WIADOMOŚCI
RECENZJA: Medea, @SohoPlace ✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
timhochstrasser
Share
Tim Hochstrasser recenzuje nową inscenizację Medei Eurypidesa w reżyserii Dominica Cooke'a z Sophie Okonedo i Benem Danielsem w rolach głównych, wystawianą obecnie w @sohoplace w Londynie.
Sophie Okonedo w Medei. Fot. Manuel Harlan Medea
@sohoplace
17 lutego 2023
4 gwiazdki
Zarezerwuj bilety Ta wyczekiwana inscenizacja Medei Eurypidesa jest pod wieloma względami dość tradycyjna w swoim podejściu i w żadnej mierze nie odbiera jej to wartości. Reżyser Dominic Cooke zaufał sile dramatu oraz swojej obsadzie, co zdecydowanie zasługuje na uznanie. Wykorzystana adaptacja to słynna, surowa i twarda wersja kalifornijskiego poety Robinsona Jeffersa. Mimo że powstała ona na potrzeby produkcji z lat 40. z udziałem Judith Anderson, wciąż brzmi jak bezkompromisowy, modernistyczny tekst, trafiający w szeroki rejestr – od tragicznego dostojeństwa po konkretną, makabryczną grozę, zależnie od potrzeb sceny.
Ben Daniels w Medei. Fot. Johan Persson
Spektakl trwa dziewięćdziesiąt minut bez przerwy, trzymając widza w napięciu. Akcja prezentowana jest na scenie otwartej typu arena, co pozwala w pełni wykorzystać doskonałą widoczność w nowym teatrze @sohoplace. Scenografia przedstawia brukowany dziedziniec z kręconymi schodami prowadzącymi do pomieszczeń poza sceną. Rampy stanowią wyjścia we wszystkich czterech rogach, a kobiety z Koryntu – chór w sztuce – zostały strategicznie rozmieszczone w śród widowni.
Wszystkie role są świetnie obsadzone i choć główny ciężar spoczywa na Benie Danielsie i Sophie Okonedo, warto zauważyć wysoką jakość ról drugoplanowych. W tragedii greckiej w zasadzie nie ma ról nieistotnych, ponieważ każda z nich w pewnym momencie pełni funkcję „posłańca”, wygłaszając ważne monologi i przekazując wiadomości o kluczowych punktach zwrotnych dramatu. Chór z kolei działa jako sumienie publiczności, odzwierciedlając i kierując naszymi reakcjami na główne dylematy moralne. Na pochwałę zasługuje Marion Bailey jako Piastunka, która potrafi połączyć lojalność wobec swej pani z lękiem przed tym, czego ta może się dopuścić. Pod koniec spektaklu buduje także prawdziwie mrożący krew w żyłach, świetnie poprowadzony opis pierwszego aktu zemsty Medei. Trzy kobiety z Koryntu tworzące chór prezentują szeroki wachlarz emocji w reakcji na wydarzenia i oferują istotne argumenty przeciwko determinacji Medei w dążeniu do ostatecznego odwetu. Wreszcie role dzieci Medei gra dwóch chłopców, którzy mimo młodego wieku grają bardzo przekonująco i bez tremy.
Marion Bailey. Fot. Manuel Harlan
Ben Daniels wciela się w cztery role, każdą z nich starannie różnicując. Pomiędzy scenami krąży wokół sceny w zwolnionym tempie, stopniowo zdejmując lub zakładając marynarkę, zmieniając się w ten sposób z jednej postaci w drugą. Przede wszystkim jest Jazonem – jego przemiana z pewnego siebie bohatera w złamanego, pogrążonego w żałobie ojca jest precyzyjnie wymierzona i mistrzowsko wykonana. Wielką winą Jazona jest porzucenie Medei dla własnej korzyści. Poślubił jedyną córkę króla Kreona, mając nadzieję na objęcie po nim tronu – i to mimo faktu, że sukces wyprawy po Złote Runo zawdzięcza niemal w całości magii Medei oraz jej gotowości do porzucenia ojczyzny i przybycia z nim do obcej Grecji. Początkowo jest więc pełen beztroskiej buty, która stopniowo kruszy się pod wpływem systematycznej zemsty Medei. W finałowej scenie, przy spadającym sztucznym deszczu i gromadzących się dowodach morderstwa dokonanego za kulisami, jego upadek robi ogromne wrażenie.
Ben Daniels w Medei. Fot. Manuel Harlan
Ale to tylko część jego dokonań. Daniels z równą zręcznością odgrywa zimną dynastyczną realpolitik jako król Kreon, ciepłą empatię jako opiekun chłopców oraz kampowe wyrafinowanie jako ateński król Egeusz. Ta ostatnia kreacja to uroczy i mile widziany epizod humorystyczny w ten poza tym ponury i bezlitosny wieczór.
Sophie Okonedo i Ben Daniels w Medei. Fot. Johan Persson
Spektakl ten stoi lub upada wraz ze swoją Medeą, a Sophie Okonedo w pełni staje na wysokości zadania. Imponuje jej powolna, pełna godności determinacja i chłodno wykalkulowane podejście do zemsty. Gniew nie wybucha zbyt wcześnie, dzięki czemu uwagę przykuwa jej misterne planowanie i umiejętne manipulowanie innymi postaciami, by osiągnąć swój nieubłagany cel. Jest odpowiednio pokorna wobec Kreona, by zyskać czas na realizację planów. Gra z Jazonem z całą zręcznością osoby, która choć odtrącona, dokładnie wie, jak oczarować byłego kochanka. Być może najbardziej bolesnym momentem wieczoru jest scena, w której namawia Jazona, by usiadł na podłodze i pobawił się z dziećmi. Ta zwyczajna, rodzinna scena jest wstrząsająca, gdy wiemy, co za chwilę się wydarzy. Aż do samego końca obłęd – jeśli tak to nazwiemy – ma swoją wyraźną metodę. Aktorka ani na chwilę nie traci kontroli. Dzięki temu jej kreacja jest jeszcze potężniejsza i bardziej przerażająca przez brak konwencjonalnej histerii.
Ben Daniels i Marion Bailey w Medei. Fot. Manuel Harlan
Jedyna uwaga, jaką mam, dotyczy oprawy dźwiękowej. Podczas wielu kluczowych monologów słychać uporczywy, perkusyjny i złowieszczy podkład, który jest całkowicie zbędny. Gdy słowo i gra aktorska w zupełności wystarczają, takie podkreślanie znaczenia scen jest protekcjonalne wobec widza i rozpraszające. Kto potrzebuje przypomnienia, że dany moment jest istotnym punktem zwrotnym? Z tego powodu waham się wystawić pięć gwiazdek, na które produkcja ta skądinąd zasługuje.
Czas trwania: 1 godz. 40 min (bez przerwy) SPEKTAKLE DO 22 KWIETNIA 2023 ZAREZERWUJ BILETY NA MEDEĘ W @SOHOPLACE
Przeczytaj także: Sohoplace – pierwszy od 50 lat nowo wybudowany teatr na West Endzie zaprezentowany
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności