WIADOMOŚCI
WYWIAD: Juliet Mills o spektaklu Starsza pani znika i wspólnej trasie z mężem, Maxwellem Caulfieldem
Opublikowano
Autor:
redakcja
Share
Gwiazda sceny i ekranu Juliet Mills opowiada o trasie koncertowej ze swoim mężem, Maxwellem Caulfieldem, w scenicznej adaptacji klasycznego filmu Hitchcocka „Starsza pani znika”.
Maxwell Caulfield i Juliet Mills w spektaklu „Starsza pani znika”. Fot. Paul Coltas O czym opowiada „Starsza pani znika”?
Nie można zdradzić zbyt wielu szczegółów thrillera bez psucia niespodzianki! Akcja dzieje się w pociągu i na stacji w 1938 roku, tuż przed inwazją Niemiec na Austrię. Grupa ludzi spotyka się w tym pociągu i jeden z pasażerów nagle znika. Młoda para stawia sobie za cel odnalezienie zaginionej osoby, ale wydaje się, że wśród pasażerów istnieje spisek, by ukryć to, co się wydarzyło.
To prawdziwy thriller komediowy, a to właściwie mój ulubiony gatunek teatralny. Myślę, że ludzie w teatrze uwielbiają się bać, a potem śmiać właśnie dlatego, że byli przestraszeni. Sztuka jest bardzo zabawna i jestem z niej bardzo dumna.
Kogo Pani gra?
Gram pannę Froy, angielską guwernantkę, która przez sześć lat pracowała u rodziny w Austrii. Jest ona częścią tej układanki. Nic więcej nie mogę powiedzieć!
Co sprawiło, że tak chętnie wzięła Pani udział w tej produkcji?
To był pomysł drogiego pana Billa Kenwrighta. Zaproponował tę pracę mojemu mężowi i mnie razem, więc od razu był to ogromny plus. Fakt, że to nowa adaptacja, był kolejną wielką zaletą. Powrót do Anglii i wspólne wyruszenie w trasę brzmiało jak świetny pomysł i zapowiedź dobrej zabawy.
Jak się Pani pracuje z mężem, Maxwellem Caulfieldem?
Uwielbiam to. Jesteśmy małżeństwem od 38 lat, a w teatrze współpracowaliśmy ze sobą już kilkakrotnie. Kochamy wspólną pracę, zwłaszcza podczas tras wyjazdowych, ponieważ to wielka przygoda – co tydzień odwiedzamy inne miasto; pakujemy wszystko, wsiadamy do samochodu i ruszamy w drogę. To prawdziwy prezent, który otrzymaliśmy od Billa.
Czy cieszy się Pani na myśl o objeździe spektaklu po Wielkiej Brytanii?
Tak. Uwielbiam grać w różnych obiektach i miastach. Wspaniale jest wchodzić do tych starych teatrów, które są w tak znakomitym stanie, wiedząc, że mój ojciec na pewno tam występował. To tradycja, w której czuję się bardzo swobodnie i jak w domu.
Jak spędza Pani dni, gdy nie ma występów?
To zależy od tego, gdzie jesteśmy i jaka jest pogoda. Uwielbiamy wędrówki, więc jeśli jesteśmy poza miastem, chętnie wybieramy się na długie spacery.
Obsada spektaklu „Starsza pani znika”. Fot. Paul Coltas Dlaczego Pani zdaniem teatr objazdowy jest ważny?
Wiele osób nie może przyjechać do Londynu lub po prostu nie chce, a uważam, że przybliżanie teatru do widzów i utrzymywanie tych pięknych, historycznych budynków przy życiu jest niezwykle istotne.
W czasach, gdy mamy tyle rozrywki „na żądanie”, co sprawia, że teatr jest wyjątkowy?
Kiedy spektakl jest dobry, nie ma nic bardziej ekscytującego. Możliwość zobaczenia prawdziwych ludzi, którzy chodzą, mówią, śmieją się i płaczą, i bycie wciągniętym w to doświadczenie. To coś zupełnie innego niż patrzenie w ekran komputera czy nawet film. Czasami młodzi ludzie rzadko chodzą do teatru. To wielka szkoda, bo tracą formę rozrywki, której nie da się niczym zastąpić. Nie ma nic lepszego niż teatr na żywo. Widok aktorów na scenie i współodczuwanie ich życia, dramatu czy doświadczeń może być niezwykle porywający.
Pani kariera jest długa i bardzo zróżnicowana. Czy może Pani wymienić jej najważniejsze momenty?
Przy mojej pierwszej sztuce, „Five Finger Exercise”, kiedy byłam bardzo młoda, pracowałam z Johnem Gielgudem. To była bardzo udana produkcja, którą graliśmy przez długi czas w Londynie. Przenieśliśmy ją na Broadway, gdy miałam zaledwie 18 lat. To był niezwykły moment. Broadway był oszałamiający.
„Avanti!” z Jackiem Lemmonem w reżyserii wielkiego Billy'ego Wildera również było wspaniałym doświadczeniem. Całość kręciliśmy we Włoszech. Musiałam przytyć 15 kilogramów, więc jadłam bez przerwy. Billy co wieczór zabierał mnie na kolację ze swoją żoną oraz Jackiem i jego małżonką, by upewnić się, że dobrze jem, bo musiałam utrzymać wagę.
Z kolei w telewizji bardzo miło wspominam „Nanny and the Professor”. Dzięki temu trafiłam do Ameryki. Nigdy nie planowałam zostać tam na stałe, ale praca wciąż się pojawiała. Mieszkam tam już bardzo długo.
Czego widzowie mogą się spodziewać po wizycie na spektaklu „Starsza pani znika”?
Mogą spodziewać się naprawdę udanego wieczoru w teatrze. Rozrywki i eskapizmu. Myślę, że to bardzo dobre dla ludzi; miło jest pójść do teatru i zatracić się w ciekawej historii.
HARMONOGRAM TRASY SPEKTAKLU I REZERWACJA BILETÓW
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności