WIADOMOŚCI
RECENZJA: Privates On Parade, Union Theatre ✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
julianeaves
Share
Obsada spektaklu Privates on Parade w Union Theatre Privates On Parade Union Theatre
25 listopada 2018
Cztery gwiazdki
Świętując swoje 40-lecie, ta błyskotliwie pewna siebie i dojrzała sztuka z muzyką Petera Nicholsa (tekst) i Denisa Kinga (kompozycja) nic nie straciła na aktualności. Brytyjskie wojska wciąż ugrzęźnięte są w licznych poimperialistycznych misjach na całym świecie, a opowieść o niefortunnej i dalece nierozsądnej próbie utrzymania kolonialnej kontroli nad Malajami pod koniec lat 40. mogłaby zostać napisana wczoraj. Podobnie jak w przypadku „Oh, What A Lovely War”, ten poważny temat podany jest w lekkiej formie, przefiltrowany przez pryzmat radosnych estradowych popisów, rzucając technicolorowy blask na szarozieloną i khaki rzeczywistość wojny.
Śledzimy ten „stan wyjątkowy” oczami artystów, którzy podnoszą kurtynę, ogłaszając: „Jesteśmy SAD-U-SEA”... czyli Song And Dance Unit South East Asia. Podobnie jak w słynnym sitcomie BBC „It Ain’t Half Hot, Mum”, osadzonym w tej samej epoce, spektakl serwuje nam barwną galerię typowych postaci reprezentujących przekrój angielskiego społeczeństwa w parnych tropikach. Scenografia Mike’a Leesa natychmiast trafia w punkt, tworząc bogatą w detale i odważnie teatralną ramę dla energicznej i poruszającej reżyserii Kirka Jamesona, elegancko oświetlonej przez Bena Jacobsa. Centralnym punktem ich wizji jest porywająca rola największej diwy w oddziale, pełniącego obowiązki kapitana Terriego Dennisa – to aktorski kąsek, który Simon Green skonsumował w całości, prezentując się w serii oszałamiających sukien i nienagannych peruk autorstwa Richarda Mawbeya. Jest tu mnóstwo powodów do zachwytu, ale muszę przyznać, że numer otwierający drugi akt – parodia stylu Noëla Cowarda „Will Someone Please Inform Me” – z maestrią oddaje klarowność opowiadanej historii. Green, niezwykle doświadczony aktor i wokalista, od dawna ostrzył sobie zęby na tę rolę i daje z siebie wszystko, biorąc na barki lwią część tej zachwycającej partytury.
Obsada Privates on Parade w Union Theatre
Muzyczna strona przedsięwzięcia została przygotowana przez kierownika muzycznego Nicka Barstowa i trzeba przyznać, że wykonał kawał świetnej roboty, tworząc trafne aranżacje błyskotliwych pastiszy Kinga nawiązujących do przebojów z epoki – od Marlene Dietrich po Jessie Matthews. Jameson rozkoszuje się stagingiem muzycznym, nadając numerom idealną dawkę poloru i surowości, by były wiarygodne i czarujące zarazem. Pomaga mu w tym niezwykle elastyczny i pełen energii zespół. Paul Sloss jako Len Bonney to cudowny wodewilowy talent, Tom Pearce – powracający na scenę po 15 latach – jest przekonującym Charlesem Bishopem, a równie wyśmienite kreacje tworzą Matt Hayden jako Eric Young-Love i Tom Bowen jako Kevin Cartwright.
Martha Pothen w spektaklu Privates on Parade
Jednak to w rolach charakterystycznych sztuka czerpie swą największą siłę. Matt Beveridge tworzy odrażającą, a przy tym na wskroś autentyczną kreację czarnego charakteru, Rega Drummonda, a Martha Pothen czyni cuda jako jedyna kobieta w oddziale, Sylvia Morgan. Wprowadza ona wątek rasowej niejednoznaczności, który mąci staroświeckie, patriarchalne wartości zupełnie nieświadomego dowódcy, Gilesa Flacka (w tej roli Callum Coates). Coates również jest tu „prawdziwy”, wnosząc do zespołu autentyczne doświadczenie wojskowe, co wymiernie wpływa na elegancję i wiarygodność maszerowania, salutowania czy operowania żargonem, czyniąc całą produkcję znacznie skuteczniejszą i angażującą. Samuel Curry jako Steve Flowers jest przystojny i szczery, choć zaskakująco swobodny w sytuacji konfliktu; sprawia wrażenie, jakby robił to całe życie, co w przypadku naukowca stawiającego pierwsze kroki w brutalnym świecie, wydaje mi się mało prawdopodobne. Wiele wydarzeń oglądamy jego oczami i myślę, że bardziej przejęlibyśmy się jego losem, gdyby wydawał się mniej wyluzowany.
Wreszcie, w niemal milczącą rolę Lee, miejscowego służącego, wciela się opanowany Mikey Howe. To jedyna postać w sztuce, która idzie z duchem czasu i angażuje się w dekolonizację Malezji – fakt ten powinien być oczywisty dla wszystkich w jednostce, a jest – co naturalne – zupełnie przez nich niedostrzegany. To, jeśli nie nic innego, jest surową lekcją również na nasze czasy.
To estetyczna i sprawna produkcja Union Theatre, będąca wartościowym wznowieniem. Spektakl mocno angażuje: Jameson czuje przestrzeń i wie dokładnie, jak wydobyć z niej to, co najlepsze, a jego wyczucie tempa dramatycznego jest niemal bezbłędne. Słychać wszystko dość dobrze (choć pianino momentami uderza nieco zbyt głośno w kontrapunkcie do solowych głosów – nie używa się tu nagłośnienia). Być może Curry podchwyci energię i zaangażowanie bijące od reszty zespołu: mam taką nadzieję, bo to mogłoby diametralnie wzmocnić siłę rażenia tej doskonałej inscenizacji.
Grają do 17 grudnia 2017
KUP BILETY NA SPEKTAKL PRIVATES ON PARADE W UNION THEATRE
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności