WIADOMOŚCI
RECENZJA: Panna Julia, Jermyn Street Theatre ✭✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
helenapayne
Share
Panna Julia
Jermyn Street Theatre
5 gwiazdek
Zarezerwuj bilety To nie lada wyzwanie, by mierzyć się z dziełem tak kultowym, jak „Panna Julia” Strindberga. Moje ostatnie spotkanie z tym tytułem – południowoafrykańska adaptacja autorstwa Yael Farber pt. „Mies Julie” w Riverside Studios w 2013 roku – postawiło poprzeczkę niezwykle wysoko, deklasując wszystkie poprzednie wcielenia dramatu. Z pewną obawą zasiadłam więc w kameralnej sali Jermyn Street Theatre na najnowszej premierze w opracowaniu Howarda Brentona. Wieczór mnie jednak nie rozczarował. Przekład Brentona brzmi świeżo i bezpretensjonalnie, a cała trójka aktorów rzuca nowe światło na te ikoniczne postaci. To produkcja o ogromnej sile rażenia, w której reżyseria Toma Littlera sprawia, że każde słowo i każda chwila ciszy pulsują emocjami. Tego spektaklu nie można przegapić.
Howard Brenton podjął próbę stworzenia „autentycznej” interpretacji, bazując na dosłownym tłumaczeniu ze szwedzkiego autorstwa Agnes Broome. Mistrzowsko przebudował tekst, chwytając wszystkie obsesje, niuanse, a nawet humor obecny u Strindberga. Momentami jednak bezpośredniość języka sprawia, że uderzające metafory wydają się nieco zbyt dosłowne. Mam wrażenie, że w szwedzkim oryginale tkwi poezja, która płynnie łączy prozaiczne dialogi z obrazowaniem; tutaj z kolei sztuka zyskała mocno angielski, a nie skandynawski charakter. Nie jest to jednak zarzut – to ciekawe, gdy dramaturg wnosi do przekładu cząstkę własnego świata, osadzając go w namacalnej rzeczywistości. Jedyną dyskusyjną stratą jest fakt, że kluczowe dla dramatu jest „nieszwedzkie” zachowanie Julii – potrzebne jest więc szwedzkie tło, które bohaterka mogłaby zburzyć. Bez tego tracimy kulturowy szok jej działań. Julia była postacią, która w momencie premiery przeraziła i oburzyła szwedzkie społeczeństwo, więc bardziej autentyczny skandynawski klimat pomógłby lepiej nakreślić kontekst jej wykroczenia.
Scenografia Louie Whitemore wspaniale wykorzystuje intymną przestrzeń Jermyn Street, operując miedzią, lodowatym błękitem i zwisającą z niskiego sufitu wisterią. Na scenie mamy nawet działającą płytę grzewczą, na której przygotowywany jest sycący posiłek. Świat sztuki inteligentnie dopełnia warstwa dźwiękowa Maxa Pappenheima – ludowe pieśni nocy świętojańskiej i śpiew ptaków raz przybliżają się, to znów oddalają od słuchacza. Reżyseria Toma Littlera jest odważna; pewnie rozciąga czas i przestrzeń za pomocą złożonych zabiegów scenicznych, tworząc naturalizm, który wydaje się wręcz elastyczny. To właśnie w perfekcyjnie wykonanych scenach domowych najmocniej odczuwamy strindbergowską klaustrofobię.
W samym centrum tego wykrochmalonego, uporządkowanego świata wiruje Panna Julia, młoda arystokratka, w którą z ogromnym duchem i sercem wciela się Charlotte Hamblin. Jednocześnie odpychająca i hipnotyzująca, wciąga widownię oraz Jeana w otchłań deprawacji, desperacko szukając bratniej duszy, która ocaliłaby ją przed nią samą. Hamblin całkowicie urzeka – potrafi prychać z wyższością księżnej, uwodzić niczym syrena i kwilić jak dziecko, gdy na naszych oczach pęka jej krucha powłoka. Partneruje jej James Sheldon jako Jean, ambitny i magnetyczny lokaj. Sheldon jest w pełni przekonujący w swojej trosce i dobroci wobec zapracowanej narzeczonej, jednak chemia między nim a Julią jest zbyt silna, by ją zignorować. Początkowo wydaje się oparciem, którego ona potrzebuje, ale brutalna seksualność bohaterki budzi w nim okrucieństwo; ostatecznie Jean nie potrafi uciec z sideł klasowości i statusu, którymi tak gardzi. Tercet dopełnia Izabella Urbanowicz – pokorna, pracowita, z dłońmi wiecznie szukającymi zajęcia w tej ciasnej przestrzeni. Stanowi punkt odniesienia dla oceny Julii. To lód przy jej ogniu, kobieta mocno stąpająca po ziemi, oddana Bogu i uczciwej pracy, ale o ciętym języku i umyśle, gdy zostanie przyciśnięta do muru. Urbanowicz uosabia godność pracy i ani przez chwilę nie pozwala, by jej Krystyna stała się zgorzkniała czy rozżalona nad sobą.
To Julia wyrazista, pełna złośliwości, roztargnienia i rozpaczy. Jej bunt przeciwko matce, która chciała ją wychować na pół kobietę, pół mężczyznę, oraz wynikające z tego konflikty tożsamościowe brzmią dziś niezwykle aktualnie w dobie dyskusji o płynności płciowej. Jej okrzyk udręki rezonuje w każdym, kto czuje się niedopasowany do otoczenia. Długi czas eksploatacji tego spektaklu w Theatre by the Lake w Keswick przed przenosinami na West End jest dowodem na to, jak ważny jest system pracy repertuarowej, dający młodym aktorom szansę na szlifowanie warsztatu. Czysta siła i intensywność tej inscenizacji zostaną z wami na długo.
W repertuarze do 2 grudnia 2017
KUP BILETY NA PANNA JULIĘ W JERMYN STREET THEATRE
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności