WIADOMOŚCI
RECENZJA: James I: The Key Will Keep The Lock, National Theatre ✭✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
stephencollins
Share
Jakub I. Fot. Manuel Harlan James I: The Key Will Keep The Lock (Jakub I: Klucz zatrzyma zamek)
Olivier Theatre
25 października 2014
5 gwiazdek
Jakże trafne i uroczo symboliczne jest to, że w roku, w którym Szkocja głosuje za pozostaniem w Zjednoczonym Królestwie, w National Theatre odbywa się szkocka inwazja. Ten bezkrwawy zamach stanu serwuje nam najlepsze widowisko dramatyczne, jakie widziała scena Olivier od dłuższego czasu i w sposób przekonujący pokazuje, co Szkocja ma do zaoferowania Anglii w kwestii theatrical prowess oraz czego Anglia powinna się od niej uczyć.
W Olivier Theatre w National Theatre można obecnie oglądać inscenizację Laurie’ego Sansoma „The James Plays” autorstwa Rony Munro – cykl trzech sztuk historycznych ukazujących rządy pierwszych trzech szkockich królów o tym imieniu.
James I: The Key Will Keep The Lock rozpoczyna trylogię z potężnym uderzeniem. Scena Olivier została przekształcona w teatr typu in-the-round, co w tej konfiguracji sprawdza się wyśmienicie. Wykwintna scenografia Jona Bausora ma w sobie historyczny sznyt, ale nowoczesne wykonanie. Doskonale odzwierciedla to język i charakter tekstu oraz gry aktorskiej. Historia wisi tu gęsto w powietrzu, a jednocześnie wszystko wydaje się świeże, ekscytujące i nieodkryte.
W miejscu, gdzie toczy się większość akcji, mocno wbity w ziemię tkwi ogromny miecz (półtoraręczny). Dominuje nad wszystkim, nawet nad najczulszymi scenami intymności, przypominając bez przerwy, że przemoc i mord czają się tuż za progiem wzroku. Wejścia i wyjścia rozlokowane są na widowni i wykorzystane w pełni, podobnie jak górna platforma z tronem, pod którą opuszcza się most zwodzony. Poczucie zamkowego chłodu, samotności, władzy i przeznaczenia jest wszechobecne.
Dominującym wrażeniem jest to, że zasiądziemy na ziemi, by snuć smutne opowieści o śmierci królów. Po prostu cudowne.
Kostiumy to zabawna fuzja starego z nowym – trochę Mad Max, trochę Firefly – ale to działa. Panuje tu intensywnie średniowieczny klimat, który potęguje i podkreśla doprawdy znakomita reżyseria światła Philipa Gladwella. W niektórych fragmentach ma się wrażenie, że akcja toczy się przy blasku świeć, a urok szkockiego wieczoru i nocnego światła został uchwycony z niezwykłą starannością.
Munro snuje fascynującą i wciągającą opowieść, w której – co cieszy – kobiety odgrywają równie ważną rolę co mężczyźni. Zręcznie przeplata losy młodego Jakuba I i jego niewoli u Henryka V z prawdziwą, delikatnie niezręczną, ale ostatecznie głęboką miłością między Jakubem a przeznaczoną mu żoną, Joan Beaufort. Obydwa te wątki budują przemianę młodego monarchy z zabawki w rękach potężnej arystokracji w bezwzględnego, rządzącego regenta. To zarazem historia miłosna i thriller historyczny – i to w najlepszym wydaniu.
Sztuka ma w sobie coś z Szekspira, być może dlatego, że pojawia się tu Henryk V, ale bardziej ze względu na podniosły, sugestywny język i nieustanne poczucie, że ważne czyny dotyczą ważnych ludzi. To epickie widowisko w każdym calu. A ponieważ opowiada o młodym królu lekceważonym przez możnowładców, dzieli tematykę zarówno z „Ryszardem II”, jak i „Henrykiem IV”. I podobnie jak oni, Jakub jest świetnym mówcą:
„Klęknijcie przede mną, bo obiecuję wam i udowodnię każdym moim czynem... Jam jest Szkocja. Ta Szkocja będzie mała, ale będzie jednością. Będzie biedna, ale każdy jej mieszkaniec pozna swoją wartość i będzie wiedział, jak o nią walczyć. Będzie maleńkim skrawkiem świata, ale pozna wszystko, co świat wie. Będzie atakowana, ale nigdy nie zostanie złamana. Nie wywoła zwady tam, gdzie jej nie sprowokowano... ale nie ugnie się przed żadnym innym narodem na tej ziemi. To jest Szkocja. Tym właśnie jestem”.
Reżyseria Sansoma sprawia, że wszystko toczy się z ogromną energią, ale na tej drodze jest tyle detali, tyle skarbów i tyle wystawnego bogactwa, że często marzyłem o przycisku pauzy i przewijania – tylko po to, by nacieszyć się tym jeszcze raz. Za ruch sceniczny odpowiada Neil Bettles i wykonuje świetną robotę – nie ma tu udawanych scen bitewnych; wszystko jest zrealizowane rygorystycznie i z wigorem.
W drugim akcie jest wspaniała sekwencja, gdzie przerażona, ciężarna królowa Joan drży, podczas gdy dookoła niej i łoża z baldachimem, w którym się kryje, wojska toczą baletową, krwawą wojnę. Pojawia się duch Henryka V, który nadaje głębi myślom i determinacji młodego, nieakceptowanego króla Jakuba. Poczucie miłości, pamięci i obowiązku jest tu namacalne – a triumf Jakuba jest tym większy dzięki magicznej inscenizacji tej sceny.
Sansom zebrał niezwykły zespół; niemal wszyscy aktorzy występują w całej trylogii. Prawie każda rola jest zagrana lepiej niż idealnie, bez względu na jej wymiar czy trudność.
Przewodzący zespołowi w pierwszej części James McArdle gra rolę swojego życia, mimo że jego kariera obfitowała już w sukcesy. Jest w wyjątkowej formie fizycznej, a jego głos obsługuje całą gamę emocji – od zakochanego poety po chłodnego, beznamiętnego kata. Ma mnóstwo genialnych momentów, ale absolutnie elektryzująca była jego przemowa do szkockich możnych (o krwi Bruce'a tętniącej w żyłach i pragnieniu zjednoczenia kraju – heroiczna i inspirująca) oraz scena, w której przekonuje żonę, że jest miłością jego życia – kobietą, którą ujrzał z więzienia i dla której napisał słynny poemat „The Kingis Quair”. To klasyczne aktorstwo w najlepszym wydaniu.
Ma sensacyjne wsparcie. Jamie Sives tworzy fascynującą postać Henryka V – to nie jest bohater, jakiego znamy z Szekspira, lecz zgorzkniały, umierający król Anglii, desperacko próbujący utrzymać królestwo w całości. Sives jest w szczytowej formie, budząc jednocześnie odrazę i podziw.
Stephanie Hyam czaruje jako Joan, piękna dziewczyna wydana za mąż za Jakuba przez Henryka. Jest olśniewająca, pełna życia i werwy. Pod każdym względem dorównuje Jakubowi, a jej sceny z McArdle’em iskrzą od namiętności i desperacji. Moment skonsumowania małżeństwa jest szczególnie poruszający ze względu na jej pełną skargi uległość i chęć oddania wszystkiego, by ten związek przetrwał – mimo że jako dziewica zmuszona jest znosić ten akt na oczach szkockich dostojników, którzy chcą mieć pewność, że królewscy następcy tronu zostaną poczęci w należyty sposób.
Blythe Duff i Gordon Kennedy są absolutnie cudowni jako szare eminencje – bogaci szkoccy możnowładcy, którym wydaje się, że mogą rozstawiać Jakuba po kątach. Duff rozkoszuje się swoją rolą niczym Alexis Carrington średniowiecznej Szkocji. Scena, w której siedzi na łóżku królowej i grozi jej ciężarnemu brzuchowi nożem, przyprawia o ciarki na plecach. Z kolei zemsta Joan, gdy napawa się panicznym strachem Isabelli (Duff) przed egzekucją synów, jest wyborna.
Kennedy błyszczy jako stary szkocki wojownik przyzwyczajony do posłuchu – z dzikimi włosami, niechlujną brodą i kręgosłupem ze stali. Jego ostateczna klęska w starciu z pewnym siebie monarchą jest rozegrana po mistrzowsku, podobnie jak potok wściekłości, który wyrywa się z niego, gdy dowiaduje się o zbliżającej się egzekucji.
Peter Forbes daje pełen niuansów popis jako Balvenie z klanu Douglasów – tchórz, który zmienia sojusze jak rękawiczki, dopóki nie stanie po stronie Jakuba. Dzieje się to po mrożącym krew w żyłach incydencie, gdy jeden z klanu Stewartów szantażem zmusza go do zgładzenia śpiącego króla. Balvenie nie potrafi tego zrobić, zwraca się przeciwko szantażyście i ostatecznie ugruntowuje prawa Jakuba do tronu.
Sarah Higgins prezentuje uroczą i dopracowaną w każdym szczególe rolę Meg, która służy Jakubowi, jego żonie i dzieciom. Jest znakomita – jej tyrady przeciwko ekscesom grubiańskiej szkockiej szlachty ogląda się z ogromną przyjemnością, podobnie jak długie sceny z królową Joan, będące precyzyjnym zapisem ważnych przyjaźni i więzi rodzinnych.
Każdy z aktorów grających brutalnych i nieokiełznanych członków klanu Stewartów jest doskonały. Tyle tu fizycznej sprawności i mięsistego języka (werbalnego i niewerbalnego), że ani przez chwilę nie wątpimy w realia czasów, w których toczy się akcja.
Surowa, dosadna i trzymająca w napięciu – to nadzwyczajna inscenizacja ważnej i trudnej nowej sztuki, która rzuca światło na zapomniane wydarzenia i analizuje je w sposób w pełni satysfakcjonujący teatralnie. Po wyjściu z teatru nie można doczekać się ciągu dalszego.
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności