Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Playing Sandwiches, Talking Heads (BBC iPlayer) ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Share

Julian Eaves recenzuje Luciana Msamati w monologu „Playing Sandwiches” Alana Bennetta z serii „Talking Heads” dostępnej w BBC iPlayer.

Lucian Msamati w „Playing Sandwiches” Playing SandwichesTalking Heads BBC iPlayer3 gwiazdki Obejrzyj teraz Przede wszystkim muszę coś wyznać: od lat – a może już od dekad? – próbuję zrozumieć ogólnonarodową obsesję na punkcie tej serii.  Ewidentnie trafiła ona w nastroje społeczne w momencie swojej premiery i zakorzeniła się w zbiorowej świadomości – jak niemal żadne inne współczesne minidramaty – stając się czymś „ikonicznym”: przedmiotem mistycznej, niemal fetyszystycznej czci, celebrowanym przez wiernych widzów w momentach szczególnego skupienia, niczym w święta czy długie weekendy.  A teraz także w czasie lockdownów. To bardzo inteligenckie, klasowe spojrzenie na życie „zwykłych ludzi”: każdą scenę oglądamy oczami narratora granego przez Luciana Msamati, który ucieleśnia wszelkie wyobrażenia o uciemiężonym przedstawicielu klasy robotniczej.  Jego gra jest pięknie wyważona, a reżyseria Jeremy’ego Herrina tak naturalna i wiarygodna, jak to tylko możliwe w tych okolicznościach, choć unikanie planów ogólnych i brak akcji niezwiązanej z potokiem dialogów Bennetta bywa chwilami nużący. Życie klasy robotniczej jawi się tu jako coś, w czym nikt nie chciałby uczestniczyć, co zgrabnie współgra z życiorysem samego autora, Alana Bennetta.  Egzaminy, szkoła średnia i studia w Oksfordzie wytyczyły mu drogę ucieczki z szeregów mas wprost w objęcia brytyjskiego establishmentu, a w jego twórczości słyszymy głos zapożyczony – wyrwany z korzeni i uformowany tak, by brzmiał akceptowalnie w „wysokoliterackim” otoczeniu BBC czy uniwersyteckich salonów.  W monologu Msamati otrzymujemy niemal systematyczny wykaz cech charakterystycznych dla życia prostego człowieka.  Podane jest to w typowy dla Bennetta, wystylizowany sposób – jego postaci z ludu zawsze brzmią wiarygodnie, ale nigdy do końca „prawdziwie”.  U tego autora zawsze odnosi się wrażenie, że niższe sfery są podglądane przez szelest kartek niedzielnego wydania opiniotwórczego dziennika – może z działu „Kultura”, może z „Recenzji” – ale nigdy, niestety, na ich własnych warunkach. Technika Bennetta to dramatyczna zabawa w kotka i myszkę: podrzuca on swoim ofiarom – czyli widowni – strzępy informacji i dialogi, które można usłyszeć w „EastEnders”, ale rzadko w prawdziwym świecie.  Mniejsza z tym.  W tę lekką, niemal błahą paplaninę wplata on wątki o mroczniejszym odcieniu: niewyjaśnione zaginięcia czy niepokojące rekwizyty, które zostają w wyobraźni widza, sugerując ukryte problemy.  Gdy tylko zaczynamy chwytać te „tropy”, autor ucieka od konfrontacji i zbacza w kolejną dygresję. Okazuje się jednak, że przyświeca mu poważniejszy cel.  Nasz rzezimieszek z klasy niższej zostaje schwytany przez wymiar sprawiedliwości i za swoje zbrodnie musi zapłacić.  Można się tylko zastanawiać, jak potoczyłyby się losy, gdyby był białym przedstawicielem klasy średniej, może jedynie „wspólnikiem” cudzego występku – bo tacy bohaterowie w świecie Bennetta zazwyczaj wymykają się z rąk sprawiedliwości.  To oczywiście komunikat niosący głębokie uspokojenie dla całej tej widowni, która może ma, a może nie ma na sumieniu własnych grzeszków – i być może to właśnie wyjaśnia uwielbienie, jakim darzy go brytyjska klasa średnia, upatrując w nim niemal mesjanistycznej mądrości. Tymczasem w tle pobrzmiewa przyjemne brzdąkanie pianina, roztaczając mgiełkę mieszczańskiego zadowolenia nad tym ponurym, proletariackim światem.  Cóż, jeśli lubicie taką estetykę, to z pewnością będzie to miły sposób na zagospodarowanie wolnego czasu.  Dla jednych to przyjemność z pewnymi zastrzeżeniami, dla innych – kolejna odsłona tego samego obrazu niezbyt wesołego kraju, w którym żyją. Inne recenzje Talking Heads Przeczytaj naszą recenzję An Ordinary Woman Przeczytaj naszą recenzję The Shrine Przeczytaj naszą recenzję Soldiering On Przeczytaj naszą recenzję Her Big Chance Przeczytaj naszą recenzję The Outside Dog Przeczytaj naszą recenzję Bed Among The Lentils Przeczytaj naszą recenzję The Hand Of God

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS