Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Amour, Royal Academy Of Music ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

Daniel Coleman-Cooke

Share

Obsada spektaklu Amour. Zdjęcie: Hana Zushi-Rhodes, Królewska Akademia Muzyczna Amour

Królewska Akademia Muzyczna (Royal Academy of Music)

4 gwiazdki

28 czerwca 2015 r.

Folklor teatru muzycznego patrzy na Amour z lekkim lekceważeniem – tytuł ten przeszedł do historii po szokująco krótkim pobycie na Broadwayu, mimo partytury autorstwa zdobywcy Oscara, Michela Legranda. Musical ten stał się swoistym Trójkątem Bermudzkim, gdyż w sieci niemal nie sposób znaleźć nagrań z jakichkolwiek jego wykonań. Wchodziłem więc na letnią produkcję Amour w Royal Academy of Music z pewną dozą niepokoju; na szczęście obawy te zostały bardzo szybko rozwiane.

Fabuła Amour jest prosta, ale uroczo ekscentryczna – nijaki urzędnik państwowy spędza dni w ponurym paryskim biurze, niedoceniany przez swoich leniwych współpracowników. Pewnego dnia odkrywa, że potrafi przechodzić przez ściany i szybko postanawia wykorzystać nową moc, by okradać bogatych i dawać biednym, dręczyć swojego komicznie dyktatorskiego szefa oraz spróbować zdobyć serce pięknej, uwięzionej w domu Isabelle.

Partytura w tej inscenizacji jest doprawdy przepiękna (czego można się spodziewać po kompozytorze nagrodzonym Oscarem) i mistrzowsko wykonana przez zespół muzyczny (czego z kolei należy oczekiwać od Royal Academy of Music!). Teksty piosenek w adaptacji Jeremy’ego Samsa są diabelnie inteligentne i wpadają w ucho, a niektóre gry słowne dorównują najlepszym dokonaniom Sondheima. Całość jest w pełni śpiewana, a udanych momentów jest zdecydowanie więcej niż potknięć – solówki postaci i żywiołowe numery zespołowe porywają od początku do końca. Mówi się, że oznaką dobrego musicalu jest piosenka, która nie chce wyjść z głowy – ja mam w uszach kilka powracających motywów (zwłaszcza ten śpiewany przez gazeciarza, Toby’ego Hine’a) już od dobrych paru godzin.

Amour to niemal idealny materiał na letni pokaz dyplomowy; każdy członek wyśmienitej obsady ma przynajmniej jedną konkretną partię, która pozwala mu zaprezentować pełnię możliwości. Wszyscy są fenomenalni i żadne z nich nie odstawałoby poziomem, gdyby jutro miało trafić na profesjonalną scenę. Fabuła jest niezaprzeczalnie błaha, a miejscami wręcz pretekstowa, jednak czysta energia występów i samej inscenizacji sprawia, że niemal się tego nie zauważa.

Główną rolę znakomicie kreuje Chris McGuigan, który świetnie oddaje przemianę protagonisty z bezbarwnego szaraczka w medialną sensację. Josie Richardson jako bezradna Isabelle jest równie urocza i bezbłędna wokalnie; dysponuje oszałamiającym głosem i z wielką klasą poradziła sobie z drobnym problemem z mikrofonem podczas jednego ze swoich wielkich numerów (uroki rozbierania się na scenie!).

Zachwyciło mnie również kilka występów zespołowych, które dodały głębi i kolorytu postaciom, które łatwo mogłyby stać się tylko galerią stereotypów (malarz, policjant, lekarz itd.). Każda osoba doskonale wyciągnęła wszystko, co najlepsze ze swoich solówek, przy czym Maeve Curry jako prostytutka i Toby Hine jako neurotyczny prawnik wykorzystali potencjał swoich piosenek do ostatniej kropli. Tytuł najlepszego występu wieczoru wędruje jednak do Alfiego Parkera, który wykazał się wybitnym wyczuciem komizmu (i zaskakująco dobrymi ruchami tanecznymi), wcielając się na zmianę w role lekarza, policjanta i sędziego – to zdecydowanie talent, który warto śledzić.

Minimalistyczna scenografia Adriana Gee sprawdziła się wyśmienicie. Patrząc na nieliczne materiały z tej pechowej broadwayowskiej produkcji, tamtejsza oprawa wydaje się zbyt kreskówkowa i jaskrawa, co raczej uwypuklało, niż równoważyło wrodzoną naiwność Amour. Brytyjska produkcja była prostsza i dzięki temu znacznie silniej oddziaływała na widza; „ściany” tworzyli inni członkowie zespołu, a krzesła służyły do kreowania różnorodnych scenerii – od stołów i mównic po więzienne cele.

Obsada była obecna na scenie przez cały czas, co dzięki ogromnej aktywności zespołu nie rozpraszało tak, jak to się czasem zdarza. Reżyserka Hannah Chissick wprowadziła kilka zgrabnych pomysłów, które utrzymano aż do finału z bardzo pomysłowymi ukłonami. Spektakl ten postawił jednak odwieczne teatralne pytanie – dlaczego w sztukach osadzonych we Francji nigdy nie słychać francuskiego akcentu? Nie zepsuło to odbioru, ale mogłoby pomóc odróżnić tytuł od Les Misérables (co rzucało się w oczy tym bardziej, że Nędznicy są parodiowani w jednym z numerów) – w pewnym momencie można się było spodziewać, że na scenę wpadnie Javert i zacznie na wszystkich wrzeszczeć.

Choreografia Matthew Cole’a była najwyższej próby i mogłaby być powodem do zazdrości dla wielu wysokobudżetowych produkcji na West Endzie. Wspomniane rekwizyty świetnie wykorzystano w numerach tanecznych, ze wspaniałą, pełną energii sekwencją podczas piosenki „The Trial” w drugim akcie. W układach można było dostrzec subtelne nawiązania do klasyków West Endu – urzędnicy przywoływali na myśl ponurych księgowych z The Producers, a niefortunnych żandarmów obdarzono zabawnymi, niezdarnymi ruchami, przypominającymi policjantów z Piratów z Penzance. Wszystko to wykonano z kunsztem, nadając sztuce niezbędną dynamikę i rozrywkowy charakter.

Jeśli dzisiejszy występ reprezentuje przyszłość brytyjskiego teatru, to możemy być o nią spokojni. Zgoda, historia jest mniej więcej tak solidna jak ściany, które raz po raz przenikano w trakcie spektaklu. Jednak przepiękna muzyka i pierwszorzędne wykonania pokazały, że Amour naprawdę może być owocem pasji. A teraz, gdzie mogę znaleźć nagranie z tą obsadą?

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS