Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Guy The Musical, King's Head Theatre ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Share

Julian Eaves recenzuje musical Guy, który można obecnie oglądać w King's Head Theatre.

Guy the musical King's Head Theatre,

31 sierpnia 2018

4 gwiazdki

To doprawdy ekscytujące nowe dzieło świeżego duetu twórców: autora libretta i tekstów piosenek Leoe Mercera oraz kompozytora i aranżera Stephena Hyde'a. Tych dwóch kolegów z Oksfordu, niedawnych absolwentów, postawiło sobie za cel zdefiniowanie teatru muzycznego na nowo w ożywczy i zachwycający sposób, serwując nam numery w stylu synth-popowych albumów. To ludzie, którzy mogliby pisać dla największych gwiazd muzyki pop i być może wkrótce tak się stanie – mają ucho do współczesnych brzmień i trafiają prosto w serce swoimi kunsztownie dopracowanymi, zaraźliwymi piosenkami.

Twórcy poznali się podczas studiów na Uniwersytecie Oksfordzkim (Leoe studiował filozofię i teologię, Stephen muzykę) i szybko zrozumieli, że to jest ich droga. W zeszłym roku zadebiutowali musicalem „The Marriage of Kim K” (tak, o słynnej pani Kardashian), który odniósł sukces i niebawem rusza na podbój Australii. Tymczasem w ubiegłym listopadzie – zaledwie w listopadzie – postanowili zgłębić inny aspekt współczesnej popkultury: gejowskie randki z internetu (często eufemistycznie nazywane „datingiem” – choć każdy, kto widział „Chicago”, zna różnicę między „zabawą” a „spaniem ze sobą”). Tak powstał zbiór piosenek przypominający album koncepcyjny; utwory te trafiły jako część festiwalu nowej twórczości na scenę Bunker Theatre w Southwark (już w maju tego roku), gdzie odbiły się szerokim echem. Następnie odbyła się trasa koncertowa, obejmująca m.in. Manchester (Hope Mill) i Buxton. Posypały się recenzje, w większości entuzjastyczne, często zawierające trafne uwagi i sugestie. Mercer i Hyde wzięli je sobie do serca i przerobili – a właściwie napisali od nowa – dobre 80% spektaklu. To właśnie tę najnowszą inkarnację oglądamy teraz w Angel. Współczesny sznyt, otwartość na szlifowanie materiału i tempo, w jakim się rozwijają, powinny przyciągnąć uwagę producentów i teatrów w całym kraju.

Fot.: Toriabrightside

Najwyższy czas, bo dotychczas robili niemal wszystko sami. Działając niczym współcześni poeci wyklęci z Lake District, krążąc między północą a południem Kumbrii z teatralną bazą w Manchesterze, wszystko osiągnęli na poziomie niemalże improwizacji. Dla przykładu, cała partytura została przygotowana na komputerze Stephena. Ten projekt aż prosi się o lepsze zaplecze i inwestycje. Podobnie jest z reżyserią Leoe, który radzi sobie świetnie, tworząc coś z niczego w oszczędnej przestrzeni. Tu i ówdzie pojawia się kostium czy rekwizyt, by zaraz zniknąć, ale w gruncie rzeczy mamy do czynienia z „empty space”. Więcej wyrafinowania widać w oświetleniu Rajiva Pattaniego, a sound design (zasługa producenta i kierownika technicznego Dana Mawsona) jest wzorcowy: balans między głosami na scenie a podkładem muzycznym jest niemal idealny i zawsze dyskretny.

Fot.: Simon J Webb

Obsada to strzał w dziesiątkę. Brendan Matthew (którego kojarzymy coraz częściej jako odważnego i innowacyjnego reżysera, zwłaszcza nowych dzieł) w głównej roli chłopaka o rubensowskich kształtach, szukającego prawdziwej miłości w świecie aplikacji randkowych pełnym pośpiechu i powierzchowności, zachwyca swoim wysokim głosem. Ma on niezwykłą zdolność płynnego przechodzenia między rejestrem tenorowym a falsetem, tworząc eteryczny, niemal nieziemski efekt. Wspiera go trio świetnych wykonawców. Najpierw Seann Miley-Moore, uczestnik X-Factor i artysta solowy, jako azjatycki sportowiec Aziz – jego wykonanie „Suppression Effect” zostanie z wami na duszno; ten chłopak wie o frazowaniu i wyczuciu czasu wszystko, a porusza się jak marzenie. Jego przeciwnik (w większości spraw) to Joe/Dom grany przez Adama Braidleya – kolejna niezwykle męska, atletyczna i pełna energii kreacja z ogromnym talentem komediowym; jego błyskawiczne zmiany ról to jedna z perełek spektaklu. Jest też współlokator Tyler (Steve Banks), równie wysportowany co pozostali. Co właściwie robi mieszkając z unikającym sportu Guyem, to jedno z wielu pytań narracyjnych, których scenariusz jeszcze nie zgłębił. Niemniej cała czwórka wkłada w swoje role mnóstwo serca i widać ich ogromne zaangażowanie w rozwój projektu, do którego wnieśli wiele własnych pomysłów, zwłaszcza w naturalnie brzmiących dialogach. Orginalna choreografia Yukiko Masui została tu wznowiona z wielkim polotem, podobnie jak spora część pierwotnej reżyserii.

Jestem pewien, że z czasem – i prawdopodobnie całkiem niedługo – autorzy jeszcze mocniej pogłębią te sympatyczne postacie i nadadzą im więcej treści. To idealny moment. Spektakl urósł już do dwóch aktów z przerwą i sprawia wrażenie w pełni ukształtowanego dzieła. Oczywiście większy budżet i więcej czasu pozwoliłyby na teatralne dopieszczenie tej koncepcji. Już teraz jednak nawiązujemy więź z bohaterami i przejmujemy się ich losem: osobiście chciałbym dowiedzieć się o nich znacznie więcej. Wierzę, że kreatywność tych twórców dostarczy nam odpowiedzi w sposób, którego nie potrafimy przewidzieć – są zbyt dobrzy na oczywiste rozwiązania. To, co nam dają, jest wyjątkowe. Zanim to jednak nastąpi, idą już dalej z projektem 'Queueue' – immersyjnym musicalem o uzależnieniu milenialsów od internetu.

Śledźcie ich dalsze losy poprzez ich stronę internetową. I pamiętajcie: surfujcie z głową.

Do 1 września 2018

ZAREZERWUJ BILETY NA GUY

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS