Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Keith?, Arcola Theatre ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Share

Julian Eaves o komedii „Keith?” Patricka Marmiona w Arcola Theatre, Dalston

Mark Jax (Morgan) i Joseph Millson (Keith). Zdjęcie: Idil Sukan Keith? Arcola Theatre, Dalston

18 lutego 2019 r.

3 gwiazdki

Zarezerwuj bilety

Szczerze mówiąc, patrząc na repertuar brytyjskich teatrów, można by pomyśleć, że Molier napisał tylko jedną sztukę. W rzeczywistości stworzył ich mnóstwo, a gdy z linii montażowej schodzi kolejna „wersja” jego późnego arcydzieła „Świętoszek”, człowiek zaczyna marzyć, by lokalni producenci i pisarze zadali sobie trud i zwrócili uwagę na coś innego. W końcu Jean-Baptiste czekał do końca kariery, by stworzyć tę zwodniczo prostą i pozornie łatwą do zrozumienia komedię złudzeń. A jednak to znów „Świętoszek” trafia na warsztat w najnowszej propozycji z Off-West Endu – konkretnie z hackneyowskiego East Endu. To opowieść o duchownym-oszuście, który wkrada się w łaski – i fortunę – groteskowo naiwnej, zamożnej rodziny, pozbawia ich majątku i domu, by w ostatniej chwili zostać pokonanym przez nagły powrót do status quo. Kilka dekad później nadeszłaby prawdziwa rewolucja, ale to już inna historia.

Sara Powell (Veena) i Natalie Klamar (Roxy). Zdjęcie: Idil Sukan

Sam tekst autorstwa Patricka Marmiona (który niedawno odniósł sukces sztukami „Great Apes” i „The Divided Laing”) jest bardzo dowcipny: czekając w barze na rozpoczęcie spektaklu, przeczytałem pierwszy akt i śmiałem się na głos... raz za razem... bez względu na to, jak bardzo starałem się to opanować. Na deskach teatru początek również wypada nieźle: Joseph Millson w roli tytułowej daje popis klasy. Prezentuje się jako zawadiacki, przystojny i współczesny mężczyzna – w misternych splotach i „etnicznych” ciuchach, z nagim torsem (surowy wystrój podłogi to dzieło Jemimy Robinson, więc być może kostium również jest jej zasługą; jeśli nie, ukłony dla Bex Kemp). Ale to właśnie w genialnym wyczuciu komizmu Millson odnosi największy triumf; nie ma sekundy, której by całkowicie nie opanował, podejmując bezbłędne decyzje w każdym momencie: kiedy się poruszyć, kiedy zastygnąć, kiedy spojrzeć, a kiedy wykonać gest dłonią. To po prostu aktorski majstersztyk.

Obsada reszty zespołu miała mniej szczęścia. Natalie Klamar wzbija się na komediowe wyżyny pod koniec drugiego aktu, gdy jako córka domu, Roxy, rusza do walki z intruzem. Musimy jednak długo czekać, by przebiła się przez dziwny, natchniony sposób budowania postaci, o której sam autor w programie przypomina, że bywa „dość powierzchowna”. Podobnie Sara Powell jako jej ekspansywna matka, Veena, wydaje się zupełnie nie pasować do tak lekkiego, frywolnego repertuaru. Lizzie Winkler, grająca rzekomo brazylijską pokojówkę Annę, ma trudności ze znalezieniem właściwego tonu i akcentu, który pojawia się i znika. Z kolei bogaty ojciec, Morgan (Mark Jax), jest pełen dobrych chęci, ale za mało w nim głupca, by wzbudzić wesołość. Jeśli chodzi o drugiego gościa z zewnątrz, Mo (Aki Omoshaybi), mimo czarującego uśmiechu, nie udaje mu się przekonać nas, że kryje się pod nim jakakolwiek próżność – największy śmiech wzbudza jego kostium, co mówi samo za siebie.

Aki Omoshaybi (Mohammed). Zdjęcie: Idil Sukan

Kto za to odpowiada? Część winy należy prawdopodobnie przypisać dość początkującemu reżyserowi, Oscarowi Pearce'owi, a szkoda. To bystry i utalentowany twórca, który z pewnością podniesie się po tym potknięciu. Jego farsa o Laingu była świetną zabawą – wspominam ją z dużym sentymentem. Tamta sztuka opierała się jednak na ideach i ich absurdalnym wpływie na ludzi. To zupełnie inne dzieło: Molier kocha swoich bohaterów, jednocześnie gardząc ich pozorami. To istotna różnica. Musisz znaleźć w sobie tę miłość do postaci, inaczej komedia nie zadziała. W tej produkcji ani przez chwilę nie wierzyłem, że ktokolwiek poza Keithem rozumie to pojęcie: jego flirciarskie interakcje z publicznością potwierdzają to bardziej niż jego twierdzenia (czy brać je na poważnie?), że jest jakąś reinkarnacją Dionizosa. Tylko on potrafi mówić prosto do naszych serc.

W rezultacie Millson kradnie tu nie tylko cudze pieniądze, ale i cały spektakl. Grając co najmniej dwie skrajnie różne role – obie z niespożytą energią – jako jedyny wie, jak „wycelować” każdą kwestię, by uzyskać dokładnie tyle śmiechu, ile zamierzył. U pozostałych aktorów, poza sporadycznymi przebłyskami, brakuje tej konsekwencji – nie reagowałem tak ani ja, ani widzowie wokół mnie. Reszta obsady wygłasza swoje kwestie wyjątkowo szybko, wręcz za szybko, by je w pełni wyłapać. I tu leży problem: nie dają nam odczuć, że (a) przemyśleli znaczenie swoich słów lub (b) rozumieją, co właściwie chcą przekazać. Tekst nie „rezonuje” w nich emocjonalnie, a co za tym idzie – nie dociera do widzów. Sztuka przemawia do rozumu, ale nie porusza. A Molier powinien robić jedno i drugie. To inteligentni, doświadczeni aktorzy, więc jak to możliwe, że coś poszło nie tak?

Lizzie Winkler (Anna). Zdjęcie: Idil Sukan

Prawdą jest też, że w dramaturgii zieją luki: miało się wrażenie, że całe strony dialogów wypadły na podłogę w sali prób i nigdy ich nie odnaleziono, bez zastanowienia, jak wpłynie to na płynność i prawdopodobieństwo akcji. Raz po raz aktorzy wchodzą na scenę bez przygotowania do zasygnalizowania ważnych zmian, przez co widz wyłącza się, pytając: „Chwileczkę... jak do tego doszło?”. To zabójcze dla spektaklu. Jeśli uwaga widza ucieka, bardzo trudno ją odzyskać. Jeśli moje przypuszczenia o skrótach są słuszne, chciałbym wiedzieć, kto i dlaczego o nich zdecydował.

Jeśli więc czujecie potrzebę obejrzenia kolejnej wersji tej znanej na wylot historii – idźcie. Zobaczycie jedną bardzo dobrą rolę i to naprawdę show jednego aktora, co ledwo uzasadnia ocenę gwiazdkową. Jeśli nie, zamówcie scenariusz z Aurora Metro Books i po prostu dobrze się pośmiejcie.

Gramy do 9 marca 2019 r.

ZAREZERWUJ BILETY NA SPEKTAKL „KEITH?” W ARCOLA THEATRE

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS