WIADOMOŚCI
RECENZJA: Living Between Lies, King’s Head Theatre ✭✭✭
Opublikowano
Autor:
timhochstrasser
Share
Living Between Lies (#Festival45)
King’s Head Theatre, Islington
16/11/15
3 Gwiazdki
Kłamstwa przybierają różne formy i rozmiary. Są kłamstwa, które serwujemy innym, i te, którymi sami jesteśmy karmieni. Kłamstwa, w które sami wierzymy – świadomie lub nie – oraz takie, które dojrzewają powoli, gdy półprawdy i uniki mające ułatwić nam życie zawodowe lub prywatne, ostatecznie krzepną w pełnowymiarowe oszustwa. Są wreszcie i takie kłamstwa, które ludzie rzucają ot tak, z nudów lub dla czystej przekory, by nadać szarej codzienności odrobinę ulotnego kolorytu.
Wszystkie te odcienie kłamstwa możemy zobaczyć w spektaklu „Living Between Lies”, wystawianym w ramach „Festival 45” w King’s Head Theatre.
Scenografii praktycznie nie ma – jedynie publiczność zasiadająca z trzech stron i kilka krzeseł. Na scenie występują cztery aktorki, a samo przedstawienie zostało napisane i opracowane zespołowo przez grupę Underfoot Theatre pod okiem reżyserki Florence Bell. Całość trwa nieco ponad godzinę i grana jest bez przerwy.
Akcja splata losy i narastające kryzysy czterech kobiet, których życie w różny sposób opiera się na fundamencie kłamstw. Spektakl zapowiadany jest jako komediodramat, jednak tonacja jest przeważnie poważna i mroczna, a jedynym wyjątkiem jest relacja nawiązana na kłamstwie dla czystej zabawy. Większość materiału ma formę monologów lub dialogów, a wszystkie cztery bohaterki spotykają się jedynie na peronie stacji na samym początku i na końcu sztuki. Choć ma to swoje uzasadnienie logiczne, muszę przyznać, że poczułem pewien niedosyt – to niewykorzystana szansa, by przenieść akcję i interakcje między postaciami na wyższy poziom.
Lindsey (Orla Sanders) to ambitna kobieta sukcesu, całkowicie pochłonięta bliżej nieokreślonym projektem IT, do którego przywiązała się tak mocno, że nazywa go swoim „dzieckiem”. Jej życie to pasmo wczesnych pobudek, wizyt u sparaliżowanej matki w domu opieki i coraz bardziej frustrujących spięć z szefem, który postrzega jej „dziecko” zupełnie inaczej niż ona. Wszystko to nieuchronnie zmierza ku katastrofie, gdzie samooszukiwanie się otwiera drogę do bycia oszukaną przez innych.
Sanders świetnie oddaje determinację swojej bohaterki i to, jak złudzenia destabilizują jej codzienne funkcjonowanie: poprzez wybuchy emocji, przesadne umniejszanie innym, a także trudną relację z matką, rozpiętą między miłością a nienawiścią. Niemniej konstrukcja tej postaci pozostawia nieco do życzenia. Brakuje tu miejsca na rozwój i szerszą narrację. Od samego początku wiemy, dokąd zmierza ta bohaterka, a po zarysowaniu wstępnej sytuacji niewiele nowych elementów wzbogaca tę historię. To klasyczny przykład sytuacji, w której interakcja z innymi postaciami byłaby świetnym motorem napędowym dla dynamiki osobistego wątku.
Alice (Magdalena McNab) również przez większość czasu występuje solo, choć w kilku kluczowych scenach rozmawia przez telefon lub zostawia wiadomości głosowe. W jej świecie pojawiają się inni: wiarołomny i nieudolny narzeczony, Harry (głos: Christopher Sherwood), oraz jego siostra, Carole (Aleks Grela). Na początku sztuki Alice jest przekonana, że jej życie jest idealne, że u boku Harry'ego zapuści korzenie i założy rodzinę. W tym celu zrezygnowała nawet ze świetnej propozycji pracy jako prezenterka telewizyjna.
Sytuacja szybko się psuje – nieobecności Harry'ego, jego późne powroty i przedłużające się wyjazdy zagraniczne jasno wskazują, że szykuje się do odejścia do innej kobiety, a małżeństwo i dzieci nie wchodzą w grę. W tym momencie bohaterka wpada w histeryczne zaprzeczenie faktom i postanawia wywoływać jedną żenującą scenę za drugą – w barze karaoke, w pracy Harry'ego czy przed grupą dzieci, przy których całkowicie traci panowanie nad sobą.
Rola ta daje aktorce duże pole do popisu w rejestrach histrionicznych i McNab ma tu kilka znakomitych momentów – być może najlepszym z nich jest długa sesja pytań i odpowiedzi z dziećmi, gdzie załamanie jej bohaterki porusza najbardziej. Odniosłem jednak wrażenie, że od początku postać była zbyt hiper-intensywna i neurotyczna, nawet gdy wszystko wydawało się być w porządku. To zawęziło pole dla jej psychologicznej przemiany i zbyt wyraźnie sugerowało finał. Podobnie jak wcześniej, uważam, że tekst zbyt szybko odkrywa karty tej postaci. Ponownie, w przypadku tak spragnionej uwagi bohaterki, partner do rozmowy –
czy to współczujący, czy nie – dałby aktorce większe pole do reakcji i wykrzesania nowej energii.
Kim (Aleks Grela) to młoda kobieta balansująca na krawędzi: bieda, narkotyki, chłopak, który może (choć nie musi) być agresywny, oraz kontuzja nadgarstka – to wszystko zaprząta jej głowę. Pojawia się na ostrym dyżurze w poszukiwaniu recepty na ból. Czy ból jest prawdziwy, czy to tylko próba zdobycia kolejnej dawki? W tej postaci z pewnością tkwi tajemnica.
Jednak w kwestii tajemniczości przebija ją Laura (Joanne Fitzgerald), która podaje się za personat medyczny, choć w rzeczywistości nim nie jest. Laura obiecuje Kim receptę w zamian za wyjawienie jej sekretów. Kiedy Kim ulega, dostaje więcej, niż się spodziewała – i na pewno nie jest to recepta. Laura przybiera różne maski: agresywnej lesbijki, porzuconej i rozczarowanej żony, i wiele innych, aż odnosi się wrażenie, że czerpie przyjemność z kłamstwa dla samego kłamstwa lub przynajmniej ma niezwykle kreatywny stosunek do prawdy. Role się odwracają i to Kim zaczyna jawić się jako postać poukładana i ortodoksyjna, mimo swojego alternatywnego stylu życia.
To zestawienie dwóch bohaterek ma swoje osobliwości i niedopowiedzenia, być może zamierzone. Ma jednak progresję i niuansową interakcję, co daje postaciom większy napęd, a aktorstwu – wyraźniejszy punkt oparcia. Obie aktorki świetnie na siebie reagują, pokazując tę wspólną, twórczą energię, a nawet zabawę, jaka może kryć się w kłamstwach. Cały spektakl zyskałby na większej liczbie takich scen, choć i w obecnej formie trafnie punktuje wszechobecność kłamstwa w naszym życiu. Rzeczywistość i fantazja to przecież całe spektrum barw, a odkrywanie poszczególnych etapów tej drogi w czyimś towarzystwie jest znacznie ciekawsze. W sztuce drzemie wiele dobrych pomysłów i bogatych rysów postaci, ale jeśli spektakl ma trafić do Edynburga lub na inne sceny fringe'owe, to właśnie taki kierunek rozwoju bym rekomendował.
Living Between Lies można oglądać w Kings Head Theatre do 22 listopada.
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności