Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: One Night In Miami, Donmar Warehouse ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

pauldavies

Share

David Ajala (Jim Brown), Sope Dirisu (Cassius Clay) i Arinzé Kene (Sam Cooke). Fot. Johan Persson One Night In Miami...

Donmar Warehouse

13 października 2016

4 Gwiazdki

Zarezerwuj bilety

Jest noc, w której Cassius Clay zdobył mistrzostwo świata w wadze ciężkiej w 1964 roku. Spędza ją w pokoju motelowym z Samem Cooke'iem, ikoną ówczesnej muzyki, gwiazdą futbolu Jimem Brownem, stojącym u progu kariery filmowej, oraz Malcolmem X, który wkrótce odłączy się od Narodu Islamu. Następnego ranka Clay ogłosi światu zmianę nazwiska na Muhammad Ali. To musiała być niezwykła noc, a autor sztuki Kemp Powers wykonał kawał świetnej roboty, wyobrażając sobie te rozmowy i sprawiając, że legendy stają się ludźmi z krwi i kości.

W pewnym sensie walka trwa nadal, tyle że w hotelowym pokoju. W jednym narożniku Malcolm X, walczący z systemem od zewnątrz, już wtedy postrzegany przez władze jako postać niebezpieczna. W przeciwnym narożniku Sam Cooke, argumentujący, że gra według reguł systemu pozwala dotrzeć z muzyką do mas, a posiadanie praw autorskich daje realną niezależność finansową czarnoskórym artystom. Malcolm zarzuca Cooke'owi łagodzenie brzmienia pod białą publiczność i prowokuje go, puszczając utwór Dylana „Blowing in the Wind”, sugerując, że to Cooke powinien go napisać. Pozostali nie wiedzą jeszcze, że Cooke nagrał już, choć jeszcze nie wydał, „A Change is Gonna Come” – klasyk, który do dziś nie stracił na swej poruszającej aktualności.

Dwane Walcott (Kareem), Francois Battiste (Malcolm X) i Josh Williams (Jamaal). Fot. Johan Persson

W tę jesień obfitującą w znakomite londyńskie kreacje zespołowe (jak „Kenny Morgan” w Arcoli czy „The Boys in the Band” w Park Theatre), obsada ta zasłużenie dołącza do czołówki. Sope Dirisu bezbłędnie oddaje pewność siebie Claya, upojonego zwycięstwem nad Sonnym Listonem; jego „Ali shuffle” tętni energią, ale aktor odkrywa też naiwność 22-latka i jego budzącą się świadomość polityczną. David Ajala jako Jim Brown imponuje posągową obecnością i głębokim głosem, stanowiąc błyskotliwą przeciwwagę dla toczących się debat. Francois Battiste to opanowany, lecz pełen pasji i skumulowanego gniewu Malcolm X, aż nazbyt świadomy tego, jak postrzega go świat. Fakt, że Malcolm jest na innym, dojrzalszym etapie życia niż jego młodsi koledzy, został ukazany po mistrzowsku. Jednak to Arinze Kene kradnie show jako Sam Cooke – jego wielowarstwowa rola ostatecznie łamie serce. W dwóch wybitnych scenach niemal staje się Cooke'iem: najpierw w porywającej, gospelowej wersji „You Send Me”, porywając publiczność Donmar Warehouse, a następnie w przejmującym wykonaniu a cappella „A Change is Gonna Come” pod koniec sztuki. Ta emocjonalna interpretacja, połączona z montażem nagrań z protestów Black Lives Matter, wznosi spektakl na wyższy poziom.

Sope Dirisu (Cassius Clay) i David Ajala (Jim Brown). Fot. Johan Persson

Bohaterowie nie są odizolowani od bigoterii czającej się za drzwiami hotelu; kłócą się o rasę, władzę, a nawet odcienie skóry. Choć tradycyjna struktura sztuki sprawia, że postacie czasem wyjaśniają sobie rzeczy, które powinny już wiedzieć (co jest częstą przypadłością tekstów edukacyjno-rozrywkowych), tekst broni się autentycznością. Powers nie wybiela swoich bohaterów, a wyczulona reżyseria Kwame Kwei-Armaha idealnie podąża za rytmem bokserskich ciosów i chwil refleksji. Przy tak silnych osobowościach spektakl mógłby ociekać testosteronem, jednak siłą scenariusza jest bezkompromisowe spojrzenie na rasizm, które potrafi wytrącić widza z równowagi, by za chwilę delikatnie skłonić do zadumy nad walką, która wciąż trwa. To mężczyźni tańczący na krawędzi własnej historii, a fakt, że znamy ich dalsze losy (w tym tragiczną śmierć dwóch z nich), czyni wieczór w teatrze niezwykle przejmującym.

Spektakl grany do 3 grudnia 2016

REZERWUJ BILETY NA ONE NIGHT IN MIAMI W DONMAR WAREHOUSE

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS