WIADOMOŚCI
RECENZJA: Miss Havisham's Expectations, Trafalgar Studios 2 ✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
stephencollins
Share
Oczekiwania panny Havisham (Miss Havisham's Expectations)
Trafalgar Studios 2
11 grudnia 2014
4 gwiazdki
Wystarczy chwila. Patrzy gdzieś w dal, z pasją opowiadając o padającym śniegu. W dłoni trzyma kartkę papieru i, najwyraźniej w lekkim obłędzie, odrywa jej kawałki i porzuca je. Wyraz jej twarzy subtelnie się zmienia, porusza głową, jej postawa ulega przeobrażeniu; w tym momencie publiczność już wie, że coś się wydarzy. Nagle podnosi kawałek papieru – jej pozornie niedbałe wydzieranie miało swój cel: trzyma w dłoni papierowy motyw płatka śniegu.
Jej oczy błądzili po sali. Usta ożywają, gdy zaczyna mówić, poruszając kolejną kwestię. Zgniata papierowy płatek i unosi rękę wysoko. Z lekkością. Osobliwie. Wciąż mówi, argumentuje, bierze oddech tylko wtedy, gdy jest to niezbędne, by nie przerywać potoku słów. Widownia tkwi w ciszy, pełna oczekiwania. Skoro już raz zdarzyła się magia, czy powróci? Wtedy zaczyna pocierać palcami, a z wysoko uniesionej dłoni kaskadą sypią się małe kółeczka papieru przypominające śnieg. To doprawdy magiczny widok. Kółeczka wciąż sypią się na nią, na jej włosy, suknię i podłogę – tak dużo „śniegu”, o wiele za dużo, by mogło pochodzić z tej jednej kartki. Część osiada na jej włosach; a on wciąż nieprawdopodobnie sypie się dalej. Skąd wziął się ten cały „śnieg”? Jak ona to zrobiła?
Są to pytania, które nieustannie nasuwają się podczas spektaklu Di Sherlock – autorki i reżyserki sztuki „Miss Havisham's Expectations”, którą można obecnie oglądać w Trafalgar Studios 2. Skąd to się wzięło? Jak ona to zrobiła? Pojawiają się też inne pytania: dlaczego to zrobiła? I co to wszystko właściwie oznacza?
Pod koniec trwającego około 60 minut spektaklu trudno o jednoznaczną odpowiedź na którekolwiek z nich.
Pomysłem Sherlock jest zbadanie „Efektu Panny Havisham” (uznawanego za stan chorobowy, w którym osoba łaknąca miłości uzależnia się fizycznie od przyjemności płynącej z cierpienia po stracie lub odrzuceniu i nie potrafi ruszyć dalej ze swoim życiem). Jako medium służy tu słynna postać z „Wielkich nadziei” Karola Dickensa – ikona porzuconej panny młodej. Autorka wykorzystuje fragmenty prozy Dickensa, a także inne klasyczne nawiązania.
Panna Havisham jawi się tu jako realna siła, wykształcony ludzki duch, a nie fikcja literacka. W długim monologu, w którym jej postać okazjonalnie przeistacza się w inne osoby, „ludzka” Havisham stara się zgłębić i wyjaśnić ból oraz namiętności swojej literackiej pierwowzoru.
Momentami trudno nadażyć za tokiem myśli, poza tym, że absolutnie chce się uczestniczyć w tej podróży i doświadczyć tego, co ten duch Havisham ma do zaofiarowania. To unikalna perspektywa, więc próbujemy nadążyć. Naprawdę próbujemy. Ale tekst meandruje niczym odbity promień słońca, pędząc w wielu kierunkach naraz. I gdy tylko wydaje ci się, że chwyciłeś byka za rogi, on wymyka się w inną stronę, stawia nową tezę, wprowadza magię lub nową postać, a widz znów czuje się zagubiony.
Zagubiony – zaznaczmy – co do znaczenia i celu tekstu Sherlock. Bo cokolwiek nim było, okazuje się, że w jej własnej inscenizacji schodzi to na dalszy plan.
Nie. Najważniejsza jest tutaj świetlista, doprawdy niezwykła siła teatralna, jaką jest Linda Marlowe – aktorka, która w pojedynkę dźwiga scenariusz Sherlock wraz z całym tym natłokiem uciekających myśli i idei.
Często mawia się o Judi Dench, że publiczność słuchałaby jej nawet, gdyby czytała książkę telefoniczną. Bez wątpienia. I Dame Judi zrobiłaby to w swoim pełnym klasy, szlachetnym stylu. Ale gdyby ludzie oglądali i słuchali Lindy Marlowe czytającej książkę telefoniczną, prawdopodobnie dostaliby w pakiecie sztuczki iluzjonistyczne, błyskawiczne zmiany wizerunku, paletę głosów oraz dziką, drapieżną i całkowicie zniewalającą zuchwałość.
Marlowe to aktorka o ogromnej skali i sile wyrazu. Całkowicie panuje nad głosem, doskonale wiedząc, kiedy zawiesić frazę, kiedy w nią uderzyć, a kiedy ją odrzucić. Jej oczy są nieustannie uwodzicielskie i pewne siebie; używa ich jako oręża do przykuwania uwagi. Podobnie wykorzystuje całe ciało – potrafi fizycznie urosnąć w oczach widza z taką samą łatwością, z jaką potrafi się skulić. Potrafi odmłodnieć lub zestarzeć się na życzenie: w jednej chwili jest olśniewającą amantką, by w następnej stać się zgorzkniałą staruchą, która równie dobrze mogłaby być czarownicą.
Jej kontakt z publicznością, intensywna więź, którą buduje, przechodząc w milczeniu od bocznych drzwi przez małą widownię i czekając, aż każdy poświęci jej należytą uwagę; bezpośredni kontakt z każdym widzem w tym skupionym tłumie – Marlowe zna wszystkie sposoby, by opowiedzieć historię tak, by stała się częścią życia słuchacza.
Marlowe to rzadki okaz – prawdziwa wirtuozerka. Materiał Sherlock jest stworzony dla niej, a ona się nim upaja, odnajdując każdy niuans, każdą ciekawostkę, każdą szczelinę niewykorzystanego napięcia. Słuchanie jej dynamiki wokalnej, odczuwanie jej potężnej, magnetycznej obecności, która otacza i koi, doświadczanie jej bardzo fizycznego podejścia do budowania postaci – cóż, to jest tak ekscytujące, jak tylko może być współczesny teatr.
Trudno ocenić rolę reżyserską Sherlock przy tak unikalnej i intuicyjnej wykonawczyni jak Marlowe, ale wizualna strona produkcji (szczególnie scenografia Andie Scotta, ale także światło Theo Chadhy) nie dorównuje klasie aktorki. Gdyby za tym spektaklem stały zasoby National Theatre, mogłoby to być zupełnie inne widowisko pod względem oprawy; być może wtedy prezentacja dorównałaby blaskowi gwiazdy.
Sztuczki magiczne Scotta Penrose'a są doprawdy sprytne, a Marlowe sprawia, że wszystkie działają bezbłędnie. Oryginalna muzyka Andy'ego Bootha jest trafna i nienachalna – idealna w tego typu sztuce.
Oglądając „Miss Havisham's Expectations”, możecie nie do końca zrozumieć intencje autorki, ale z pewnością opuścicie teatr z poczuciem ożywienia i świadomością, że byliście świadkami pracy wybitnej aktorki działającej na pełnych obrotach, z niespożytą energią i stylem.
Zróbcie sobie przysługę i zobaczcie Lindę Marlowe w tej dziwnej, osobliwie magicznej sztuce.
Zapisz się do naszego newslettera, aby otrzymywać najświeższe wiadomości i oferty biletowe.
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności