Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Jekyll and Hyde, Greenwich Theatre (następnie trasa po Wielkiej Brytanii) ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Share

Nathan Ives Moiba w spektaklu Jekyll & Hyde. Zdjęcie: Matt Martin Photography Jekyll & Hyde

Greenwich Theatre, następnie trasa po Wielkiej Brytanii

14 lutego 2015

3 Gwiazdki

W 1886 roku, mieszkając w Bournemouth, Robert Louis Stevenson napisał nowelę pt. „Niezwykły przypadek doktora Jekylla i pana Hyde’a”. Z jakiegoś powodu Stevenson nie chciał użyć przedimka „The” w oryginalnym tytule, co według teorii miało podkreślić niezwykłość tej opowieści. Nowela stała się ogromnym hitem, a potem światową sensacją i do dziś pozostaje jednym z najsłynniejszych dzieł literackich wszech czasów. Badacze literatury powiedzą wam, że książka ta daje wgląd w realia wiktoriańskiej Anglii: z pozoru nieskazitelnej i powściągliwej, ale pod spodem wrzącej od żądzy, namiętności i nieskrępowanych pragnień.

Jo Clifford w swojej scenicznej adaptacji opowieści Stevensona rezygnuje ze wszystkiego w tytule poza dwoma nazwiskami: Jekyll & Hyde.

Autorka przenosi również akcję z wiktoriańskiej Anglii do „alternatywnego Londynu przyszłości”. Jej Jekyll to gruba ryba w badaniach nad rakiem, człowiek owładnięty chęcią znalezienia leku na najbardziej bezwzględnego zabójcę ludzkości i, być może, utorowania drogi do nieśmiertelności gatunku ludzkiego. Poprzez eksperymenty z różnymi używkami Jekyll albo uwalnia osobowość, która drzemała w nim głęboko, albo zmienia swój charakter – co nie do końca zostaje wyjaśnione – powołując do życia kapryśnego, morderczego i nieobliczalnego Hyde’a.

Prawnik Jekylla (i, jak się ostatecznie okazuje, okazjonalny kochanek), Utterson, stara się zrozumieć, co dzieje się z jego przyjacielem i klientem. Wspólnie z doktor Lanyon, bezkompromisową kobietą, próbuje poskładać prawdę w całość, świadomy obecności odrażającego Hyde’a, lecz niepewny, co z nim począć. Wszystko kończy się tragicznie, wśród krwi i łez rozpryśniętych na scenie.

Mowa o objazdowej produkcji teatru Sell A Door, która właśnie zakończyła premierowy tydzień w Greenwich Theatre i przez najbliższy miesiąc będzie krążyć po Wielkiej Brytanii. Wyreżyserowany przez Davida Hutchinsona „Jekyll & Hyde” to przegadany spektakl, który razi i niepokoi, pozbawiony wydźwięku oryginału Stevensona. Zamiast tego Clifford tworzy własne konteksty – nie zawsze z powodzeniem.

Jednym z głównych punktów dyskusji nad dziełem Stevensona jest to, czego tak naprawdę dopuszczał się Hyde, że było to moralnie tak odrażające dla Jekylla. Wielu miało na ten temat swoje teorie, ale Stevenson był nieugięty: niepewność i dwuznaczność w tej kwestii były kluczowe.

W wersji Clifford, choć dwuznaczności wciąż nie brakuje, pojawia się jasny punkt fabularny: Jekyll i Utterson sypiają ze sobą. Utterson nie ma też wątpliwości, że Jekyll był częścią ruchu, który w tym wstecznym, alternatywnym Londynie przyszłości doprowadził do ponownej penalizacji homoseksualizmu.

Mamy zatem Jekylla, który podąża za swoimi gejowskimi popędami, ale zachowuje powierzchowny konserwatyzm i uczestniczy w uchwalaniu praw potępiających jego własne czyny. Uwalnia swojego wewnętrznego Hyde’a – poprzez zmianę prawdziwego „ja” lub jego ujawnienie – a ten Hyde jest zarówno mordercą, jak i człowiekiem wykorzystującym kobiety.

Co jest większym złem? Myślący człowiek, który potępia siebie i innych? Czy bezmyślny, kierujący się instynktem osobnik, który czerpie przyjemność tam, gdzie chce i robi to, na co ma ochotę? Czy to właśnie tę kwestię próbuje podjąć Clifford?

Jeśli Jekyll jest tak dwulicowy w relacji z Uttersonem, dlaczego miałby zasługiwać na współczucie widzów? Czy nie miałoby więcej sensu, gdyby w tym kontekście Jekyll zmagał się ze swoją orientacją? Skoro on i Utterson są kochankami, dlaczego Jekyll dążyłby do zmiany prawa, by karać ich miłość? I po co miałby to robić Utterson? Czy w takim razie jego eksperymenty nie powinny dotyczyć raczej tłumienia prawdziwej natury, zamiast jej zmieniania lub ujawniania?

A zresztą, po co w ogóle wyciągać tę kartę? Po co wyobrażać sobie przyszłe społeczeństwo, w którym homoseksualizm znów jest przestępstwem? Czy ma to sugerować, że wraz z upływem czasu społeczeństwo cofa się w rozwoju?

Pytania te, choć postawione, pozostają bez odpowiedzi. To budzi pewien zgrzyt.

Język, jakim posługuje się Clifford, jest równie zaskakujący jak jej wybory fabularne. To język nowoczesny, mało poetycki czy liryczny, w który wpleciono autentyczne zdania napisane przez Stevensona. Kolejny kontrast. Do tego dochodzi mnóstwo wątków pobocznych i politycznych wstawek, które niekoniecznie pomagają opowiedzieć tę historię, ale potęgują poczucie dyskomfortu.

Być może właśnie o to Clifford chodziło: wziąć coś dobrze znanego i uczynić to błędnym, niewygodnym, nieprzewidywalnym. Jeśli taki był cel, to udało się go osiągnąć znakomicie.

Obiektywnie rzecz biorąc, „Jekyll & Hyde” jest jednak o jakieś 20 minut za długi. Fragmenty pierwszego aktu ciągną się w nieskończoność i wydają się nieco bezcelowe. Mimo to spektakl jest pod wieloma względami konfrontacyjny i stawia pytanie o to, gdzie przebiega granica między nieprzyjemnym, współwinnym podglądactwem a angażującym teatrem. Nawet jeśli wersja Clifford nie przypadnie wam do gustu, coś w niej będzie was prześladować długo po wyjściu z teatru.

Nathan Ives-Moiba ma niełatwe zadanie zagrania jednocześnie Jekylla i Hyde’a. Wymaga się od niego wiele, a on pod niemal każdym względem staje na wysokości zadania. Z pewnością jest to popis niesamowitej sprawności fizycznej, w którym aktor wykorzystuje każdy centymetr swojego gibkiego, umięśnionego ciała; transformacje z jednej postaci w drugą są wykonane po mistrzowsku, wyłącznie dzięki warsztatowi aktorskiemu. Przez dużą część spektaklu występuje niemal nago, bez lęku wystawiając się na surową ocenę widzów.

Jego głos jest głęboki i wielobarwny, a aktor doskonale wie, jak go użyć. W późniejszych scenach, gdy przejścia między Jekyllem a Hyde’em stają się coraz częstsze i niekontrolowane, trudno uciec od wrażenia ocierania się o autoparodię przez nieustanne konwulsje i zmiany akcentu, czasem w połowie zdania.

Ives-Moiba całkowicie zatraca się w tej roli; jego obecność sprawia, że skrajności zawarte w scenariuszu wydają się realne, a granica między bólem a przyjemnością, dobrem a złem jest gorączkowo badana poprzez jego fizyczność i zmysłowość. Zwierzęca swoboda, z jaką gra, jest wręcz uderzająca – szczególnie w jednym kluczowym momencie, który ma ewidentnie sprowokować publiczność do refleksji nad tym, dlaczego patrzy i nie odwraca wzroku. O ile go nie odwraca.

Lyle Barke jako Utterson miał pod pewnymi względami najtrudniejsze zadanie – postać ta jest w tekście nakreślona dość mgliście. Nigdy do końca nie wiadomo, jaki jest cel czy funkcja Uttersona w adaptacji Clifford. Barke posiada jednak naturalną charyzmę, dobry głos i wykazał się delikatnością oraz wnikliwością w tym morzu chaosu. Jego finałowy monolog był wyjątkowo trafiony.

Rowena Lennon wcieliła się w szereg ról z różnym skutkiem. Najlepiej wypadła jako służąca Jekylla – stworzyła świetny i szczery portret niepewności oraz strachu. Jej postacie są najbardziej obciążone przekazami politycznymi, głównie dotyczącymi skandalicznego sposobu, w jaki współczesne patriarchalne społeczeństwo traktuje kobiety. Na przykład jej ostatnia bohaterka to imigrantka, specjalistka, która nie może pracować w swoim zawodzie (hydrologa) w Anglii i zostaje zmuszona do sprzątania miejsc zbrodni. Jej los porusza, ale jak wypluta guma do żucia, przykleja się do fabuły w sposób niechciany i zbędny.

Richard Evans przygotował ciekawą scenografię – dwupoziomową konstrukcję z ręcznie obsługiwaną obrotówką. Dwie postacie kręcą sceną w kółko, co czasami pozwala na zręczne roszady bohaterów poza wzrokiem widzów. Efekt obrotu jest interesujący, choć pod koniec sztuki staje się nużący. Atmosfera jest odpowiednio mroczna i niedopowiedziana, co świetnie podkreśla rewelacyjne oświetlenie Charliego Morgana Jonesa. Często postacie inne niż Jekyll siedzą z boku sceny, obserwując akcję; początkowo wydawało się to dziwne, ale po namyśle wygląda na kolejny sposób na podjęcie kwestii voyeuryzmu.

To niekomfortowa produkcja opartej na noweli Stevensona wersji, która jest głęboko osobliwa; mroczniejsza, ale mniej wieloznaczna niż oryginał. Entuzjastyczne przyjęcie w Greenwich sugerowało, że publiczność znalazła tu wiele do podziwiania. Moim zdaniem tekst i ta inscenizacja stawiają wiele pytań i zmuszają do refleksji. A to zdecydowanie nie jest wada.

Niepokojący i konfrontacyjny, ale też dający do myślenia spektakl.

Pełna lista dat trasy spektaklu Jekyll and Hyde jest dostępna tutaj.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS