WIADOMOŚCI
RECENZJA: Working, Southwark Playhouse ✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
julianeaves
Share
Od lewej: Huon Mackley, Izuka Hoyle i Nicola Espallardo w Working. Fot. Robert Workman Working Southwark Playhouse 7 czerwca 2017 4 Gwiazdki KUP BILETY Musicale koncepcyjne nie zdarzają się obecnie zbyt często, a przecież był czas, gdy uważano je za najbardziej obiecujący i interesujący podgatunek teatru muzycznego. Teraz mamy okazję zobaczyć – w świetnej, dopracowanej i pięknie zaprezentowanej inscenizacji – zapomniany dotąd przykład tego gatunku, który dumnie zagościł na dużej scenie tego parnasu musicalu. W rzeczywistości jest to europejska premiera tego „zaginionego dzieła”. I z radością donoszę, że jest w doskonałej formie. Jaki to „koncept”? Obszerny zbiór reportaży amerykańskiego pisarza (i narodowego fenomenu) Studsa Terkela o tym samym tytule, posłużył w latach 70. jako materiał źródłowy do adaptacji scenicznej stworzonej przez nie lada postać – Stephena Schwartza (którego jeszcze rok temu widzieliśmy we foyer tego teatru) we współpracy z Niną Faso. Z dodatkowym wkładem Gordona Greenberga. To sekwencja monologów, nieco w stylu Mayhewa, w których zwykli, pracujący ludzie opowiadają o swoim dniu, obowiązkach, życiu i marzeniach. Śpiewają i tańczą przy utworach Craiga Carnelii, Micki Grant, Mary Rodgers, Susan Birkenhead, samego Schwartza i legendarnego Jamesa Taylora. Co więcej, kilka lat temu spektakl został gruntownie odświeżony i wzbogacony o współczesne numery autorstwa Lina-Manuela Mirandy. Wszystkie piosenki są świetnie napisane, choć niektóre wybrzmiewają mocniej od innych. Krysten Cummings w Working. Fot. Robert Workman Obsada, która to wszystko niesie, składa się z sześciu uznanych artystów oraz – w tej konkretnej produkcji – takiej samej liczby debiutantów: świeżo upieczonych absolwentów czołowych szkół teatralnych w kraju, którzy tym profesjonalnym debiutem robią ogromne wrażenie! Wśród starych wyjadaczy znajdziemy zapierającą dech w piersiach Krysten Cummings – chyba jedyną Amerykankę w obsadzie – która jak nikt inny potrafi wejść w głąb prawdy swoich słów. Robi to nie tylko werbalnie, ale i fizycznie: w każdym skinieniu głowy, ruchu dłoni, ułożeniu bioder czy stóp. To kreacja tak kompletna i hipnotyzująca, jakich mało w teatrze muzycznym. Jej wykonanie „Just A Housewife” ociera się o czystą poezję: nadaje postaci siłę i głębię emocjonalną godną pieśni Schuberta, sprawiając, że prosta melodia Carnelii nabiera dewastującej wręcz powagi. Od lewej: Izuka Hoyle, Peter Polycarpou, Luke Latchman, Huon Mackley i Patrick Coulter w Working. Fot. Robert Workman Być może nie każda postać otrzymała tak mocno napisany materiał, ale wszyscy dają z siebie to, co najlepsze. Peter Polycarpou zachwyca głosem, czujnie reagując na każdy impuls swoich bohaterów; operuje oszczędnym słowem, ale wkłada w nie wielkie serce i duszę. Patrząc na niego i słuchając go, ma się wrażenie, jakby zwykły szary człowiek stawał się częścią pomnika na Mount Rushmore. Podobne sukcesy święci Siubhan Harrison oraz obdarzony ciepłym głosem Liam Tamne. I czy wspominałem już, że to jeden z NIEWIELU przykładów prawdziwie różnorodnej obsady (diverse casting) w Londynie? I nie chodzi tylko o musicale, ale o teatr w ogóle. Tutaj widzimy świat takim, jakim jest naprawdę! Liam Tamne (w środku) w Working. Fot. Robert Workman Podziękowania za ten stan rzeczy należą się sztabowi producentów (Jack Maple, Ramin Sabi, Christopher Ketner & D.E.M. Productions) oraz genialnemu reżyserowi. Luke Sheppard, wraz ze sprytnym choreografem Fabianem Aloise (wspieranym przez Hollie Taylor) i asystentką Leigh Toney, sprawnie przenosi ten panoptikon nowoczesnego życia miejskiego na scenę. Jean Chan stworzyła realistyczną, surową scenografię (bardzo w klimacie Southwark Playhouse), a Gabriella Slade triumfuje kostiumami, które noszą znamiona wieloletniego użytkowania: koszule aktorów wyglądają, jakby wyrastały z tych samych murów, co budynki. To robi wrażenie. Całość bezpretensjonalnie oświetlił Nic Farman, a projekt dźwięku Toma Marshalla jest klarowny i dobrze zbalansowany. Dean Chisnall w Working. Fot. Robert Workman Niezależnie od tego, czy wolicie doświadczenie, czy młodość – czy wybierzecie uznanych artystów (wśród nich elegancka i mądra Gillian Bevan oraz Dean Chisnall o miodowym głosie i zacięciu komediowym), czy też debiutantów (Patrick Coulter, Nicola Espallardo, Izuka Hoyle, Luke Latchman, Huon Mackley lub Kerri Norville) – wszyscy oni wykonują kawał dobrej roboty. Spektakl trwa około 90 minut bez przerwy, a zespół (pod kierownictwem muzycznym Alexa Parkera i Isaaca McCullougha) brzmi fantastycznie. Można się zastanawiać, czy „koncept” jest na tyle silny, by prowadzić widza przez półtorej godziny tak pewnie, jak byśmy sobie tego życzyli; może przyjść do głowy myśl, że to bardziej tematyczna „rewia” o pracy niż zwarta sztuka; brytyjska publiczność mogłaby nawet oczekiwać nieco więcej treści między świetnymi numerami muzycznymi. Ale mniejsza z tym. Pokochanie tych piosenek jest nieuniknione. Wiele z nich zapamiętacie z ogromnym sentymentem. A czy może być lepsza praca niż ta, którą wspomina się z uśmiechem na ustach? Gramy do 8 lipca.
KUP BILETY NA SPEKTAKL WORKING
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności