wykańczające czekanie na ‘Telefon’. Rola tego ‘Telefonu’ była kluczowa w całej książce, pisana wielką literą przy każdej okazji. To świetny zabieg, sugerujący, że pochodzi on od sił wyższych, co mogę potwierdzić z własnego doświadczenia – dokładnie tak się to odczuwa.

Muszę przyznać, że pierwsze rozdziały przechodziły mi przez gardło z trudem, właśnie przez ich autentyczność. Jako osoba, która skończyła studia sześć lat temu, miałam ochotę wskoczyć do książki i potrząsnąć naszą bohaterką, Julie, mówiąc jej: pamiętaj, żeby też po prostu żyć, bo czas przeleci ci między palcami i jedyne, co ci zostanie, to naciągnięte ścięgno podkolanowe. Ale kiedy kariera Julie na otwartym castingu nabiera tempa, byłam tam z nią, trzymając ją za rękę, przewracając kolejne strony przy każdym kolejnym etapie i kibicując jej, by dostała tę rolę. To nałóg – kiedy już go poczujesz, nie możesz przestać.

Julie poznaje aktora, Zaca Diaza, na castingu do reklamy, gdzie dowiadują się, że nie mają ‘absolutnie żadnej chemii’. Po wielu przypadkowych spotkaniach ich relacja zaczyna rozkwitać, co oferuje uwodzicielski wątek z dala od teatralnego zgiełku. Ci, którzy twierdzą, że musicale nie są dla nich, bo ‘ludzie tak po prostu nie wybuchają śpiewem’, muszą być martwi w środku. Gdy relacja Zaka i Julie się rozwija, pojawia się moment, w którym Julie jest tak przepełniona emocjami, że musi powstrzymywać się od śpiewu – to naprawdę wzruszający detal autorstwa Lynne Shelby. Przypomniał mi on chwilę z mojego pierwszego roku studiów, kiedy Nigel Richards powiedział: ‘Nie ma czegoś takiego jak piosenka o miłości, jest tylko eksploracja miłości. Śpiewamy, gdy słowa już nie wystarczają’. Życie naśladujące sztukę – to był niezapomniany moment w moim szkoleniu, podobnie jak ten w książce. Czytelnik kibicuje ich związkowi tak samo mocno, jak ich sukcesom zawodowym.

There She Goes porusza również trudniejsze prawdy o naszej branży. Takie, które na szczęście zaczęły ostatnio wychodzić na jaw w prasie. Przesłuchania nago. To drażliwy temat, ale Shelby wprowadza go z szacunkiem i stanowczością, gdy jedna z postaci odrzuca ofertę pracy, przy której nie czuła się komfortowo. Punkt dla nas, zero dla drapieżników.

Czy dziwi mnie, że debiutantka bez doświadczenia radzi sobie tak dobrze na otwartym castingu do zupełnie nowego musicalu? Albo że tak wielu aktorów posiadających agentów poszło na otwarte przesłuchania bez próby umówienia się na prywatne spotkanie przez swojego przedstawiciela? To mało realistyczne, choć pewnie nie niemożliwe. Być może można by poświęcić temu w książce nieco więcej uwagi – faktowi, że czasem talent i ciężka praca naprawdę nie wystarczają. Możesz chodzić na tyle lekcji tańca w ‘Limelight’, na ile pozwoli ci gruby portfel,

ale rzeczywistość jest taka, że w dzisiejszych czasach większość drzwi otwiera agent, chyba że sam tworzysz dla siebie projekty – to kolejna ścieżka, którą można by zgłębić.

There She Goes maluje bardzo wyrazisty obraz świata teatru i sprawia, że jeszcze bardziej tęsknię za jego powrotem. Jeśli szukacie czegoś, co wypełni tę pustkę, podczas gdy my cierpliwie czekamy na otwarcie scen, ta książka będzie idealnym wyborem.

KUP EGZEMPLARZ THERE SHE GOES

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS