Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Crocodile, Vault Festival ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Udostępnij

Crocodile

Vault Festival

1 lutego 2017

3 gwiazdki

Trudno sobie wyobrazić, co Londyn począłby bez The Vaults lub jak radził sobie przed ich powstaniem. W ponurej końcówce zimy, która powoli wypycha nas ku urokom nadchodzącej wiosny, ten wspaniały festiwal rozkwita pod ziemią, z każdym sezonem stając się coraz większym i bardziej fascynującym wydarzeniem. Obecnie, w piątym roku działalności, ma on szansę przyciągnąć ponad 40 000 gości, którzy w zeszłym roku odwiedzili ten podziemny labirynt. Impreza rozrasta się również terytorialnie, włączając do swojej orbity nowe przestrzenie – tym razem po raz pierwszy mało znany, lecz znakomicie wyposażony Network Theatre, który inauguruje sezon premierową sztuką obiecującego autora, Joe Eyre’a.

Produkcja przygotowana przez siostrę Joe, Beth (znaną być może widzom z udziału w słuchowisku „Wooden Overcoats”), we współpracy z Frankie Parhamem i wyreżyserowana z dużą energią przez Matta Maltby’ego, to doskonały spektakl dwuosobowy. W roli Alana występuje sam Joe, a jako Jane partneruje mu Rhiannon Sommers – tworzą oni idealną, szczęśliwą, typowo klasyczną parę z klasy średniej, która zostaje uwikłana w nieprawdopodobną historię. Zakładają dom, rodzi im się dziecko, które okazuje się być… krokodylem. Całość zaczęła się jako piętnastominutowy monolog na festiwalu „Pint-Sized” Maltby’ego, ale została rozbudowana do satysfakcjonujących 55 minut.

Akcja osadzona w uderzająco prostej scenografii typu „black box” (światło i projekt: Clancy Flynn) opowiedziana jest w formie retrospekcji poprzez dwa obszerne monologi, skierowane do realnego, choć nigdy wprost nienazwanego słuchacza. My, widzowie, rekonstruujemy tę historię z rzucanych nam fragmentów. Metafora potwornego potomstwa w stylu Ionesco została tu błyskotliwie wykorzystana jako element komediowy, trzymając makabrę na bezpieczny dystans przez większość czasu trwania sztuki. Niepokój jednak narasta, gdy „dziecko” zaczyna coraz bardziej reprezentować nie tylko metaforyczne lęki przed niepewną i wymykającą się spod kontroli przyszłością. W pewnym momencie socjopatyczne tendencje w monologu Alana stają się wręcz przytłaczające – tuż przed tym, jak narrację przejmuje Jane.

Z technicznego punktu widzenia scenariusz stawia przed Sommers niemal to samo zadanie, które właśnie wykonał Eyre, co – można by polemizować – pozbiera jej postaci elementu zaskoczenia. Jestem przekonany, że drobne poprawki mogłyby to naprawić; Eyre wykazuje się ogromną wyobraźnią i pasją do tworzenia zaskakujących historii. Tymczasem muzyka i oprawa dźwiękowa Odinna Orna Hilmarssona buduje napięcie, podczas gdy ta obiecująca debiutancka sztuka zmierza ku coraz bardziej przerażającemu finałowi. Można tu dostrzec echa „The Events”, a także innych dzieł nurtu absurdu i ekspresjonizmu. Mam nadzieję, że wkrótce znów usłyszymy o panu Eyre.

DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ O JOYOUS GARD THEATRE

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS